• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[22.06.72 r.] Kawiarnia Wave | Camille & Margaret

[22.06.72 r.] Kawiarnia Wave | Camille & Margaret
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
07.01.2024, 17:19  ✶  
Uśmiechnęła się lekko, łagodnie. Camille otaczała aura... Dojrzałej wyrozumiałości? To chyba było najtrafniejsze określenie. Była dużo starsza od Margaret, ale na pewno młodsza od jej ojca. W zasadzie ciężko było powiedzieć, ile miała lat - określenie trzydzieści kilka było tu chyba najodpowiedniejszym. Ni za mało, ni za dużo, tak w sam raz. Chociaż w tym wieku powinny pojawić się na jej twarzy pierwsze wyraźne zmarszczki, to Delacour ich nie miała. Zasługa Potterów? A może zdrowego trybu życia? Jeżeli to drugie, to zdecydowanie nie była artystką. Artyści słynęli z tego, że prowadzili hulaszcze, hedonistyczne wręcz życie, nurzając się w oparach alkoholu i innych używek, co znacząco wpływało na ich wygląd. Ta tutaj przedstawicielka rodu wyglądała jednak zdrowo, stonowanie. Jaki tkwił w tym sekret?
- Och, dziękuję - na twarzy kobiety odbiło się szczere zaskoczenie. Nie spodziewała się prezentu - nie po tym, jak (w jej mniemaniu) w dość bezczelny sposób poprosiła o natychmiastowe spotkanie, nęcąc i kusząc Margaret wizją stałych zleceń i pieniędzy. Może nie było to zbyt subtelne z jej strony, lecz nie miała czasu, by bawić się w subtelności. Teraz też go nie miała, ale nie mogła przecież tak po prostu zignorować faktu, że Mulciberówna była... Miła. Z tego co zdążyła się rozeznać, to ród ten nie miał zbyt wielu miłych przedstawicieli. Chłodnych, konkretnych - owszem. Ale tak po prostu życzliwych? Może źle zrozumiała to, co słyszała. A może po prostu ktoś się pomylił? Albo Margaret była wyjątkiem, ślicznym kwiatkiem który się uchował i wyrósł wśród kaktusów. Tak też mogło być. - Nie spodziewałam się prezentu, to bardzo miłe.
Rozciągnęła usta w szerszym uśmiechu. Nie wyprowadziła kobiety z błędu, nie powiedziała nic, że nie wychodzi na scenę. Nie chciała, żeby zrobiło się niezręcznie - poza tym dziewczyna niezbyt się pomyliła, bo i owszem, Delacour jak każdy w jej rodzinie miała w sobie talent. Po prostu go nie pielęgnowała publicznie, ale w zaciszu domowym... To co innego. Camille ułożyła delikatnie dłonie na pudełku, wodząc po nim wzrokiem. Nie zdecydowała się jednak go otworzyć, skoro Margeret zdradziła, co jest w środku. Zamiast tego przeniosła na nią wzrok i kiwnęła głową. Zamówienie, tak.
- Potrzebuję pół tuzina świec rytualnych na jutro do wieczora, żebym mogła rankiem przygotować rytuał - powiedziała wprost, robiąc nieco zakłopotaną minę. - Nie wiem na ile jesteś zaznajomiona z obecną sytuacją w Londynie, ale wciąż leczymy osoby, które wzięły udział w Beltane i zostały wbrew swej woli związane klątwą. Potężną, naginającą uczucia do drugiej osoby. Sama zostałam postawiona w niekomfortowej sytuacji, w której muszę przygotowywać się na szybko, ale nie mogę zwlekać, bo skutki mogą być katastrofalne.
Nie chciała jej zdradzać za dużo, ale musiała nakreślić obraz tego, w co wdepnęła. To nie było jej widzimisię, tu chodziło o dobro kogo innego. Leczymy, Beltane i klątwa jasno wskazywały na to, czym zajmuje się Camille. Może śpiewała po godzinach? W każdym razie przyjęła kadzidła, więc nie zmarnują się. Nie wyglądała na kogoś, kto wyrzucał prezenty.
- Sześć sztuk mam, ale potrzebuję kolejnych sześciu. Za dwa dni, z samego rana, mam złamać ciążącą nad kimś klątwę. Z tego też powodu chciałabym od razu podpisać z wami umowę na regularne dostarczanie świec i kadzideł raz w miesiącu, żeby uniknąć takich sytuacji. Coraz częściej jestem proszona o podobne przysługi, a nie chcę nikomu sprawiać kłopotu tak, jak teraz tobie. Wolę mieć zapas - nie zmarnują się, to na pewno. Kilka sztuk raz w miesiącu, na początku lub na końcu, powinno wystarczyć. - Na początku na pół roku? Kilkanaście sztuk, zwykle nie potrzebuję ich tak dużo. Możliwe jednak, że po tym czasie będę potrzebowała większej ilości, ale wtedy nic nie będzie się odbywało w tak ekspresowym trybie, jak teraz, zapewniam cię.
Przerwała na chwilę, gdy po raz kolejny pojawiła się kelnerka. Kobieta ostrożnie postawiła przed nimi dwie filiżanki z białą kawą. Cukierniczka była już na stole, ale Camille po nią nie sięgnęła. Ostrożnie ujęła filiżankę w dłoń i upiła łyk napoju.
- Czy to w ogóle jest wykonalne?

Camille nie była niemiła. Bywała jednak stanowcza, zwłaszcza jeśli chodziło o biznes. A przecież to był biznes. Ona zamawiała świece, oni je dostarczali. Na razie nie podpisywały umowy, bo tym zajmował się Robert. Ewentualnie Richard. Nie zdradziła imion, znała tylko nazwisko. Wiedziała, że niedługo będą się z nią kontaktować, więc gdy tylko dopełniły formalności, Camille uścisnęła Margaret rękę i wstała z zamiarem opuszczenia kawiarni. Najpierw jednak podeszła do lady, by uiścić należność za kawy. Zapłaciła i za siebie, i za pannę Mulciber, bo czemu nie. Po namyśle, trochę dłuższym niż zwykle, postanowiła jeszcze wciąć kilka ciastek na wynos. Nie tylko dla siebie - głównie dla koleżanki, z którą teraz miała się spotkać. Ona sama ciastek nie jadła, a przynajmniej nie w takich ilościach i tak często. Była więźniem swojego ciała, a może to ciało było więźniem jej umysłu i oczekiwań, które nałożono na nią jeszcze w dzieciństwie? Przecież musiała być idealna. Szczupła, piękna. Absolutnie nie stara. Bo przecież to była wartość, którą od najmłodszych lat wbijano jej do głowy. Liczyło się to, co sobą reprezentuje - czyli wygląd zewnętrzny, a dopiero potem odpowiednie maniery i wiedza. I chociaż bardzo by chciała, żeby to wiedzę stawiać na pierwszym miejscu, to doskonale zdawała sobie sprawę z tego, w jakim świecie przyszło jej żyć. To poczucie było też tak mocno w niej zakorzenione, że po prostu nie potrafiła inaczej, nie umiała zmienić całkowicie swojego myślenia. Tak więc ciało, w którym tkwiła, było jej klatką.

Zapłaciła więc, posłała kelnerce uśmiech i wyszła. Swoje kroki skierowała na Pokątną - tam, gdzie dzieliła niewielką przestrzeń ze znajomą. Ona przyjmowała tam pacjentów za swoimi drzwiami, a Camille wpadała czasem, żeby przyjąć swoich. Zwykle miały ładnie rozpisany grafik. Udostępniały go sobie, więc Delacour wiedziała, że teraz jej znajoma powinna mieć przerwę. Wpadnie, porozmawiają, poprosi o szybkie i nagłe udostępnienie przestrzeni, żeby na pewno nikt się do niej nie dobijał, gdy przyjdzie Theon. Nie martwiła się o tę klątwę, wiedziała że sobie z nią poradzi. Na pewno będzie to wyzwaniem, ale przecież nie z takimi rzeczami sobie radziła.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1612), Margaret Mulciber (906)




Wiadomości w tym wątku
[22.06.72 r.] Kawiarnia Wave | Camille & Margaret - przez Margaret Mulciber - 06.01.2024, 12:15
RE: [22.06.72 r.] Kawiarnia Wave | Camille & Margaret - przez Bard Beedle - 06.01.2024, 13:16
RE: [22.06.72 r.] Kawiarnia Wave | Camille & Margaret - przez Margaret Mulciber - 07.01.2024, 16:23
RE: [22.06.72 r.] Kawiarnia Wave | Camille & Margaret - przez Bard Beedle - 07.01.2024, 17:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa