Uśmiechnęła się do niej szerzej i kiwnęła głową. Zawsze przygotowana, zawsze z planem, nic nigdy nie mogło zaskoczyć Aveliny Paxton. Była w stanie nawet przewidzieć swoje zawody miłosne, dlatego tak szybko pozbywała się ze swojego życia mężczyzn, aby żaden nie zdążył jej złamać serca. Augustusa niestety zatrzymała na zbyt długo i takie były tego skutki, że częściej chodziła nie wyspana i smutna. Na szczęście obecność Nory rekompensowało jej to i naprawdę przyjemnie się czuła. Brakowało w jej życiu właśnie Figg, która samym spojrzeniem odganiała z jej twarzy troski.
– Kocham, mogłabym jeść je pod każdą postacią. Jako dżem, kompot, w czekoladzie, w serniku – zaczęła wymieniać, ale zaraz przerwała, bo nie po to tu się zebrali, prawda?
– Dobra, to ja będę odkrajać szypułki, wrzucać do miski z wodą, aby się lekko obmyły, a ty będziesz je przekrajać, co ty na to? Na początku możemy kilkanaście zrobić razem, a potem zabierzesz się za odkrajanie, abyś nie musiała czekać na każdą truskawkę z osobna. Nie obiecuje, że nie spróbuję – wytknęła do niej język. – Wolę nie ryzykować, jeszcze zamiast oderwać szypułki rozsadzę je na wszystkie ściany w tym pomieszczeniu – podrapała się w tył głowy.
– To super. Uwielbiałam spędzać wakacje w Dolinie, albo u rodziców mojego ojca na wsi – uśmiechnęła się na wspomnienie swoich wakacji u dziadków, ciotek i wujków. Avelina od zawsze była podrzucanym dzieckiem niczym młode kukułek. Nie oznaczało to, że jej rodzice ją zaniedbywali, ale z boku musiało to wyglądać naprawdę smutno. Paxton jednak nigdy nie czuła się źle z tym, że nie miała swoich rodziców pod ręką. Miała całą inną rodzinę wokół i było jej dobrze.