09.01.2024, 09:30 ✶
- Każdy zna się na pieśniach. Niektórzy nie umieją ich śpiewać, ale wciąż potrafią czuć - powiedział chłopak, wciąż z tym samym uśmiechem. – Wszystkie pieśni są w końcu o uczuciach, nawet jeżeli wydaje się, że opowiadają o czymś innym. Chciałabyś poznać morskie tajemnice? - zapytał z odrobiną ciekawości, kiedy wspomniała, że morza są niezbadane i pełne sekretów.
Miała tu rację i nie miała zarazem. Dla selkie morskie odmęty były trochę jak ląd dla człowieka i widywały tam rzeczy, o których ludziom się nie śniło. Z drugiej strony, ląd miał przecież sporo sekretów i przed ludźmi, którzy krążyli po nim całe życie. O pewnych rzeczach typowy Anglik tylko słyszał - o afrykańskich sawannach, pustyniach, pingwinach na biegunie. Inne skrywały swoje tajemnice przed każdym. Nawet jeżeli spędził większość życia między falami, nie poznał wszystkich sekretów, jakie kryły morza i oceany.
Dla niego jednak głębiny oceanu były bardziej znajome niż centrum Londynu czy nawet dowolny zakątek Anglii położony kilka metrów od brzegu.
- Unikasz odpowiedzi - dodał, kiedy nie odpowiedziała na pytanie. Bez złości czy pretensji, raczej stwierdzając fakt i może tylko umiarkowanie tym zaciekawiony.
Może słyszał już o czarodziejach i jeśli nawet nie o miotłach, to o teleportacji.
A może tak naprawdę nie miało dla niego wielkiego znaczenia, skąd wzięła się tutaj dziewczyna z włosami jak płomień, skoro już tu trafiła.
- Tak, to skóra - przytaknął, opuszczając wzrok na swoje okrycie. Wyglądała, jakby należała wcześniej do jakiegoś morskiego stworzenia, była szarą, ale niejednolitym odcieniem szarości, i nakrapiana na grzbiecie. - Nie martw się, nie zdarłem jej przemocą z żadnej żywej istoty. To spadek po mojej matce - powiedział z odrobiną rozbawienia i takim tonem, jakby nie widział niczego dziwnego w tym, że dziedzictwem po matce był kawałek skóry, i że w dodatku przywlekł go ze sobą na plażę może nie na krańcach świata, ale gdzieś w odludnych zakątkach Anglii.
Miała tu rację i nie miała zarazem. Dla selkie morskie odmęty były trochę jak ląd dla człowieka i widywały tam rzeczy, o których ludziom się nie śniło. Z drugiej strony, ląd miał przecież sporo sekretów i przed ludźmi, którzy krążyli po nim całe życie. O pewnych rzeczach typowy Anglik tylko słyszał - o afrykańskich sawannach, pustyniach, pingwinach na biegunie. Inne skrywały swoje tajemnice przed każdym. Nawet jeżeli spędził większość życia między falami, nie poznał wszystkich sekretów, jakie kryły morza i oceany.
Dla niego jednak głębiny oceanu były bardziej znajome niż centrum Londynu czy nawet dowolny zakątek Anglii położony kilka metrów od brzegu.
- Unikasz odpowiedzi - dodał, kiedy nie odpowiedziała na pytanie. Bez złości czy pretensji, raczej stwierdzając fakt i może tylko umiarkowanie tym zaciekawiony.
Może słyszał już o czarodziejach i jeśli nawet nie o miotłach, to o teleportacji.
A może tak naprawdę nie miało dla niego wielkiego znaczenia, skąd wzięła się tutaj dziewczyna z włosami jak płomień, skoro już tu trafiła.
- Tak, to skóra - przytaknął, opuszczając wzrok na swoje okrycie. Wyglądała, jakby należała wcześniej do jakiegoś morskiego stworzenia, była szarą, ale niejednolitym odcieniem szarości, i nakrapiana na grzbiecie. - Nie martw się, nie zdarłem jej przemocą z żadnej żywej istoty. To spadek po mojej matce - powiedział z odrobiną rozbawienia i takim tonem, jakby nie widział niczego dziwnego w tym, że dziedzictwem po matce był kawałek skóry, i że w dodatku przywlekł go ze sobą na plażę może nie na krańcach świata, ale gdzieś w odludnych zakątkach Anglii.