Nie byłaś pewna jego nowej pracy, nie za bardzo wiedziałaś, czy nie przysporzy ci to problemów w końcu twój biznes, który prowadziłaś na Nokturnie był przykrywką do tworzenia niebezpiecznych i podłych klątw. On miał być teraz przykładnym obywatelem świata czarodziejów. Nie wnikałaś w jego plany, nie wnikałaś w jego umysł, bo wiedziałaś, że będzie cię chronić za wszelką cenę, tylko to jedyne nie sprawiało, że chciałaś go wykopać ze swojego życia.
Prychnęłaś na jego słowa, gdy zakpił sobie z twoich pazurów i poprosił o drapanie. Zamiast tego po prostu przejechałaś bardziej delikatnie po jego plecach, aby zaswędziało go bardziej. Uśmiech na twoich ustach, którego nie mógł zobaczyć stał się bardziej podły. Nie mogłaś mu zrobić tutaj krzywdy, bo patrzyli na was ludzie, ale mogłaś mu przysporzyć dyskomfortu.
Gdy majtał tobą zbliżając się do ognisk próbowałaś się utrzymać w normlanej pozycji, ale to nie było proste, bo mężczyzna po prostu z ciebie kpił, żartował. Z ust wydostało się ciche, niezadowolone warknięcie, ale ostatecznie wylądowałaś na ziemi tuż przy płomieniach. Chciałaś go znowu zbesztać, wbić mu pazura w oko, ale spojrzałaś w płomienie i po prostu ukazała ci się twoja przyszłość.
– Chodźmy stąd. Wolę być w domu. Ci ludzie są tacy żałośni, że ich sama obecność w tym miejscu powoduje u mnie mdłości – nie mówiłaś cicho, zapewne ktoś mógł cię usłyszeć, spojrzeć na ciebie nieprzychylnie, ale cię to nie obchodziło. Złapałaś mocno za dłoń twojego męża i ruszyłaś z tego przybytku niedoli, aby przenieść się na Nokturn.
!płomienie