Zupełnie nie wiedział, czego się spodziewać po ojcu, gdyby mu oświadczył, że woli mężczyzn. I że nie chce za żadną kobietę wychodzić. Nie potrafił sobie wyobrazić jego reakcji, za to potrafił sobie wyobrazić reakcję macochy. Była zbyt dystyngowana, żeby rzucić talerzem, ale jedno, drugie, trzecie odmówienie... czy ona w ogóle przyjmowała taką możliwość, żeby Laurent powiedział "nie", którego nie odwoła? A wyjawienie tej śliskiej i niewygodnej prawdy pewnie tak długo by ją nie obchodziło, dopóki rzecz pozostawała w sekrecie i nie wpływała na reputację rodziny. Jak w ogóle miałby podejść do rozmów na tematy sercowe? Wcześniej chciał mu opowiedzieć o Kaydenie tak, jakby była śliczną szatynką, która pojawiła się w jego życiu. Dziwne, że tak reagował na jego maskarady w życiu codziennym, a kiedy pojawiło się hasło, że Pandora kogoś ma to oszalał. Gdyby Aydaya zrobiła krok w bok też by się popisał hipokryzją? Potem by nawet powiedział, że to żadna hipokryzja, bo... może postawny na szowinizm: bo mężczyźnie to wolno. Tak, coś takiego mógłby usłyszeć z jego ust.
- Ciężko mi za tym nadążyć. Dużo się dzieje i wiele chciałbym przy tym osiągnąć. - Rozwinąć skrzydła, a nie pozwolić na ich połamanie czy powyrywanie lotek. Powiedział to dość ostrożnie, choć zgadzał się z tym, co Edward powiedział. Wiedza była cenniejszą walutą niż pieniądz, bo nie każdą można było kupić za galeony. Dlatego i mądrość była takim cennym przymiotem człowieka, która pozwalała zajrzeć do czyjegoś wnętrza i przewidzieć czyjeś ruchy. Nieco się spiął na wzmiankę o tych torturach wiedząc, że ojciec nie żartuje. Nie był jednak na tyle naiwny, żeby nie być świadomym tego, gdzie Prewett przemielali pieniądze. Starał się jednak nad tym przeskakiwać. Tak, wyparcie. Pomińmy temat - byle nie wrócił za parę lat, bo tak jak Edward powiedział - wtedy uderzy ze zdwojoną siłą. To, co cię boli, należało przepracować. Należało opatrzeć rany.
- Nie radzę sobie najgorzej w trudnych sytuacjach tego typu. Jestem całkiem dobry z zaklęć transmutacji, jeśli zapomniałeś. A to bardzo uniwersalna sztuka magii. - Która pozwalała sprawnie się bronić jak i atakować. Laurent nigdy nie chciał jednak kogoś skrzywdzić... dobrze, może nie NIGDY. W samoobronie czasami potrafiły się dziać rzeczy odruchowe. Nikomu nie życzył jednak śmierci. - I mam Dumę. Jak dotąd mnie nie zawiódł. - Przynajmniej kiedy przy nim był. Dobrze wytresowany jarczuk zawsze był gotów do stanięcia w obronie swojego pana. - Nigdy nie miałem ambicji do zostania wojownikiem. - Ani do pracowania w brygadzie czy wśród aurorów. Miał dużo zajęcia i nauki związanej z jego zawodem. Co dopiero mówić o uczeniu się teraz samoobrony. Nie był na bakier - bo to była potrzebna wiedza. Miał jednak takie wrażenie, że brakowało mu na to czasu w kalendarzu i sił przerobowych.
Chciał właściwie pytać dalej, ale uznał, że to zły pomysł. Nie chciał tego tematu rozbabrać. Nie chciał usłyszeć znowu czegoś niemiłego i to z przeświadczeniem Edwarda, że niczego złego nie powiedział i niczego złego nie zrobił. Milczał.