• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora

[Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#18
08.01.2024, 01:12  ✶  
To wszystko było bardziej skomplikowane, niż sądziła. Pandora przecież nie była kobietą, która kłamała — a co gorsza, była w tym beznadziejna, bardzo łatwo było ją wziąć pod włos i cała intryga się wydawała, bo była też naiwna, przesadnie ufna. Niby wiedziała, że dobrze robi, nie mówiąc mu randce i zrzucając to na pluszaki, a jednocześnie ciążyło jej to strasznie. Im dalej, tym prościej miało być, a brunetka miała wrażenie odwrotnego działania tej zasady.
Wcale nie było tak, że go znosiła lub był męczący, lubiła jego towarzystwo. Nie było dla niej problem dla odmiany się nim zająć, gdy to przecież on zwykle pilnował jej. Mało kto nazywał ją słodką, więc nic dziwnego, że była nieco zaskoczona akurat tym słowem, ale nie znaczyło to, że nie sprawił jej przyjemności i nie zrobiło się jej miło. Niewiele komplementów traktowało poważnie, większość przecież była bezpodstawna, sztuczna, rzucona przez konieczność wynikającą z sytuacji.
Ciekawe, co Hjalmar kochał bardziej — mięso, wędrówki po lesie, kowalstwo, czy może jubilerstwo? Prewettówna już nawet nie pamiętała, jak świnka smakowała — kurczak, baran, cokolwiek, bo przecież, zanim rzuciła jedzenie zwierzaków, jadała normalnie. Dało się żyć bez mięs, zastąpić je, ale początki były trudne i kilkukrotnie miała naprawdę gorsze dni, które wywoływała narastająca anemia, brak odpowiedniego dostarczania składników odżywczych, ale z czasem wszystkiego się nauczyła.
Wbiła w niego pytające spojrzenie, gdy pokręcił głową, bo coś jej podpowiadało, że Islandczyk ubzdurał sobie, że sprawia jej kłopot lub nadużywa jej gościny.
- No dobrze, ale.. Gdybym nie chciała, żebyś został, to bym nie proponowała, okay? - powiedziała dla pewności, sugerując tym samym, że zawsze mógł zmienić zdanie. Jej zgoda, że co złego, to nie on, wychodziła z tego wszystkiego, co zdążyli razem przejść. Z tego, w jakim stopniu dał się jej poznać. Był ostatnią osobą, którą podejrzewałaby o jakąkolwiek formę premedytację, celowe krzywdzenie innych lub sprawianie kłopotów. Uśmiechnęła się do niego, ale też do swoich myśli. - Pomyślałam sobie w ogóle, że dam Ci klucze tutaj. Wiesz, teraz jak mieszkasz w Anglii, to może Ci się przydać nocleg w Londynie. Mnie często nie ma, ale nawet jak będę, to nie musisz się krępować. Zawsze jesteś mile widziany, tak samo w Turcji, moja rodzina często o Ciebie pyta!
Oznajmiła mu pogodnie, pozwalając sobie na delikatny ruch barków, który miał sugerować, jakby mówiła najbardziej oczywiste rzeczy na świecie. W jej głosie dało się jednak znów usłyszeć tą nutę dominującą, która źle znosiła sprzeciw. I tak by z nią pewnie nie wygrał, miała tysiące argumentów, dla której to był świetny pomysł. Mimowolnie znów zerknęła na niedźwiadka na rzemyku, który tylko wywołał dołeczki w śniadych licach. Już wtedy miała rację, pasował do niego.
Czy tłumaczyłaby się? Szukałaby wymówek? W takiej sytuacji, gdy nie miała drogi ucieczki, nie była taka pewna. Może wyrzuciłaby tysiące słów, zamiast odwrócić spojrzenie, zmienić temat? Uznała jednak, że niczego nie zauważył, skoro nie zapytał, dziękując też trochę swojej skutecznej metodzie uciszania. Bo Pandora sama przecież niewiele rozumiała. I był taki moment, że chciała otworzyć usta i coś powiedzieć, ostatecznie jednak ugryzła się w wewnętrzną część policzka, wracając do normalnej siebie w nienormalnej dla siebie pozycji, chociaż czy to pierwszy raz, jak w jakiś sposób robiła sobie z niego materac lub siedzisko? Nosił ją przecież nawet na plecach, nie wspominając o metodzie na worek ziemniaków.
Wolałaby, żeby nie umierał w jej mieszkaniu lub najlepiej wcale nie umierał, jeszcze tkwiąc w jej towarzystwie, bo najpewniej wyrzuty sumienia by ją też w jakiś sposób zabiły. Z tym akurat miała doświadczenie, doskonale pamiętała ciemne momenty ze swojego życia, od których minęło już przecież ponad dziesięć lat.
Uśmiechnęła się łagodnie, chociaż mógł zauważyć zadowolenie z jego odpowiedzi. Nie drgnęła nawet o milimetr, zastygając w chwilowym bezruchu z dłońmi na policzkach blondyna, które delikatnie gładziła. Chciała go uspokoić, zapewnić o tym, że ten wybuch to nic takiego, podobnie, jak wilkołactwo. Trzeba było więcej, żeby Pandorę przestraszyć lub zniechęcić. - Uśmiechnąłeś się. - zauważyła cicho, zadowolona z takiego obrotu wydarzeń i zupełnie nieświadoma tego, że gdzieś tam w środku wątpił w to, co mówiła. Nie okłamałaby go przecież w takiej sprawie. Hjalmar uśmiechał się tak rzadko, że każdy ten gest sprawiał, że ona sama była szczęśliwa, a co dopiero w takiej sytuacji. - Nie musisz obiecywać, ale chociaż się postaraj.
O nic więcej nie mogła go przecież prosić. Nie mógł też sam decydować o tym, czy być w czyimś życiu lub nie być, ale do tego postanowiła, że wróci innym razem. Nie chciała znów go denerwować, zwłaszcza że sama przecież już dawno na ten temat zdecydowała i tu musi być, jak Pandora chce. Nie może być inaczej. Nie wyszedłby stąd głodny, nie wyszedłby też z kolcami wbitymi w plecy, nie na warcie Turczynki.
- Na Merlina, przestań mówić o sobie, jak o kimś gorszym. - poprosiła, ściągając brwi w niezadowoleniu, które było wypisane na jej twarzy. Brązowy kosmyk, który uciekł jej z kitki, drgnął leniwie i wypadł zza ucha, usiłując przykleić się do ust lub łaskotać szyję, ale nie zwracała na to uwagi, zajęta wbijaniem w niego spojrzenia. Tęczówki przypominające płynny karmel zdawały się iskrzyć upartością. Westchnęła zaraz, odwracając na chwilę wzrok. - Owszem, trochę zajmuje.. - zaczęła cicho, zastanawiając się, czy powinna mu wspomnieć, że każde magiczne stworzenie to przy nim błahostka. Ich zachowania przypominały mechanizmy, działały w ten sam sposób i jak się poznało schemat, poradzenie sobie z nimi nie stanowiło żadnego problemu. Z nim było inaczej, ciągle rzucał jej wyzwania, ciągle ewoluowała ich relacja i to w sposób, którego nie umiała przewidzieć. Łatwiej było oswoić smoka niż jego. - No i jak je oswajam, to muszę być za nie odpowiedzialna. Więc za Ciebie też będę, jak Cię oswoję i sprawię, że uwierzysz w siebie i w to, co Ci cały czas powtarzam.
Dodała nieco pewniej, wracając wzrokiem do niebieskich tęczówek, zupełnie jakby rzucała mu jakieś wyzwanie. A jak Pandora sobie coś postanowiła, nie istniała siła we wszechświecie, żadna magia, która zmieniłaby jej zdanie. Fakt, że się roześmiał, poprawił jej nieco humor i sama zaśmiała się pod nosem, kręcąc głową.
- To więcej niż pewna doza nieufności. - mruknęła cicho, jakby chcąc go uświadomić, że jego słowa były niedopowiedzeniem miesiąca. Znała się przecież na ludziach, była towarzyska i przez lata znalazła metody radzenia sobie praktycznie z każdym. Niebieskooki niczego jednak nie ułatwiał.
-Nic innego, bo Ty to Ty. Nie poszedłeś do profesorów, nie powstrzymałeś ich, bo chciałeś dla nich dobrze, więc zdecydowałeś się ich sam pilnować, licząc, że nic się nie stanie. Sam zrzuciłeś na siebie odpowiedzialność za ten wieczór, bo coś do siebie czuli. I to widziałeś. - odparła na jego słowa bez zawahania się, zupełnie naturalnie. - Nie każdy, większość by machnęła ręką, tłumacząc sobie, że nic się nie stanie, a jak się wyda, że podglądali, to popsułaby się im relacja. Doceń siebie. Jesteś odważny.
Powtórzyła znowu, wywracając odrobinę oczami. Przyglądała mu się, gdy zatapiał spojrzenie w kawie, której ona z kolei na chwilę dała spokój. Nie był potworem.
Gdy położył dłoń na jej ręku, zbiło ją to nieco z tropu. Ona, owszem, często naruszała jego przestrzeń osobistą i robiła, co chciała, ale on sobie przecież nigdy na to nie pozwalał. Nie drgnęła nawet, odwracając twarz w jego stronę, ignorując przyjemny, ciepły dreszcz, który przemknął jej po ciele, gdy potarł po skórze kciukiem. Miał duże, przyjemnie chłodne dłonie. Dlaczego właściwie się tyle nad tym zastanawiała? Dlaczego reagowała w taki sposób? Przecież byli przyjaciółmi, a ona nie mogła się w nim zakochać, bo zwyczajnie nie powinna tego robić. To zbyt duże ryzyko dla utraty dobrej relacji. Gdy przechodziło się przez pewną linię, pokonywało granice, wszystko się zmieniało i powrót był niemożliwy. Nie zdawał sobie sprawy, jak ciężko było dziewczynie tak impulsywnej, tak żyjącej chwilą, usiedzieć w miejscu i nie robić tego, na co miała ochotę, tylko dlatego, że jakiś szept w głowie powtarzał jej, że nie mogła. Przeniosła wzrok na jego dłoń, obracając swoją i łapiąc jego palce w uścisk, pokręciła delikatnie głową. - Nie możesz tak robić. - zaczęła, prostując głowę, odrobinę przysuwając się na krześle, wzdychając. Wbiła w niego spojrzenie, ignorując subtelnie mrowiące od ciepła policzki, udając, że wcale nie oblewały się kolejnym, delikatnym rumieńcem. Była przecież silną i niezależną kobietą, odważną. Umiała postawić sprawy jasno. - Patrzysz tak na mnie, mówisz mi takie rzeczy, łapiesz mnie za rękę i jeszcze nie nosisz koszulki — co mi wcale nie przeszkadza, ale jestem na Merlina tylko człowiekiem, a jak będziesz tak robił, to zrobię coś bezmyślnego, co może mieć okropne konsekwencje. - przerwała na chwilę, przenosząc na chwilę wzrok na jego usta, a potem na trzymaną przez niego filiżankę, jakby nie mogła się zdecydować. - Nie możesz mieć potem do mnie pretensji, jeśli Cię pocałuje, a wcale nie powinnam. No i właśnie, nie chciałeś, a powiedziałeś, bo Cię do tego zmusiłam.
Urwała, kręcąc głową i odwracając się przodem do swojej miski, wbiła w nią spojrzenie. Może wcale nie była dla niego dobrą przyjaciółką i właściwym towarzystwem? Powinien jej to powiedzieć, jeśli sam by chciał, a nie dlatego, że była uparta, jak osioł. - Co to za życie, gdy ciągle usprawiedliwiasz to, czego chcesz i sobie na to nie pozwalasz? Nie chcę, żebyś tak żył i żebyś był taki samotny, żebyś miał się za potwora. Nie jesteś potworem. -westchnęła, przysuwając do siebie dłonie, gdy cofnął swoją. W ogóle się już odechciało jej jeść. Owszem, zachowywała się teraz egoistycznie, wiedziała, ale nie panowała nad tym, co mówiła. Nie była w stanie znieść myśli, jak musiał cierpieć i uważać, jak odtrącał ludzi, bo uważał, że tak powinien, a nie dlatego, że chciał. - Dlaczego mnie nie odtrąciłeś, już wtedy, na Lithcie w takim razie?
Zapytała, zerkając na niego, znów łapiąc za łyżkę, którą zamieszała w chłodnej owsiance. Nawet zjadła trochę, ale tylko rosło jej to w ustach. Jego następne słowa sprawiły, że dosłownie sztućce wypadły jej z rąk, uderzając o blat i z echem lądując na podłodze. Gwałtownie obróciła się na krześle, wstając i podchodząc do niego ze złością. - Jak możesz tak mówić? Jakie mieli wyjście? Piąte koło u wozu? Serce by im pękło, gdyby Cię słyszeli. Pomyślałeś, że nie odrzucili Cię, bo jesteś ich przyjacielem? Bo jesteś dla nich ważny? Bo jesteś niezastąpiony? - wyrzuciła odrobinę podniesionym głosem, mając ochotę tupnąć, jednak zamiast tego, drobne ręce zacisnęły się w pięści. Prychnęła, powstrzymując chęć rzucenia czymś. - Myślisz, że ja spędzam z Tobą czas, bo nie wiem, bo mi Cię szkoda? Że Cię nie odrzuciłam, bo się lituje? - nie mogła przestać mówić, chociaż bardzo chciała. Gdy była zła, mówiła dość szybko, a do tego rozbrzmiewał jej mieszany akcent, podkreślony przez silny temperament objawiający się w gestach lub mimice twarzy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (12395), Pandora Prewett (18051)




Wiadomości w tym wątku
[Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 10.08.2023, 21:21
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 13.08.2023, 00:17
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 15.08.2023, 20:12
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 15.08.2023, 20:57
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 16.08.2023, 19:15
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 16.08.2023, 19:46
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 18.08.2023, 13:32
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 19.08.2023, 22:42
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 02.09.2023, 23:26
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 03.09.2023, 00:20
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 12.09.2023, 22:55
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 08.10.2023, 21:26
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 26.10.2023, 22:23
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 30.10.2023, 00:21
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 15.11.2023, 22:40
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 21.11.2023, 00:02
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 03.12.2023, 22:34
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 08.01.2024, 01:12
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 14.01.2024, 22:23
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 22.01.2024, 22:14
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 04.02.2024, 22:50
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 12.02.2024, 21:22
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Hjalmar Nordgersim - 12.02.2024, 22:18
RE: [Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora - przez Pandora Prewett - 26.02.2024, 19:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa