08.01.2024, 01:09 ✶
Nie marudziła aż tak często, że pracował za dużo, bo sama nie była lepsza. Jego praca była po prostu bardziej wyczerpująca i Pandora powiedziałaby również, że bardziej niebezpieczna. Lubiła zwyczajnie wiedzieć, że wszystko z nim w porządku. Posłała mu przeciągłe spojrzenie, uśmiechając się promiennie i upewniając się, że zamknęła za sobą drzwi, aby nie wpuszczać zimnego powietrza. Wychodziła z założenia, że takie zwykłe chwile i drobne momenty należało celebrować najbardziej, bo w czasach, które zgodnie ze słowami z gazety miały nadejść, mogło tego brakować. Nie protestował, gdy obdarzyła go krótkim buziakiem, chociaż słowa o pracy sprawiły, że roześmiała się, kręcąc głową.
- No dobrze, ale moja praca jest lżejsza! A poza tym Niedźwiadku, wystarczy krótka wiadomość i zawsze znajdę dla Ciebie czas. - odpowiedziała na jego zarzuty dość pewnie, chociaż mężczyzna miał trochę racji. Nie umiała usiedzieć w miejscu. - Ahh, czyli się trochę za mną stęskniłeś!
Dodała triumfalnie, uciekając z zasięgu jego dłoni i spojrzenia, zanim zdołałby odpowiedzieć. Usiadła wygodnie po rozebraniu się, wypakowując jedzenie. Na pewno był głodny, on zawsze byl głodny. Broszka błyszczała subtelnie przy każdym ruchu, rzucając się w oczy na tle białego swetra. - Gdzieś tam jeszcze mam maślankę.. - mruknęła pod nosem, szukając zaplątanej w torbach butelki z jego ulubionym przysmakiem, chociaż niezbyt chyba pasował do kanapek z mięsem. Chociaż Pandora była jak zwykle pełna energii i uśmiechnięta, nie mogła przestać myśleć o twarzy czarodzieja i jego ciemnych oczach, które nie zwiastowały niczego dobrego. Dlaczego ludzie w ogóle pozwolili, aby ten numer poszedł do druku? Jaki był cel podburzania społeczeństwa, dzielenia go, gdy powinni próbować się zjednoczyć i zająć sprawami, które i tak zbyt długo były zmiecione pod dywan? Westchnęła cicho, odwracając twarz w jego stronę.
- To żaden trud przecież. To też w sumie trochę egoistyczne, bo wiesz, zamiast chodzić do domu i szykować coś do przekąszenia, możesz posiedzieć ze mną. - wzruszyła ramionami z niewinną miną, wskazując ruchem głowy na drugi ze stołków, żeby usiadł, co na szczęście zrobił. Zlustrowała go wzrokiem nieco uważniej, szukając jakichkolwiek oznak zaniedbania zdrowia czy niedoboru sny, ale Islandczyk miał dużo szczęścia, bo nie znalazła nic, co wywołałoby jej marudzenie. Nie czuła potrzeby mówienia o sobie, nie chciała go wypłoszyć, a wcale tak wiele przecież nie osiągnęła. Większość przypisywano po prostu rodzinie, a brunetka bardzo chciała sama zapracować na własny sukces, nie być ocenianą przez to, co osiągnąć jej ojciec czy dziadek. Milczała, gdy złapał za gazetę, szukając odpowiedniego momentu, aby kontynuować temat, który zaczęła.
- To na pewno jakieś brednie, może chcą zakryć jakieś swoje machlojki tym Czarodziejem, ale.. Hmm, nie chcę, żebyś zrozumiał mnie źle, bo mnie to absolutnie wszystko jedno. Jesteś czystej krwi? - podniosła na niego spojrzenie, stukając paznokciami o blat. To było coś, o co trudno było jej zapytać i wydawało się jednocześnie niesamowicie głupie, jak można drugiego człowieka oceniać na podstawie takich pierdół, jak krew, którą miał. Nie było wpływu na to, jak i gdzie się ktoś urodził. Chciała być jednak pewna, że ewentualni wyznawcy tego szarlatana w przypadku odwiedzin w Dolinie, nie ruszą Hjalmara i nikogo z jego rodziny. A potem palnęła coś o kanapkach na ciepło, żeby nieco rozluźnić atmosferę. Widząc jego minę i sposób, w który przyglądał się palenisku, zsunęła się ze stołka.
- Nie podoba mi się ten pesymizm. To, że napisali taki artykuł, nie znaczy, że mu pozwolą. - zaczęła, bezceremonialnie podchodząc i łapiąc go za podbródek, aby zmusić do tego, żeby spojrzenie niebieskich oczu skupiło się na niej, a nie tworzeniu czarnych scenariuszy. - Historia zna wielu takich, co szukali mocy i władzy, mówiono o nich kilka tygodni, a potem zniknęli, równie szybko, co się pojawili. Nie przejmuj się tak. Nie masz na to wpływu, nie pozwól, żeby przysłoniło Ci to codzienność. - wzruszyła ramionami, posyłając mu łagodny uśmiech. Ostatnie czego chciała, to dać mu powodów do stresu.
- No dobrze, ale moja praca jest lżejsza! A poza tym Niedźwiadku, wystarczy krótka wiadomość i zawsze znajdę dla Ciebie czas. - odpowiedziała na jego zarzuty dość pewnie, chociaż mężczyzna miał trochę racji. Nie umiała usiedzieć w miejscu. - Ahh, czyli się trochę za mną stęskniłeś!
Dodała triumfalnie, uciekając z zasięgu jego dłoni i spojrzenia, zanim zdołałby odpowiedzieć. Usiadła wygodnie po rozebraniu się, wypakowując jedzenie. Na pewno był głodny, on zawsze byl głodny. Broszka błyszczała subtelnie przy każdym ruchu, rzucając się w oczy na tle białego swetra. - Gdzieś tam jeszcze mam maślankę.. - mruknęła pod nosem, szukając zaplątanej w torbach butelki z jego ulubionym przysmakiem, chociaż niezbyt chyba pasował do kanapek z mięsem. Chociaż Pandora była jak zwykle pełna energii i uśmiechnięta, nie mogła przestać myśleć o twarzy czarodzieja i jego ciemnych oczach, które nie zwiastowały niczego dobrego. Dlaczego ludzie w ogóle pozwolili, aby ten numer poszedł do druku? Jaki był cel podburzania społeczeństwa, dzielenia go, gdy powinni próbować się zjednoczyć i zająć sprawami, które i tak zbyt długo były zmiecione pod dywan? Westchnęła cicho, odwracając twarz w jego stronę.
- To żaden trud przecież. To też w sumie trochę egoistyczne, bo wiesz, zamiast chodzić do domu i szykować coś do przekąszenia, możesz posiedzieć ze mną. - wzruszyła ramionami z niewinną miną, wskazując ruchem głowy na drugi ze stołków, żeby usiadł, co na szczęście zrobił. Zlustrowała go wzrokiem nieco uważniej, szukając jakichkolwiek oznak zaniedbania zdrowia czy niedoboru sny, ale Islandczyk miał dużo szczęścia, bo nie znalazła nic, co wywołałoby jej marudzenie. Nie czuła potrzeby mówienia o sobie, nie chciała go wypłoszyć, a wcale tak wiele przecież nie osiągnęła. Większość przypisywano po prostu rodzinie, a brunetka bardzo chciała sama zapracować na własny sukces, nie być ocenianą przez to, co osiągnąć jej ojciec czy dziadek. Milczała, gdy złapał za gazetę, szukając odpowiedniego momentu, aby kontynuować temat, który zaczęła.
- To na pewno jakieś brednie, może chcą zakryć jakieś swoje machlojki tym Czarodziejem, ale.. Hmm, nie chcę, żebyś zrozumiał mnie źle, bo mnie to absolutnie wszystko jedno. Jesteś czystej krwi? - podniosła na niego spojrzenie, stukając paznokciami o blat. To było coś, o co trudno było jej zapytać i wydawało się jednocześnie niesamowicie głupie, jak można drugiego człowieka oceniać na podstawie takich pierdół, jak krew, którą miał. Nie było wpływu na to, jak i gdzie się ktoś urodził. Chciała być jednak pewna, że ewentualni wyznawcy tego szarlatana w przypadku odwiedzin w Dolinie, nie ruszą Hjalmara i nikogo z jego rodziny. A potem palnęła coś o kanapkach na ciepło, żeby nieco rozluźnić atmosferę. Widząc jego minę i sposób, w który przyglądał się palenisku, zsunęła się ze stołka.
- Nie podoba mi się ten pesymizm. To, że napisali taki artykuł, nie znaczy, że mu pozwolą. - zaczęła, bezceremonialnie podchodząc i łapiąc go za podbródek, aby zmusić do tego, żeby spojrzenie niebieskich oczu skupiło się na niej, a nie tworzeniu czarnych scenariuszy. - Historia zna wielu takich, co szukali mocy i władzy, mówiono o nich kilka tygodni, a potem zniknęli, równie szybko, co się pojawili. Nie przejmuj się tak. Nie masz na to wpływu, nie pozwól, żeby przysłoniło Ci to codzienność. - wzruszyła ramionami, posyłając mu łagodny uśmiech. Ostatnie czego chciała, to dać mu powodów do stresu.