Miała wrażenie, że głowa jej pęka jak Felix jej to wszystko opowiadał. Miała wrażenie, że zaraz zemdleje z tego stresu, czuła już jak pachy się jej pocą. Czemu nie było tu Alexa. On na bank potrafił grać, na pewno by wygrał te partię i mogliby pójść do domu. Brzuch zaczynał ją okropnie boleć, a Felix dalej gadał. Rzuciła mu na podłogę, na jego pole cukierka, aby zjadł na zaspokojenie nerwów. Powtórzyła za nim alfabet planszowy i spojrzała na ruch przeciwnika. Pojechał pionkiem 2A na 3A, więc ona powinna zrobić ten sam ruch.
– A7 na A6 – powiedziała głośno drżącym ze strachu głosem. – Może w następnym ruchu spróbujemy stracić jakiegoś pionka? Ale nie wiem jak to zrobić. Jak one się biją? – zapytała niepewnie nawet nie wiedząc, czy tak się powinno mówić. Pionki się biją, czy zrzucają? Co one właściwie robią. – Felix, to jakieś popieprzone. Przepraszam, że nas w to wpakowałam. Już nigdy nie będę robić takich rzeczy, zostaję w kuchni! – krzyknęła, ale oboje wiedzieli, że była to bzdura. Ile razy już mu naobiecywała, że będzie myśleć nim wpakuje się na jakieś zaczarowane plansze, czy do dziwnych drzwi w środku lasu?
Elaine nie potrafiła planować swoich kroków. Zawsze podążała za białym królikiem i nigdy nie czuła się źle w tej roli. Zawsze poznawała tak nowych ludzi, nowych przyjaciół, nowe zabawy i miejsca. Uwielbiała chaos i spontaniczność. Jakby zaczęła uważać na to, co robi nie byłaby sobą. Nie byłaby tą słodką, lekkomyślną Elaine Bell.