06.01.2024, 23:46 ✶
Zabawa robiła się coraz bardziej zacięta. Śmiesznie było tak wyluzować, rzucać błyskotliwe sformułowania by wygryźć konkurencję, zgiąć jak najwięcej palców u przeciwników, ale niestety miałem to do siebie, że jednak sporo najwyraźniej zdążyłem zrobić w ciągu swojego wcale nie tak długiego życia, jak pewnym osobom mogłoby się wydawać, a jednak...
Gotowałem. Może kucharzem nie byłem wybitnym, ani nigdy nie miałem być, ani nawet nie zamierzałem dorównać naszej naczelnej kuchmistrzyni, to jednak miałem epizody, kiedy gotowałem coś zjadliwego. Choć można by było pewnie polemizować na temat zjadliwości owych potraw, ale ja potrafiłem je wciągnąć z przyjemnością, więc obstawiałem, że nie było ze mną tak źle. Zgiąłem więc palucha i wzruszyłem ramionami. Wody też nie przypalałem, gdyby ktoś pytał.
Ale fakt faktem był, że potrawy ugotowanej przez Flynna to bym nie zjadł. Nawet bym się nie poświęcił ze względu na uczucia, którymi go darzyłem. Miałem nadzieję, że w takiej sytuacji by mi wybaczył. Wybaczył by mi na pewno, prawda???
Spojrzałem na ich uroczą dwójkę, przytuloną do siebie i nawet bym nie pomyślał, jaka zaciekłość w nich rosła w związku z grą w nigdy przenigdy. Ja to robiłem w przeważnej mierze by wyluzować i nie myśleć o tym mężczyźnie, który napadł na Elaine, choć mój wzrok co jakiś czas upewniał się, że broń jest pod ręką. Ale to tak subtelnie, leniwie, kiedy rozglądałem się po wozie Elki i zastanawiałem, co mógłbym rzec przy swojej kolejce aby ich zatopić, właściwie z(a)giąć, a przynajmniej jedno z nich...
I wtedy padło słowo krótkie o barze, więc niewinnie zgiąłem jednego palucha. Czasy, których wolałem nie wspominać. Było minęło.
- Jesteście w to zdecydowanie zbyt dobrzy... - mruknąłem, wstając na chwilę z krzesła by je obrócić oparciem w kierunku Elki i Flynna i siąść na nim okrakiem. Zamierzałem oprzeć ręce na oparciu, a brodę na złożonych rękach, co też od razu zrobiłem. Rozważałem zapalenie wraz z Flynnem, ale jednak... wolałem się powstrzymać od palenia, szczególnie że nawet dmuchając na zewnątrz, coś zawsze wleci do środka.
- Cóż... Wiem! Nigdy przenigdy nie odmawiam jedzenia, hehe - odparłem ponownie błyskotliwie, bo Flynn zdążył chwilę temu narzekać na jedzenie, kręcić nosem, woląc coś słodkiego, a Elaine... Właśnie próbowałem przywołać w pamięci jakieś epizody. Możliwe, że też coś miało kiedyś miejsce... czy może jednak niekoniecznie?
6
Gotowałem. Może kucharzem nie byłem wybitnym, ani nigdy nie miałem być, ani nawet nie zamierzałem dorównać naszej naczelnej kuchmistrzyni, to jednak miałem epizody, kiedy gotowałem coś zjadliwego. Choć można by było pewnie polemizować na temat zjadliwości owych potraw, ale ja potrafiłem je wciągnąć z przyjemnością, więc obstawiałem, że nie było ze mną tak źle. Zgiąłem więc palucha i wzruszyłem ramionami. Wody też nie przypalałem, gdyby ktoś pytał.
Ale fakt faktem był, że potrawy ugotowanej przez Flynna to bym nie zjadł. Nawet bym się nie poświęcił ze względu na uczucia, którymi go darzyłem. Miałem nadzieję, że w takiej sytuacji by mi wybaczył. Wybaczył by mi na pewno, prawda???
Spojrzałem na ich uroczą dwójkę, przytuloną do siebie i nawet bym nie pomyślał, jaka zaciekłość w nich rosła w związku z grą w nigdy przenigdy. Ja to robiłem w przeważnej mierze by wyluzować i nie myśleć o tym mężczyźnie, który napadł na Elaine, choć mój wzrok co jakiś czas upewniał się, że broń jest pod ręką. Ale to tak subtelnie, leniwie, kiedy rozglądałem się po wozie Elki i zastanawiałem, co mógłbym rzec przy swojej kolejce aby ich zatopić, właściwie z(a)giąć, a przynajmniej jedno z nich...
I wtedy padło słowo krótkie o barze, więc niewinnie zgiąłem jednego palucha. Czasy, których wolałem nie wspominać. Było minęło.
- Jesteście w to zdecydowanie zbyt dobrzy... - mruknąłem, wstając na chwilę z krzesła by je obrócić oparciem w kierunku Elki i Flynna i siąść na nim okrakiem. Zamierzałem oprzeć ręce na oparciu, a brodę na złożonych rękach, co też od razu zrobiłem. Rozważałem zapalenie wraz z Flynnem, ale jednak... wolałem się powstrzymać od palenia, szczególnie że nawet dmuchając na zewnątrz, coś zawsze wleci do środka.
- Cóż... Wiem! Nigdy przenigdy nie odmawiam jedzenia, hehe - odparłem ponownie błyskotliwie, bo Flynn zdążył chwilę temu narzekać na jedzenie, kręcić nosem, woląc coś słodkiego, a Elaine... Właśnie próbowałem przywołać w pamięci jakieś epizody. Możliwe, że też coś miało kiedyś miejsce... czy może jednak niekoniecznie?
6