22.11.2022, 20:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2022, 14:07 przez Julien Fitzpatrick.)
Pewność Camerona w wykrzyczanych do Heather słowach wprawiły w ruch trybiki, o których istnieniu Charles wcześniej zdawał się nie wiedzieć. Mimo chwilowej paniki i kolejnych słów, jakie chłopak wykrzykiwał, już w mniej dominującym tonie, dając zmęczeniu, rozproszeniu i substancjom odurzającym brać górę, Rookwood przystanął na chwilę, z pozoru skonsternowany, w praktyce przełykając ślinę i pogrążając się w myślach, które być może dotyczyły ptaków, ale na pewno nie takich opierzonych.
- Jakbym czasami nie był podły to bym potem nie miał możliwości wkupowania się w łaski sposobami różnymi - wyjaśnił, bo dla niego miało to jak najwięcej sensu. Jeżeli ktoś przez cały czas był miły, to w jaki sposób reszta miała docenić fakt, że taki jest? Trzeba było czasami rzucić ostrzejszym tekstem, może nie chamskim, może nie faktycznie raniącym, ale odpowiednio wyważonym... jeżeli cokolwiek, co teraz Charles mówił można było tak nazwać. Wydawało mu się, że od początku walki z tym nieokiełznanym monstrum minęło wiele godzin, że wróg spychał ich z pola bitwy, że był czas na kapitulację. Myślał tak głównie dlatego że środki odurzające już jakiś czas temu przyprawiły go o bardzo duże zmulenie, a teraz wszystko wydawało się dziać jakby w zwolnionym tempie. Nie był pewien czy wykonać krok w stronę Camerona, który bardzo dokładnie przyglądał się swojej ręce, czy też wrócić i pomóc Heather. ich relacja była na bardzo zaawansowanym poziomie, ale nie był pewien, czy jego życie wskoczyło na szczebel chęci zostania obsikanym przez Wood. Zmarszczył niejako brwi myśląc, ż nie powinien tak krytykować czycha fetyszy, bo na pewno jest ktoś, kogo to podnieca, ale...
Na Merlina, Rookwood, debilu zajebany, pomyślał sam do siebie, gdy coś w jego głowie kliknęło, że odgłosy pluskania jakie słyszą nie są ani oddawaniem moczu, ani pobliskimi wodospadami.
Mimo stanu w jakim się znajdował jego instynkty zadziałały, co było ogromnym zaskoczeniem, ale prawdopodobnie miało coś wspólnego z wzrastająca adrenaliną. Byli w mugolskim Londynie, klątwa Heather może nie paliła wszystkiego dookoła, a jedynie zalewała wodą, co w Wielkiej Brytanii dało się dość łatwo wytłumaczyć, zwłaszcza w bliskości zbiornika wodnego, ale Londyn był pełen nie-magicznych ludzi, którzy jeszcze o tej porze nie spali.
- Nie, nie, do jasnej kurwy, rosół to teraz nasze najmniejsze zmartwienie, na gacie Merlina, przecież jak ktoś nas zaraz zobaczy z tej hawiry, tam na kocu parku - tak, miał na myśli Pałac Buckingham - To rosół dostaniemy ewentualnie na stołówce w Ministerstwie między przesłuchaniami - nie był pewien skąd w nim nagle tyle rozsądku, ale zapewne można było zrzucić to na przypływ chwili i przyzwyczajenia z pracy, które przedarły się przez osłonę nieogarnięcia i chęci pożarcia kebaba.
Bez większego zastanowienia złapał Camerona, korzystając, że ten skupiony był bardziej na swojej ręce i wbrew rozsądkowi wystrzelił, ciągnąć przyjaciela, w stronę Heather tym razem nie bacząc na niebezpieczeństwo ze strony opierzonego guźca, czy co to tam było, gęś? Niestety, stwór postanowił ugryźć go w tylną część ciała - nie można go winić, pośladki Charlesa prezentowały się całkiem smacznie.
Jego reakcji na krwiożercze wgryzienie się gęsich zębów w poślad miał nikt w St James's park nie usłyszeć, bo Charlie postanowił przenieść ich gdzie indziej.
Rzut na translokację.
Kompletna, całkowita porażka - lądują na środku Picadilly Circus
Słaby sukces - lądują gdzieś na wsi w Devonie.
Sukces - lądują na chacie u Heather
- Jakbym czasami nie był podły to bym potem nie miał możliwości wkupowania się w łaski sposobami różnymi - wyjaśnił, bo dla niego miało to jak najwięcej sensu. Jeżeli ktoś przez cały czas był miły, to w jaki sposób reszta miała docenić fakt, że taki jest? Trzeba było czasami rzucić ostrzejszym tekstem, może nie chamskim, może nie faktycznie raniącym, ale odpowiednio wyważonym... jeżeli cokolwiek, co teraz Charles mówił można było tak nazwać. Wydawało mu się, że od początku walki z tym nieokiełznanym monstrum minęło wiele godzin, że wróg spychał ich z pola bitwy, że był czas na kapitulację. Myślał tak głównie dlatego że środki odurzające już jakiś czas temu przyprawiły go o bardzo duże zmulenie, a teraz wszystko wydawało się dziać jakby w zwolnionym tempie. Nie był pewien czy wykonać krok w stronę Camerona, który bardzo dokładnie przyglądał się swojej ręce, czy też wrócić i pomóc Heather. ich relacja była na bardzo zaawansowanym poziomie, ale nie był pewien, czy jego życie wskoczyło na szczebel chęci zostania obsikanym przez Wood. Zmarszczył niejako brwi myśląc, ż nie powinien tak krytykować czycha fetyszy, bo na pewno jest ktoś, kogo to podnieca, ale...
Na Merlina, Rookwood, debilu zajebany, pomyślał sam do siebie, gdy coś w jego głowie kliknęło, że odgłosy pluskania jakie słyszą nie są ani oddawaniem moczu, ani pobliskimi wodospadami.
Mimo stanu w jakim się znajdował jego instynkty zadziałały, co było ogromnym zaskoczeniem, ale prawdopodobnie miało coś wspólnego z wzrastająca adrenaliną. Byli w mugolskim Londynie, klątwa Heather może nie paliła wszystkiego dookoła, a jedynie zalewała wodą, co w Wielkiej Brytanii dało się dość łatwo wytłumaczyć, zwłaszcza w bliskości zbiornika wodnego, ale Londyn był pełen nie-magicznych ludzi, którzy jeszcze o tej porze nie spali.
- Nie, nie, do jasnej kurwy, rosół to teraz nasze najmniejsze zmartwienie, na gacie Merlina, przecież jak ktoś nas zaraz zobaczy z tej hawiry, tam na kocu parku - tak, miał na myśli Pałac Buckingham - To rosół dostaniemy ewentualnie na stołówce w Ministerstwie między przesłuchaniami - nie był pewien skąd w nim nagle tyle rozsądku, ale zapewne można było zrzucić to na przypływ chwili i przyzwyczajenia z pracy, które przedarły się przez osłonę nieogarnięcia i chęci pożarcia kebaba.
Bez większego zastanowienia złapał Camerona, korzystając, że ten skupiony był bardziej na swojej ręce i wbrew rozsądkowi wystrzelił, ciągnąć przyjaciela, w stronę Heather tym razem nie bacząc na niebezpieczeństwo ze strony opierzonego guźca, czy co to tam było, gęś? Niestety, stwór postanowił ugryźć go w tylną część ciała - nie można go winić, pośladki Charlesa prezentowały się całkiem smacznie.
Jego reakcji na krwiożercze wgryzienie się gęsich zębów w poślad miał nikt w St James's park nie usłyszeć, bo Charlie postanowił przenieść ich gdzie indziej.
Rzut na translokację.
Kompletna, całkowita porażka - lądują na środku Picadilly Circus
Słaby sukces - lądują gdzieś na wsi w Devonie.
Sukces - lądują na chacie u Heather
Rzut Z 1d100 - 31
Akcja nieudana
Akcja nieudana
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you