07.01.2024, 11:44 ✶
– Nie powiedziałbym, że to magia. Raczej krew i jak to mówią mugole… geny, lubiące płatać figle, a potem kwestia uporu i nauki – powiedział Cathal. Uśmiechnął się jedynie, uśmiechem pozbawionym wesołości na dalszą część dywagacji. Ginny nie pochodziła z Anglii, a Shafiq nie opowiadał historii rodzinnej na prawo i lewo, więc prawdopodobnie nie znała historii Gauntów, ale to jakie są konsekwencje mieszania genów wiedział doskonale. Pośród jego krewnych od strony matki nie było osób zdrowych. Magiczne choroby budziły się w ich krwi, pełen ich przekrój: nocna mara, harpie skrzydło, srebrzyca, zaniki nerwów. Milford nie był jeszcze najgorszym, co mogło się trafić, bo dawał i pewne przewagi.
A wraz z tymi chorobami szedł głos Salazara, postępująca degeneracja i szaleństwo.
– Europa ma za sobą długie lata nienawiści do czarodziejów i polowań na nich. Mugole byli tutaj darzeni dużą niechęcią. Niektórzy rozszerzają ją także na mugolaków – wyjaśnił, zamiast wdawać się w dywagacje na temat zalet wprowadzania nowej krwi do rodów.
– Nie sądzę, żeby Marta na coś chorowała. – Nie mógł tego wykluczyć, przynajmniej w teorii. Wciąż jednak pamiętał – i pamiętałby nawet bez choroby – wizerunek węża przy tym kranie. Przystanął na moment, zapatrzony w częściowo zniszczoną ścianę, chociaż tak naprawdę nie widział popękanych kamieni. Przed oczyma stało mi widmo Jęczącej Marty, a w głowie rozbrzmiewał jej piskliwy głos.
Oczywiście, że nie! To wszystko wina tego chłopca! Otworzyłam drzwi, by go stąd wyrzucić, a potem umarłam!
– Znaleziono ją martwą w łazience. Można by pomyśleć, że umarła na serce, ale sama twierdzi, że usłyszała czyjś głos, otworzyła drzwi kabiny… i nagle umarła – mruknął, otrząsnąwszy się z zamyślenia i ostrożnie wszedł do środka. Ciężko było powiedzieć, do czego służyło pomieszczenie, do którego się dostali: nie było wielkie, prawdopodobnie służyło więc raczej służbie niż właścicielom. Sprzęty dawno już rozkradziono, a to, czego nie dało się zabrać, rozpadło się z upływem lat. Cathal przeszedł kawałek, spojrzał na schody – ocalała ich tylko część i trzymała się na słowo honoru – a potem zadarł głowę, spoglądając przez rozwalony fragment sufitu w górę.
– Wygląda na to, że żeby zwiedzić wyższe piętra, potrzebowałabyś miotły.
Mogliby niby się teleportować, ale Shafiq obawiał się, że taka teleportacja na ślepo mogłaby zakończyć się tym, że podłoga, od lat wystawiona na deszcz i mróz, by się pod nimi załamała.
A wraz z tymi chorobami szedł głos Salazara, postępująca degeneracja i szaleństwo.
– Europa ma za sobą długie lata nienawiści do czarodziejów i polowań na nich. Mugole byli tutaj darzeni dużą niechęcią. Niektórzy rozszerzają ją także na mugolaków – wyjaśnił, zamiast wdawać się w dywagacje na temat zalet wprowadzania nowej krwi do rodów.
– Nie sądzę, żeby Marta na coś chorowała. – Nie mógł tego wykluczyć, przynajmniej w teorii. Wciąż jednak pamiętał – i pamiętałby nawet bez choroby – wizerunek węża przy tym kranie. Przystanął na moment, zapatrzony w częściowo zniszczoną ścianę, chociaż tak naprawdę nie widział popękanych kamieni. Przed oczyma stało mi widmo Jęczącej Marty, a w głowie rozbrzmiewał jej piskliwy głos.
Oczywiście, że nie! To wszystko wina tego chłopca! Otworzyłam drzwi, by go stąd wyrzucić, a potem umarłam!
– Znaleziono ją martwą w łazience. Można by pomyśleć, że umarła na serce, ale sama twierdzi, że usłyszała czyjś głos, otworzyła drzwi kabiny… i nagle umarła – mruknął, otrząsnąwszy się z zamyślenia i ostrożnie wszedł do środka. Ciężko było powiedzieć, do czego służyło pomieszczenie, do którego się dostali: nie było wielkie, prawdopodobnie służyło więc raczej służbie niż właścicielom. Sprzęty dawno już rozkradziono, a to, czego nie dało się zabrać, rozpadło się z upływem lat. Cathal przeszedł kawałek, spojrzał na schody – ocalała ich tylko część i trzymała się na słowo honoru – a potem zadarł głowę, spoglądając przez rozwalony fragment sufitu w górę.
– Wygląda na to, że żeby zwiedzić wyższe piętra, potrzebowałabyś miotły.
Mogliby niby się teleportować, ale Shafiq obawiał się, że taka teleportacja na ślepo mogłaby zakończyć się tym, że podłoga, od lat wystawiona na deszcz i mróz, by się pod nimi załamała.