Alice raczej widziała siebie kogoś w połowie leczącego, ale też broniącego. Nie usiedziałaby na miejscu wiedząc, że komuś mogłaby się dziać krzywda, chciała lecieć, walczyć, stawać w obronie słabszych i już nie raz przywaliła jakiemuś Ślizgonowi za dręczenie uczniów muglskiego pochodzenia. Nie wychodziła z takich sytuacji bez szwanku, więc leczący Frank był idealną połówką jej istnienia. Czasami wychodziła z inicjatywą rozmów, zagadywania i rozwiązywania problemów bez siły, ale często to nie działało na takie osoby.
Gdy do jej ręki wpadła broń pozwoliła Frankowi na ułożenie jej dłoni i sposobu trzymania jej. Na jej policzkach nadal malowało się zawstydzenie, ale tym razem spowodowane tym, że to jej przyjaciel dobierał jej to, co ma robić. Role się odwróciły, a Alice totalnie wyrwało z papci, gdy chłopak dotykał jej dłoni. Nie żeby się już nie trzymali za ręce. Greengrass nie raz targała go po Hogwarcie, czy Dolinie trzymając za dłoń, ale teraz była inna sytuacja. TO FRANK DOTYKAŁ JEJ DŁONI. Poczuła dziwny prąd i chichrała się znowu cicho oraz nerwowo.
– To brzmi kusząco, ale masz rację Franku, najpierw ziemia, potem niebo – to zdanie mogłoby zabrzmieć groźnie, gdyby nie było wypowiedziane przez Alice, która nie za bardzo była świadoma tego jak mogły one brzmieć dla osoby dorosłej.
Próbowała uspokoić rozkołatane serce słuchając tłumaczeń Brenny. Starała się powtarzać jej ruchy, trzymać odpowiednio szpadę jak pokazał Franek, ale jeszcze jej tak dobrze nie wychodziło. Podziwiała to jak jej przyjaciel sobie z tym radził i w serduszku czuła, że zaczynało jej się to podobać. Może częściej będą się razem w to bawić, uczyć się walczyć? Byłby to jedyny sport, który mogłaby z nim dzielić. W Quidditchu Frank nie był dobry, więc może szermierka będzie dla nich?
– Dobrze? – zapytała, ale jej postawa nie była stabilna, chwyt nie był odpowiednio mocny, ale był też zdecydowanie za sztywny. Łatwo będzie można ją wywrócić. Spróbowała nawet powtórzyć to, co zaprezentowała Brenna, ale omal się nie wywróciła. Z jej ust wydostał się jedynie śmiech. – Z czasem będzie łatwiej, nie? – spojrzała na pozycje Franka, była ona lepsza od jej. Eh, ale mu zazdrościła. Pewnie on dzisiaj wygra.