07.01.2024, 12:36 ✶
Rodolphus nie był typem atlety, jednak kondycję miał przeciętną jak na przedstawiciela swoje pokolenia. Był więc bardziej wysportowany od Morpheusa, na dodatek płuca młodego Niewymownego nie były zgniecione przez tytoń. Nie palił ani nałogowo, ani okazyjnie - w przeszłości zdarzało mu się próbować papierosów, głównie jednak było to w wieku szczenięcym. Nie lubił tego zapachu, dym drażnił jego gardło i osiadał na ubraniach, wżerał się we włosy i skórę: tego zapachu ciężko było się pozbyć nawet mimo wielokrotnego mycia. Dzięki temu jednak nie złapał zadyszki, lecz zwolnił w formie niewypowiedzianej uprzejmości, gdy tylko przypomniał sobie, że ma do czynienia z osobą starszą, palącą - wróżbitą, który w jego opinii raczej nie spędzał wolnego czasu na ćwiczeniu swojej sprawności. Może się mylił, być może źle go ocenił i pozwolił stereotypom wziąć górę nad rozumowaniem, ale tak po prawdzie to każdy zawsze wrzucał swoich towarzyszy do pewnych szuflad, przypinał im metki czy tego chciał, czy nie. Kluczem była jednak obserwacja i zmiana zdania, opinii - gdy tylko się zauważyło, że popełniło się błąd w tej ocenie.
Odmówił więc papierosa krótkim uniesieniem dłoni i pokręceniem głową. Jego stalowe spojrzenie jednak błądziło między dachówkami i mchem, próbowało się wślizgnąć w szczeliny desek drzwi, wyłuskać te niepasujące do całości elementy, wywlec je na powierzchnię by móc dokonać odpowiedniego osądu całej sytuacji.
- Nie ma znaczenia, czy jesteśmy przed czy po - naszym zadaniem nie jest ratunek, tylko rozeznanie się w sytuacji i sprawdzenie, czy teren jest bezpieczny - powiedział cicho, wciąż obserwując otoczenie. Nie lubił wchodzić na hurra, bez planu. A najlepiej co najmniej kilku planów: A, B, C i może nawet D. Jego umysł pracował teraz na najwyższych obrotach, próbując ustalić w jaki sposób powinni teraz zareagować. Wejść i po prostu zapukać? Przerwać to, co się działo? Morpheus mówił, że są przed albo po. W zależności od tego w jakim momencie przybyli, reakcja czarownicy będzie kompletnie inna. Jeżeli byli przed, to mogła im otworzyć. Jeśli przybyli za późno, możliwe że będzie chciała uciec. Palce Lestrange'a zacisnęły się w kieszeni na rękojeści różdżki z ciemnego drewna. Pozwalało mu to się skupić, zwolnić nieco, zastanowić się. - Myślał pan nad tym, jak wejdziemy do środka? Może używać teleportacji, bo na pewno kominek nie jest podłączony do fiuu. Nie w takim miejscu, nie u kogoś, kto działa poza ramieniem Ministerstwa. Jeden fałszywy ruch i nam ucieknie.
Nie uśmiechało mu się zaglądanie w okna z prostej przyczyny - mogli zostać zauważeni. Co prawda jeden mógł zaglądać, a drugi pukać do drzwi, lecz jeśli kobiecie udało się wyjąć mózg z czaszki swojej ofiary, to raczej nie będzie skłonna do otwierania, a po prostu się teleportuje. Oczy Rodolphusa powędrowały w stronę dachu. Chata miała tylko parter, nie było możliwości by wejść do środka inną drogą. Okna, ze względu na pogodę, były zamknięte. Przez komin nie będzie się przeciskał.
- Zaskoczenie jednak działa na naszą korzyść - dodał, a kącik ust Niewymownego drgnął. Zawsze mogli rozwalić drzwi bombardą i wparować do środka, korzystając z tego elementu zaskoczenia, by obezwładnić kobietę. Ale to by odrobinę kłóciło się z poleceniem przełożonych, by nie robili zbędnego zamieszania. Z drugiej strony... Nikogo oprócz nich tu nie było.
Odmówił więc papierosa krótkim uniesieniem dłoni i pokręceniem głową. Jego stalowe spojrzenie jednak błądziło między dachówkami i mchem, próbowało się wślizgnąć w szczeliny desek drzwi, wyłuskać te niepasujące do całości elementy, wywlec je na powierzchnię by móc dokonać odpowiedniego osądu całej sytuacji.
- Nie ma znaczenia, czy jesteśmy przed czy po - naszym zadaniem nie jest ratunek, tylko rozeznanie się w sytuacji i sprawdzenie, czy teren jest bezpieczny - powiedział cicho, wciąż obserwując otoczenie. Nie lubił wchodzić na hurra, bez planu. A najlepiej co najmniej kilku planów: A, B, C i może nawet D. Jego umysł pracował teraz na najwyższych obrotach, próbując ustalić w jaki sposób powinni teraz zareagować. Wejść i po prostu zapukać? Przerwać to, co się działo? Morpheus mówił, że są przed albo po. W zależności od tego w jakim momencie przybyli, reakcja czarownicy będzie kompletnie inna. Jeżeli byli przed, to mogła im otworzyć. Jeśli przybyli za późno, możliwe że będzie chciała uciec. Palce Lestrange'a zacisnęły się w kieszeni na rękojeści różdżki z ciemnego drewna. Pozwalało mu to się skupić, zwolnić nieco, zastanowić się. - Myślał pan nad tym, jak wejdziemy do środka? Może używać teleportacji, bo na pewno kominek nie jest podłączony do fiuu. Nie w takim miejscu, nie u kogoś, kto działa poza ramieniem Ministerstwa. Jeden fałszywy ruch i nam ucieknie.
Nie uśmiechało mu się zaglądanie w okna z prostej przyczyny - mogli zostać zauważeni. Co prawda jeden mógł zaglądać, a drugi pukać do drzwi, lecz jeśli kobiecie udało się wyjąć mózg z czaszki swojej ofiary, to raczej nie będzie skłonna do otwierania, a po prostu się teleportuje. Oczy Rodolphusa powędrowały w stronę dachu. Chata miała tylko parter, nie było możliwości by wejść do środka inną drogą. Okna, ze względu na pogodę, były zamknięte. Przez komin nie będzie się przeciskał.
- Zaskoczenie jednak działa na naszą korzyść - dodał, a kącik ust Niewymownego drgnął. Zawsze mogli rozwalić drzwi bombardą i wparować do środka, korzystając z tego elementu zaskoczenia, by obezwładnić kobietę. Ale to by odrobinę kłóciło się z poleceniem przełożonych, by nie robili zbędnego zamieszania. Z drugiej strony... Nikogo oprócz nich tu nie było.