Co innego by zrobiła, gdyby okazało się, że ten eliksir to fałszywka? Nie fajnie byłoby, gdyby choć kolorystycznie ozdabiał jej półkę? Robiłby jej za pamiątkę z takiej podróży. Mogliby również tę szkatułkę zabrać, ale nie była raczej prezentem. Tylko własnością osoby, która organizowała tą całą zabawę terenową. Uśmiech rozluźniał napięte atmosfery, tak i tutaj widocznie Tristan starał się dać trochę z życia i zażartować. Przełamywał swoje granice, aby znów być jak dawniej. Żeby odsunąć swoje cierpienie i ból na bok. Można by rzec, że oboje pomagali sobie wzajemnie.
Czyżby przesadził ze słowami w notesie, kiedy jej pokazało swoją szczerą wypowiedź? Wodą w czajniku by się zajął, jeżeli o to chodziło. Olivia może potrzebowała zebrać myśli podczas spaceru z części salonowej do kuchennej? Ward spojrzał na swoje pismo w notesie, jakby szukał czegoś, ale nie musiał. Przyjaciółka go przeprosiła za to, jak szybko się pospieszyła. Przeprosiny przyjął. Obserwował jak zalewała zagotowaną wodą herbaty w kubkach. Jak bawiła się swoją torebką w kubku. Cały ten rytuał Tristan także obserwował, w upewnieniu się, że robiła dobrze i sobie nie zrobi krzywdy. Z wrzątkiem nie ma żartów.
Po chwili kontynuowała, wyjaśniając, że chciała z nim spędzić czas poza Londynem. Jej słowa do niego dotarły. Prosto do serca. Przyznała się do tego jaka jest. Przyznała też, czego o niego oczekuje. Co by chciała. Tutaj już nie potrzebował słów. Z wdzięczności za szczerość jej słów, uśmiechnął się lekko i życzliwie w jej stronę. Będzie próbował. Będzie starał się choć dla niej mieć ten uśmiech. Potrzebował jednak tych drobnych wskazówek, pomocy z powróceniem do dawnego siebie. Ale sam, może nie dać sobie z tym rady. Wiedział o tym. Wiedziała też Olivia. To dzięki niej, spojrzenie na życie mu się zmieniło. Że nie jest sam.
Żeby też nie tracić czasu, kiedy rozmawiali, Ward postanowił przeszukać szafki w poszukiwaniu czegoś do jedzenia, naczyń i zastanowić się, co by mógł zrobić. Znalazł paczkę makaronu. W lodówce był jakiś sos w słoiku. Były też warzywa. Proste danie mugolskie. Nalał wody do garnka i wstawił go na ogniu na piecu gazowym. Uprzednio zapalając palnik ogniem, jaki znalazł. Musiały gdzieś leżeć zapałki. W międzyczasie wysłuchał kolejnych wyjaśnień przyjaciółki, gdzie odniosła się do uczestnictwa na przyjęciach.
Pewna część jej wypowiedzi, sprawiła że się uśmiechnął. Niby to rozbawiony, niby w poczuciu docenienia. Olivia nie chciałaby się nim dzielić, gdyby mieli iść na to przyjęcie. Czy chodziło jej o ogół wydarzenia? Mimo tego, przyjęła jego propozycję, aby udać się tam jedynie pokazać, posłuchać organizatorów co mają do powiedzenia, wypić jakiś kieliszek alkoholu, coś zjeść i wrócić do siebie. Albo udać na spacer. We dwoje. I tyle. Nie będą się tam męczyć. Uśmiechem też pokazał, że cieszy się iż jego propozycja przypadła jej do gustu. Skoro lubiła się stroić, czemu sobie na nie pozwolić, jak jest okazja? Zwłaszcza że chyba jeszcze wspólnie nie byli nigdy na jakimkolwiek przyjęciu.
Świat Tristana był dość prosty. Może i zbyt prosty? Zwyczajnego mugola, który zmuszony był radzić sobie samemu. Nie będącego bogatym. Nie posiadającego zasad. Proste ludzkie życie, bez sztywnej hierarchii. Takie pewnie też prowadziła Olivia. Czy pasowałaby to świata mugolaka?
Czekając na zagotowanie wody, aby wrzucić makaron, Tristan odszukał miejsce, gdzie przechowywane były sól i inne przyprawy. Umył parę warzyw i wziął się za obieranie i krojenie. Aby później wrzucić do miski i na nowo przepłukać. Kiedy zaś Olivia wyznała swoją obawę, że mogłaby powiedzieć coś niestosownego, głupiego, uśmiechnął się pocieszająco i przerwał to co robił, aby napisać w notesie.
”Nie powiesz niczego głupiego. Będę obok i najwyżej Cię szturchnę, to się poprawisz.”Przysunął notes w jej stronę i wrócił do dalszego przygotowywania warzyw. Mogła zauważyć, że zaczynał robić postępy, jeżeli chodziło o te uśmiechy. Nie były też sztuczne.
Wspominając o pogodzie, Tristan także spojrzał w stronę okna, zauważając dosłownie zmianę pogody. Bokiem nie przejdzie. Na pewno nie deszcz.
”Zobaczymy jak będzie na zewnątrz, jak zjemy obiad.”
Dopisał to jedno zdanie i pokazał, zanim Olivia zabrała swój kubek i udała w kierunku kanapy. Tristan w tym czasie zajął się przygotowaniami do obiadu i jego całej realizacji. Dawno nie gotował dla więcej niż jednej osoby. Czyli siebie. Od śmierci rodziców, sam musiał wiele rzeczy sobie przypomnieć, samemu przygotowywać jedzenie. Szczególnie w zakresie gotowania obiadów.
Zajęło mu niecałą godzinę, przygotowanie całego posiłku. Warzyw w sosie i ugotowania makaronu. Odnalazł talerze i ładnie przygotował obie porcje, stawiając na stole. Odszukał także sztućce i położył przy każdym talerzu. Swoją herbatę także zabrał, nieco napoczętą i postawił przy swoim miejscu. Domowy wspólny obiad. Do tej pory jadali ciągle w restauracjach, na polanach czy innych miejscach. Ale nie w domu. Zrobione przez niego.