Morpheus pokręcił głową i różdżką przestawił stacje radiową na jazz, którego przyjemne, rozluźniające nuty zmieniły cały nastrój dookoła nich. Rozmowa, jaką prowadzili należała do tych pesymistycznych, a jemu brakowało jednak trochę optymizmu. Trąbka, tworząca zawirowaną linię melodyczną, harmoniczne labirynty, gdzie improwizacja tańczy z rytmiczną swobodą. Swobodnym podejściem do struktur muzycznych, ekspresyjnoś i spontaniczne dialogi między instrumentami przypominały wieszczowi magię jak żaden inny gatunek. Zmieniające się rytmy, zaskakujące modulacje i bogate harmonie tworzyły niepowtarzalne wzory dźwiękowe od których ożywały emocje.
— Polityka jest głupia, tylko owinięta w papierek blichtru, powagi i marketingu, a w środku to przeterminowana i spleśniała pralinka, wierz mi. Warto się tym interesować tylko po to, aby później nie mówić, że tylko się wykonywało rozkazy, stojąc po złej stronie historii.
Wydał z siebie ciężkie westchnienie. Machnął różdżką i karafka z whisky odkorkowała się, przechyliła do szklanki z ciętego szkła i nalała niedużą ilość alkoholu. Lewitując, kieliszek wylądował w wyciągniętej dłoni Morpheusa. Obejrzał kolor, powąchał i napił się. Uważał, że whisky należała do jednych z najbardziej paskudnych alkoholi, ale też wybijała dziwnymi walorami smakowymi z pewnej nudy umysłowej i sensorycznej. Jeśli siostrzenica chciała też się napić, jej również nalał w taki sam sposób.
Pomimo karafki, była to jedna z bardziej popularnych whiskey na rynku, ale nie pamiętał jej nazwy. Zyskała popularność jakoś na początku dekady przez łagodną słodycz z nutami owocowymi i delikatny odcień dymu. To wyjątkowe połączenie smaków z subtelnym zapachem i wyrafinowanym, smukłym finiszem, które aż tak nie raziło kubków smakowych. Przynajmniej zdaniem Niewymownego.
— Przy powolnych przemianach jest dużo więcej ukrytego cierpienia, ale mniej grobów — zakończył sentencjonalnie i dodał na odchodne dla Maevelle: — Bawcie się dobrze.
Czasami trochę tęsknił za czasami, gdy krył dziewczęta przed rodzicami, gdy te coś zbroiły w zamian za jakieś drobne przysługi lub z własnej dobroci serca. Pamiętał nadal jak były małymi gżdylami i goniły się dookoła etażerek, chowały pod łóżkiem czy prosiły, aby pokazał im swoje wahadełka tylko dlatego, że były kryształowe i błyszczące, czyli szczyt piękna dla dzieci w wieku lat pięciu. Pomyślał też, że sam mógłby się gdzieś wybrać. Zrobić coś ze sobą.
Powinien był zostać Ministrem Magii.