07.01.2024, 05:04 ✶
Jej oczy zaogniły się paniką.
Timmy obserwowała poczynania nieznajomej z paprotką na głowie, dziergając w drutach wyobraźni historię zrodzoną z horroru, którego nie chciała być bohaterką.
—Och...— wydała z siebie mimowolnie, widząc jak rzucone przez dziewczynę zaklęcie nie przynosi żadnego efektu... chyba, że zamierzonym efektem było nic, wtedy chapeau bas.
Timmy nie miała już czasu ryzykować kolejnym zaklęciem rzucanym w ferworze emocji — w cieniu sabatowego ogniska, gdzie płomienie tańczyły jeden z wielu tańców, podwinęła sukienkę i kucnęła zbliżając się do żarzących się węgli. Jej oczy, lśniące skupieniem niczym drobne gwiazdy, uważnie obserwowały migoczące iskry, szacując dystans między ogniem, palącym węglem a bransoletą. Ściągnęła wianek, w duchu żegnając się z kilkoma ważnymi kosmykami na głowie i rozłożyła się na ziemi, wyciągając rękę. Ruch jej dłoni był ostrożny, acz daleki od powolnego, gdy sięgała po drewniany przedmiot, który spoczywał tuż pod rozżarzonymi resztkami drewna. Powietrze wokół było ciężkie od zapachu palonego drewna i żywicy, a ciepło ognia oplatało jej skórę niczym buchający, piekielny oddech smoka (mówiąc o smokach, cholera, lepiej żeby Levi z Sarką jej teraz nie widzieli).
Kilka oddechów, rozciąganie ręki i opuszki palców, smyrające po trawie i sięgające węgielków. Bransoleta nagle zaczęła mienić się czerwoną wiązką, ale!!
Udało się!
Złapała ją, parzącą i ubabraną między palce, które bardzo chciały puścić, ale nie dopóki była bezpieczna, z dala od jadowitego ognia.
Wtedy też, jak na złość podłego losu, jej oczom ukazała się przerażającą twarz samej Szeptuchy. Timmy o mało znów nie wypuściła przedmiotu z łap, ale tym razem udało się jakoś zachować pozory rezonu.
— Uczucia wypalają się jak świece; z twoim będzie tak samo. Wkrótce pojawi się nowa iskra; dzika, niebezpieczna i brudna. Bądź ostrożna.
Gdy zamrugała nieprzytomnie oczyma, jej już nie było.
Dzika i niebezpieczna iskra?! Uczucia wypalają się jak świece?!
Otarła dłonią zroszone potem czoło i policzki; bransoleta zaś, wylądowała w kieszeni, bezpieczna.
— Przepraszam — przebąknęła nieswojo, po raz pierwszy patrząc w oczy nieznajomej. Wyglądała młodo, wręcz młodzieńczo, nawet z tymi dzikimi cieniami szalejącymi po jej twarzy. Timmy nawet nie była już pewna jak i kiedy się to wszystko zaczęło — czuła niemożebną ulgę w sercu wiedząc, iż jej talizman był wciąż bezpieczny. Dlaczego jej tak na tym zależało? Przecież mogła zrobić nowy. Levi o niczym by nie wiedział... o ile w ogóle nosił swój. Miał powody dla których równie dobrze mógł odłożyć przedmiot na półkę z czystego sentymentu. A może powinno było wylądować w koszu?
— Dziękuję za pomoc. Mam na imię Septima— podała dziewczynie usmoloną rękę, usta wykrzywiając w pociesznym uśmiechu — może się czegoś napijemy?
Timmy obserwowała poczynania nieznajomej z paprotką na głowie, dziergając w drutach wyobraźni historię zrodzoną z horroru, którego nie chciała być bohaterką.
—Och...— wydała z siebie mimowolnie, widząc jak rzucone przez dziewczynę zaklęcie nie przynosi żadnego efektu... chyba, że zamierzonym efektem było nic, wtedy chapeau bas.
Timmy nie miała już czasu ryzykować kolejnym zaklęciem rzucanym w ferworze emocji — w cieniu sabatowego ogniska, gdzie płomienie tańczyły jeden z wielu tańców, podwinęła sukienkę i kucnęła zbliżając się do żarzących się węgli. Jej oczy, lśniące skupieniem niczym drobne gwiazdy, uważnie obserwowały migoczące iskry, szacując dystans między ogniem, palącym węglem a bransoletą. Ściągnęła wianek, w duchu żegnając się z kilkoma ważnymi kosmykami na głowie i rozłożyła się na ziemi, wyciągając rękę. Ruch jej dłoni był ostrożny, acz daleki od powolnego, gdy sięgała po drewniany przedmiot, który spoczywał tuż pod rozżarzonymi resztkami drewna. Powietrze wokół było ciężkie od zapachu palonego drewna i żywicy, a ciepło ognia oplatało jej skórę niczym buchający, piekielny oddech smoka (mówiąc o smokach, cholera, lepiej żeby Levi z Sarką jej teraz nie widzieli).
Kilka oddechów, rozciąganie ręki i opuszki palców, smyrające po trawie i sięgające węgielków. Bransoleta nagle zaczęła mienić się czerwoną wiązką, ale!!
Udało się!
Złapała ją, parzącą i ubabraną między palce, które bardzo chciały puścić, ale nie dopóki była bezpieczna, z dala od jadowitego ognia.
Wtedy też, jak na złość podłego losu, jej oczom ukazała się przerażającą twarz samej Szeptuchy. Timmy o mało znów nie wypuściła przedmiotu z łap, ale tym razem udało się jakoś zachować pozory rezonu.
— Uczucia wypalają się jak świece; z twoim będzie tak samo. Wkrótce pojawi się nowa iskra; dzika, niebezpieczna i brudna. Bądź ostrożna.
Gdy zamrugała nieprzytomnie oczyma, jej już nie było.
Dzika i niebezpieczna iskra?! Uczucia wypalają się jak świece?!
Otarła dłonią zroszone potem czoło i policzki; bransoleta zaś, wylądowała w kieszeni, bezpieczna.
— Przepraszam — przebąknęła nieswojo, po raz pierwszy patrząc w oczy nieznajomej. Wyglądała młodo, wręcz młodzieńczo, nawet z tymi dzikimi cieniami szalejącymi po jej twarzy. Timmy nawet nie była już pewna jak i kiedy się to wszystko zaczęło — czuła niemożebną ulgę w sercu wiedząc, iż jej talizman był wciąż bezpieczny. Dlaczego jej tak na tym zależało? Przecież mogła zrobić nowy. Levi o niczym by nie wiedział... o ile w ogóle nosił swój. Miał powody dla których równie dobrze mógł odłożyć przedmiot na półkę z czystego sentymentu. A może powinno było wylądować w koszu?
— Dziękuję za pomoc. Mam na imię Septima— podała dziewczynie usmoloną rękę, usta wykrzywiając w pociesznym uśmiechu — może się czegoś napijemy?
Postacie opuszczają sesję