23.11.2022, 00:34 ✶
Nie myślę, że jesteś durny, Charles.
A powinnaś - przeszło mu przez głowę, nie zdławił tej myśli, bo uważał, że mu się należało. Naraził życie swoje i swoich najbliższych, przez to, ze właśnie był durny, lekkomyślny, beztroski. Pracował w Ministerstwie, powinien zdawać sobie sprawę jak niebezpieczne jest w aktualnej sytuacji politycznej balansowanie pomiędzy światem magicznym, a tym nie, mimo to robił to często bez przemyślenia sprawy. Ulegał instynktom, pragnieniom i trywialnych zachciankom.
- Zastanowię się nad tym, dobrze, że jest... pare opcji - mruknął, bo faktycznie doceniał chęć pomocy i roztaczane przed nim możliwości, ale nie chciał podejmować żadnej decyzji pochopnie, nie kiedy bezmyślność doprowadziła go do aktualnego momentu. Poza tym, był zmęczony, każda kolejna minuta coraz bardziej mu to uświadamiała, a zlewające się ze sobą słowa Brenny bywały trudne do rozszyfrowania. Nie spał ponad dwadzieścia cztery godziny i to nie tak, że był to pierwszy raz, gdy nadwyrężał swój organizm, ale traumatyczne wydarzenia ostatniej nocy sprawiały, że wszystko falowało nieprzyjemnie chcąc wprowadzić go w trans rozpaczy, dlatego bał się spotkania głowy z poduszką, obawiał się, że zbyt duża ilość myśli w głowie nie pozwoli mu zasnąć, ze gdy zostanie sam ciężkość wspomnień położy się na nim obłogiem i udusi, doszczętnie wyciskając resztkę woli do życia.
- Masz rację, ale kim jest tych 'pare osób'? Wspominasz o nich już któryś raz, to jakaś grupa czy po prostu kontakty, którymi możesz się posłużyć? Nie wiem... nie jestem pewien jak mam się z tym czuć, bo wydaje mi się, że przyjmowanie mnie tutaj jest już dla ciebie wystarczającym ciężarem. Dla ciebie i twojej rodziny. - mówił prawdę, bo nie wiedział jak ma się z tym wszystkim czuć. Logika podpowiadała, że należy korzystać z każdej pomocy, jaka jest oferowana, ale nagminne, nieprzyjemne myśli podsuwały teorię o tym, że jest ciężarem, kłopotem, że tylko potrafi narażać innych.
Przygryzł wargę, mocno, tak, że w ostatniej chwili oprzytomniał, aby nie przebić delikatnej skóry.
Kubek z ziołami ogrzewał mu dłonie, skinął głową i podziękował krótko zanim upił odrobinę naparu. Ciepło zaparzonych ziół przepłynęło mu przez gardło i przełyk w pewnej uldze, ale jednocześnie rozbudziło niekarmiony od wielu godzin żołądek. Na szczęście mógł wziąć kolejnych pare łyków, którymi uciszył na chwilę błagający o coś do jedzenia organizm. Nie miał ochoty jeść, nie potrzebował energii, wiedział, że na głodnego o wiele szybciej zaśnie, potem będzie myślał o zorganizowaniu sobie jakiegoś posiłku.
Podniósł spojrzenie na Longbottom, gdy podsunęła mu kartkę. Odstawił kubek na stół i przejmując ołówek spisał adres nieżywej już dziewczyny. Jego dłonie mimowolnie się trzęsły, chociaż bardzo mocno starał się je przed tym powstrzymać, spinając mięśnie i kreśląc kolejne litery.
A powinnaś - przeszło mu przez głowę, nie zdławił tej myśli, bo uważał, że mu się należało. Naraził życie swoje i swoich najbliższych, przez to, ze właśnie był durny, lekkomyślny, beztroski. Pracował w Ministerstwie, powinien zdawać sobie sprawę jak niebezpieczne jest w aktualnej sytuacji politycznej balansowanie pomiędzy światem magicznym, a tym nie, mimo to robił to często bez przemyślenia sprawy. Ulegał instynktom, pragnieniom i trywialnych zachciankom.
- Zastanowię się nad tym, dobrze, że jest... pare opcji - mruknął, bo faktycznie doceniał chęć pomocy i roztaczane przed nim możliwości, ale nie chciał podejmować żadnej decyzji pochopnie, nie kiedy bezmyślność doprowadziła go do aktualnego momentu. Poza tym, był zmęczony, każda kolejna minuta coraz bardziej mu to uświadamiała, a zlewające się ze sobą słowa Brenny bywały trudne do rozszyfrowania. Nie spał ponad dwadzieścia cztery godziny i to nie tak, że był to pierwszy raz, gdy nadwyrężał swój organizm, ale traumatyczne wydarzenia ostatniej nocy sprawiały, że wszystko falowało nieprzyjemnie chcąc wprowadzić go w trans rozpaczy, dlatego bał się spotkania głowy z poduszką, obawiał się, że zbyt duża ilość myśli w głowie nie pozwoli mu zasnąć, ze gdy zostanie sam ciężkość wspomnień położy się na nim obłogiem i udusi, doszczętnie wyciskając resztkę woli do życia.
- Masz rację, ale kim jest tych 'pare osób'? Wspominasz o nich już któryś raz, to jakaś grupa czy po prostu kontakty, którymi możesz się posłużyć? Nie wiem... nie jestem pewien jak mam się z tym czuć, bo wydaje mi się, że przyjmowanie mnie tutaj jest już dla ciebie wystarczającym ciężarem. Dla ciebie i twojej rodziny. - mówił prawdę, bo nie wiedział jak ma się z tym wszystkim czuć. Logika podpowiadała, że należy korzystać z każdej pomocy, jaka jest oferowana, ale nagminne, nieprzyjemne myśli podsuwały teorię o tym, że jest ciężarem, kłopotem, że tylko potrafi narażać innych.
Przygryzł wargę, mocno, tak, że w ostatniej chwili oprzytomniał, aby nie przebić delikatnej skóry.
Kubek z ziołami ogrzewał mu dłonie, skinął głową i podziękował krótko zanim upił odrobinę naparu. Ciepło zaparzonych ziół przepłynęło mu przez gardło i przełyk w pewnej uldze, ale jednocześnie rozbudziło niekarmiony od wielu godzin żołądek. Na szczęście mógł wziąć kolejnych pare łyków, którymi uciszył na chwilę błagający o coś do jedzenia organizm. Nie miał ochoty jeść, nie potrzebował energii, wiedział, że na głodnego o wiele szybciej zaśnie, potem będzie myślał o zorganizowaniu sobie jakiegoś posiłku.
Podniósł spojrzenie na Longbottom, gdy podsunęła mu kartkę. Odstawił kubek na stół i przejmując ołówek spisał adres nieżywej już dziewczyny. Jego dłonie mimowolnie się trzęsły, chociaż bardzo mocno starał się je przed tym powstrzymać, spinając mięśnie i kreśląc kolejne litery.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you