08.01.2024, 15:58 ✶
Rzuciła mu cukierka - trochę jak dziecku, które za dużo gada. By się zamknął i przestał pierdolić. I w sumie... To poskutkowało, bo Felix schylił się, pochwycił cuksa i go zjadł. To znaczy najpierw odpakował go z papierka, oczywiście. Ale efekt był taki, jaki chciała Elaine: zamknął jadaczkę, zbyt skupiony na przeżuwaniu, by dalej perorować i snuć domysły. Nie należał jednak do najcierpliwszych osób na ziemi, więc zamiast zjeść łakocia tak, jak się powinno je jeść, to go po prostu rozgryzł. Chrupnięcie było głośne i tak samo nieprzyjemne, jak przesuwanie się pionków po szachownicy.
- Daj spokój, stało się - powiedział, zerkając na przyjaciółkę. Posłał jej pokrzepiający uśmiech - wiedział, że nie zostanie w kuchni, a przynajmniej nie na dłużej niż dobę. Miała w sobie zbyt wiele życia i radości, by spędzić całe lato w zamknięciu. - Ale tak, mogłabyś czasem zwolnić, może dałbym radę cię złapać za rękę, zanim weszłaś na szachownicę.
Nie chciał, żeby się zmieniała. Chciał ją po prostu chronić, chociaż naprawdę nie obraziłby się, gdyby dziewczyna była ociupinkę wolniejsza. Dzięki temu mógłby chociaż fizycznie powstrzymać ją przed głupimi pomysłami.
- Słuchaj, możemy ale ja nie wiem jak to się robi... Spróbuj przesunąć pionka tak, żeby stał tuż obok tego białego, co? - nie chciał jej mówić, że pionki napierdalają się jak złe: dosłownie, nie w przenośni. Bo to wiedział i widział. Po prostu nie wiedział jeszcze, jak do tego doprowadzić.
Białe figury tkwiły jak zaklęte, nie mając zamiaru się na razie ruszyć. Jakby czekały, aż Elaine i Felix przestaną rozmawiać. A potem koń z pola B1 skoczył. Odbił się z hukiem i z takim samym hukiem wylądował na polu C3, wzniecając tumany kurzu i drobinek, które leżały na kamiennej szachownicy. Felix zbladł - przysiągłby, że oczy konia na moment spojrzały się prosto na niego.
- Eee... - już nawet się nerwowo nie uśmiechał. Jeśli to było takie ciężkie... Jeśli któreś z nich oberwie: to po nich. KTO WYMYŚLIŁ TAK BRUTALNY SPORT?!
- Daj spokój, stało się - powiedział, zerkając na przyjaciółkę. Posłał jej pokrzepiający uśmiech - wiedział, że nie zostanie w kuchni, a przynajmniej nie na dłużej niż dobę. Miała w sobie zbyt wiele życia i radości, by spędzić całe lato w zamknięciu. - Ale tak, mogłabyś czasem zwolnić, może dałbym radę cię złapać za rękę, zanim weszłaś na szachownicę.
Nie chciał, żeby się zmieniała. Chciał ją po prostu chronić, chociaż naprawdę nie obraziłby się, gdyby dziewczyna była ociupinkę wolniejsza. Dzięki temu mógłby chociaż fizycznie powstrzymać ją przed głupimi pomysłami.
- Słuchaj, możemy ale ja nie wiem jak to się robi... Spróbuj przesunąć pionka tak, żeby stał tuż obok tego białego, co? - nie chciał jej mówić, że pionki napierdalają się jak złe: dosłownie, nie w przenośni. Bo to wiedział i widział. Po prostu nie wiedział jeszcze, jak do tego doprowadzić.
Białe figury tkwiły jak zaklęte, nie mając zamiaru się na razie ruszyć. Jakby czekały, aż Elaine i Felix przestaną rozmawiać. A potem koń z pola B1 skoczył. Odbił się z hukiem i z takim samym hukiem wylądował na polu C3, wzniecając tumany kurzu i drobinek, które leżały na kamiennej szachownicy. Felix zbladł - przysiągłby, że oczy konia na moment spojrzały się prosto na niego.
- Eee... - już nawet się nerwowo nie uśmiechał. Jeśli to było takie ciężkie... Jeśli któreś z nich oberwie: to po nich. KTO WYMYŚLIŁ TAK BRUTALNY SPORT?!