Peppa sprawiała zaskakująco mylne wrażenie. Chłopak stawiał ją na tle spowitych naturą krajobrazów, podczas gdy Peppie najlepiej żyło się z dala od mchu, paproci i unoszących się nad jeziorem komarów. A porównanie jej do Bellatrix... Znalazłby w obu paniach więcej podobieństw niż różnic. Spłoszona panna Potter wyglądała jak spłoszona sarenka, ale szybko ujawniała rudy ogon cwanego liska. Być może to będzie jej druga forma animaga?
A może drobna mrówka, w którą najchętniej by się zmieniła, gdy jej policzki zanurzyły się w piersi Rabastana, a jego silne ramiona bezpiecznie otuliły ją ochroną przed upadkiem. Na moment straciła dech. Nie tylko z powodu tragedii łączących ich relacji, ale też fizycznie nie mogła nabrać powietrza będąc utkniętą w czarodzieju.
Myślała, że spłonie ze wstydu, gdy odsunął ją od siebie. Na całe szczęście zajął się drzwiami zamiast spoglądaniem w pomidorowe lico towarzyszki. Serce Peppy unosiło się jak szalone. Chęć wstrzymania się od budowania potencjalnie niewłaściwej relacji wyparowała tak szybko, jak funkcjonalność windy, w której się znajdowali. Objęła swe ramiona, jeszcze chwilę temu spoczywające w uścisku marzeń. Gdy Rabastan produktywnie dążył do rozwiązania problemu, Peppa śniła na jawie i rozważała symulację omdlenia. Ale czy nie doprowadzi to do zbyt dużego zamieszania i zwiększenia chęci czarodzieja do wyrwania się z tego smutnego miejsca?
— Och! — wydała z siebie, gdy i do niej dotarł obraz ściany w miejscu drzwi. Niewielka przerwa sugerowała mnogość rozwiązań sytuacji, ale Peppa jak najszybciej chciała oderwać myśli Rabastana od szparki.
— A to dopiero przygoda! Chyba mi się w głowie kręci... — westchnęła nieco dramatycznie. Oparła się dłonią o ścianę windy i spuściła niewinnie wzrok licząc na dżentelmeńską reakcję towarzysza.