W twojej głowie zrodziła się myśl, że to może te brytyjskie dzieciaki wysłane tutaj, ab nauczyły się życia, bo ich rodzice uważali, że Hogwart był zbyt słabym miejscem na naukę, a potem przychodziła rzeczywistość i brytyjska miękkość. Nie powiedziałaś tego na głos, nie chciałaś wyjść na bardziej zjadliwą, aby nie uznał cię za zbyt podłą. Potrafiłaś się jeszcze hamować, potrafiłaś dbać o to, aby ludzie wokół ciebie nie czuli się, aż tak niekomfortowo. Zaufałaś jego wiedzy, bo sama nie do końca byłaś pewna, który to krzak powinien być. Ruszyliście więc za wskazówką dalej. Proste, łatwe, dziwnie mało zabójcze. Nie wiedziałaś, czy był to dobry znak, czy może właśnie próbowano uśpić twoją czujność, więc wytężyłaś wzrok i słuch jeszcze bardziej.
– Możliwe, ale i tak dziwnie – odparłaś wzruszając ramieniem. Opatuliłaś się bardziej swoim kożuchem, w którym pawie tonęłaś, ale było w nim tak przyjemnie ciepło. Pomimo swojej wielkości był on jednak lekki, przyjemny i nie krępował ruchów. Idealnie uszyty tak, aby nie przeszkadzać w walce.
Po kilku krokach w milczeniu przeszliście kolejne ścieżki w głąb lasu. Na policzkach już miałaś zaróżowienia od zimna, ale było to zimno przyjemne i rześkie. Wolałaś ciepło, lubiłaś wygrzewać się przy kominku, lubiłaś gorące kąpiele, czy prysznice. Tutaj tego zaznać nie mogłaś. Wszystko było szybkie, zimne, gwałtowne. Może dlatego tak bardzo nienawidziłaś zimna i marzyła ci się podróż w jakieś ciepłe kraje, śniłaś o Hiszpani, Brazylii i innych ciepłych krajach oraz wyspach. Oh, ile byś dała, aby mieć swoją prywatną wyspę gdzieś pośrodku niczego z ciepłym gorącym słońcem.
– Smirnov – powiedziałaś wpatrując się w dozorcę. Serce zabiło ci szybciej i skinęłaś głową na odpowiedź Hjalmara. Oczywiste. Proste. Byłaś dobra w urokach, łatwo przychodziło ci rzucanie tych zaklęć, ale co z pracą pod presją, czy ci się uda? Rzuciłaś zaklęcie, a potem jeśli ci wyszło zażądałaś tego, aby wskazał wam drogę.
Dwa rzuty na zauroczenie, aby Smirnov wskazał nam drogę.
Akcja nieudana
Akcja nieudana