22.11.2022, 21:16 ✶
Czy to spotkanie mogło zakończyć się jeszcze gorzej? Owszem, mogło. Castiel mógł rzucić w nią jakąś klątwą, więc w zasadzie Sophie powinna być wdzięczna, że tego nie zrobił. Jedynie jej nie poznał. Nie poznał jej... Merlinie, jakim cudem?! No dobrze, może i nie byli najbliższym kuzynostwem na świecie i nie traktowali się niemalże jak rodzeństwa, ale w końcu ona doskonale wiedziała, jak wyglądał jej kuzyn! Może jednak naprawdę powinna rozważyć opcję, jakoby to z nią było coś nie tak.
Niestety, nie miała na to czasu w tamtym momencie. Całe przemyślenia na temat tego, że Castiel jej nie poznał, zajęły jej może kilka sekund, a potem poczuła, że dłużej już nie utrzyma wczorajszej kolacji w swoim żołądku. Zdążyła się tylko odsunąć na bezpieczną odległość, po czym zwróciła na bruk mocno przetrawione kiełbaski i Merlin raczył wiedzieć co jeszcze. Torsje mocno wstrząsały jej ciałem, przypominając o tym, jak bardzo nienawidziła teleportacji i wszystkiego, co z tym związane. W tamtej chwili bardzo nienawidziła swojego życia i wszystkiego, co z nim związane. Żałowała, że wyrwała się ze Stanów do Wielkiej Brytanii. Żałowała, że w ogóle zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem. A przede wszystkim żałowała, że wzięła tego cholernego, ostatniego świstoklika...
Kiedy polepszyło jej się na tyle aby uzyskać pewność, że otworzenie ust nie wywoła kolejnych wymiotów, otarła usta wierzchem i tak brudnego płaszcza po czym spojrzała na Castiela.
- Wyczarujesz mi wodę? - zapytała, nieco zachrypniętym głosem. Przymknęła powieki, próbując dojść do siebie, co wcale nie było takie proste. Otworzyła oczy a widząc konsternację na twarzy chłopaka, pstryknęła kilka razy palcami, jakoby pospieszając go do podania jej tej cholernej wody.
Dopiero, kiedy upiła nieco i paskudne pieczenie w gardle zelżało, ponownie przyjrzała się chłopakowi.
- Casti, ja nawet znam rozmiar twoich majtek - powiedziała, uśmiechając się szeroko. - Ale szczerze mówiąc, nie tak wyobrażałam sobie nasze spotkanie po latach. Miałam nadzieję, że nie będę wtedy rzygać na bruku. - Po tych słowach upiła nieco wody.
Niestety, nie miała na to czasu w tamtym momencie. Całe przemyślenia na temat tego, że Castiel jej nie poznał, zajęły jej może kilka sekund, a potem poczuła, że dłużej już nie utrzyma wczorajszej kolacji w swoim żołądku. Zdążyła się tylko odsunąć na bezpieczną odległość, po czym zwróciła na bruk mocno przetrawione kiełbaski i Merlin raczył wiedzieć co jeszcze. Torsje mocno wstrząsały jej ciałem, przypominając o tym, jak bardzo nienawidziła teleportacji i wszystkiego, co z tym związane. W tamtej chwili bardzo nienawidziła swojego życia i wszystkiego, co z nim związane. Żałowała, że wyrwała się ze Stanów do Wielkiej Brytanii. Żałowała, że w ogóle zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem. A przede wszystkim żałowała, że wzięła tego cholernego, ostatniego świstoklika...
Kiedy polepszyło jej się na tyle aby uzyskać pewność, że otworzenie ust nie wywoła kolejnych wymiotów, otarła usta wierzchem i tak brudnego płaszcza po czym spojrzała na Castiela.
- Wyczarujesz mi wodę? - zapytała, nieco zachrypniętym głosem. Przymknęła powieki, próbując dojść do siebie, co wcale nie było takie proste. Otworzyła oczy a widząc konsternację na twarzy chłopaka, pstryknęła kilka razy palcami, jakoby pospieszając go do podania jej tej cholernej wody.
Dopiero, kiedy upiła nieco i paskudne pieczenie w gardle zelżało, ponownie przyjrzała się chłopakowi.
- Casti, ja nawet znam rozmiar twoich majtek - powiedziała, uśmiechając się szeroko. - Ale szczerze mówiąc, nie tak wyobrażałam sobie nasze spotkanie po latach. Miałam nadzieję, że nie będę wtedy rzygać na bruku. - Po tych słowach upiła nieco wody.