09.01.2024, 11:07 ✶
Jeżeli w środku Bella tliła się gdzieś nadzieja, że Xenio go nie pamięta, to mężczyzna szybko zgasił tę iskierkę, wypowiadając jego imię. Pamiętał go tak, jak on pamiętał jego. Ach, cholera jasna. W kilka uderzeń serca przypomniał sobie, dlaczego nie chodził do Londynu, dlaczego trzymał się od tego miasta z daleka. I czemu wybrał taką a nie inną porę dnia. A jednak musiał wpaść na kogoś znajomego, zupełnie jakby los postanowił z niego zakpić.
W pierwszym odruchu Felix chciał jego rękę odtrącić - najpierw gdy go trącał w ramię, a potem po raz kolejny, gdy go podtrzymał. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że gdyby nie ta pomoc, to wylądowałby na ziemi. Za dużo emocji uderzyło w niego w jednym czasie. Nie wiedział za bardzo, co ma robić. Hej, tak, to ja, ale spotkanie, super nie? No, spieszę się, może skoczymy jutro na kawę? - pewnie kiedyś by tak zrobił. I zniknął. Ale teraz, dzisiaj, był dorosły i wiedział, że za dużo osób wie o tym, że żyje. Cała misterna intryga zaczynała się sypać, sekret zaczął wypływać na powierzchnię. Co się stanie, gdy dowie się dyrektor? Ministerstwo? Czy zabiorą mu różdżkę?
- Nie, musisz mnie mylić z kimś innym - burknął w końcu, strząsając z siebie dłoń. Kłamał. I to niezbyt dobrze. Wydoroślał, zmężniał ale to wciąż były jego rysy twarzy. Te same wesołe, błyszczące oczy, te same włosy, choć teraz dłuższe i rozwiane, nieuczesane. Inna postura i brak szkolnej szaty nie mogły oszukać nikogo, nawet jeżeli w Hogwarcie należeli do innych domów. Kurwa. Młody Bell westchnął, przejeżdżając dłonią po twarzy. A potem chwycił Xenophiliusa za fraki i przygwoździł go do ściany, o którą ten przed chwilą się opierał. Na twarzy Felixa jednak nie malowała się złość czy żądza mordu - bał się. Nie chciał mu zrobić krzywdy, ale to był odruch, może niezbyt mądry, ale naturalny. Zrobił to szybciej niż pomyślał. - Jedno słowo komukolwiek, a pożałujesz, że nie zostałeś dzisiaj w łóżku.
Syknął, ale nie zabrzmiało to przekonująco czy groźnie. Lepiej to brzmiało w jego głowie. Ręce mu się trzęsły, uchwyt nie był zbyt pewny. Był tak blady, że przez chwilę naprawdę można było go pomylić z duchem. Ale był materialny, jego palce zaciskały się na ubraniu znajomego.
- Kurwa, sorry. Zaskoczyłeś mnie - powiedział w końcu. Felix rozejrzał się niespokojnie. Nie puszczał go jednak. - Nie widziałeś mnie, słyszysz? Nie widziałeś!
Podniósł odrobinę głos, jego twarz wykrzywiła rozpacz. Jakby to była sprawa życia i śmierci. Chyba nie był w dobrym stanie - w szkole był jednym z przeciętnych uczniów, nie licząc eliksirów. Pakował się w kłopoty, ale był wesoły, zawsze. Nawet gdy go poniżali, gdy Ślizgoni próbowali go złamać, to zawsze miał jakąś głupią odpowiedź. Teraz jednak zabrakło mu słów. Zachowywał się nieracjonalnie i dziwnie. Czy był ścigany? Tak chyba zachowywały się osoby, które ktoś gonił przez całe życie, prawda?
W pierwszym odruchu Felix chciał jego rękę odtrącić - najpierw gdy go trącał w ramię, a potem po raz kolejny, gdy go podtrzymał. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że gdyby nie ta pomoc, to wylądowałby na ziemi. Za dużo emocji uderzyło w niego w jednym czasie. Nie wiedział za bardzo, co ma robić. Hej, tak, to ja, ale spotkanie, super nie? No, spieszę się, może skoczymy jutro na kawę? - pewnie kiedyś by tak zrobił. I zniknął. Ale teraz, dzisiaj, był dorosły i wiedział, że za dużo osób wie o tym, że żyje. Cała misterna intryga zaczynała się sypać, sekret zaczął wypływać na powierzchnię. Co się stanie, gdy dowie się dyrektor? Ministerstwo? Czy zabiorą mu różdżkę?
- Nie, musisz mnie mylić z kimś innym - burknął w końcu, strząsając z siebie dłoń. Kłamał. I to niezbyt dobrze. Wydoroślał, zmężniał ale to wciąż były jego rysy twarzy. Te same wesołe, błyszczące oczy, te same włosy, choć teraz dłuższe i rozwiane, nieuczesane. Inna postura i brak szkolnej szaty nie mogły oszukać nikogo, nawet jeżeli w Hogwarcie należeli do innych domów. Kurwa. Młody Bell westchnął, przejeżdżając dłonią po twarzy. A potem chwycił Xenophiliusa za fraki i przygwoździł go do ściany, o którą ten przed chwilą się opierał. Na twarzy Felixa jednak nie malowała się złość czy żądza mordu - bał się. Nie chciał mu zrobić krzywdy, ale to był odruch, może niezbyt mądry, ale naturalny. Zrobił to szybciej niż pomyślał. - Jedno słowo komukolwiek, a pożałujesz, że nie zostałeś dzisiaj w łóżku.
Syknął, ale nie zabrzmiało to przekonująco czy groźnie. Lepiej to brzmiało w jego głowie. Ręce mu się trzęsły, uchwyt nie był zbyt pewny. Był tak blady, że przez chwilę naprawdę można było go pomylić z duchem. Ale był materialny, jego palce zaciskały się na ubraniu znajomego.
- Kurwa, sorry. Zaskoczyłeś mnie - powiedział w końcu. Felix rozejrzał się niespokojnie. Nie puszczał go jednak. - Nie widziałeś mnie, słyszysz? Nie widziałeś!
Podniósł odrobinę głos, jego twarz wykrzywiła rozpacz. Jakby to była sprawa życia i śmierci. Chyba nie był w dobrym stanie - w szkole był jednym z przeciętnych uczniów, nie licząc eliksirów. Pakował się w kłopoty, ale był wesoły, zawsze. Nawet gdy go poniżali, gdy Ślizgoni próbowali go złamać, to zawsze miał jakąś głupią odpowiedź. Teraz jednak zabrakło mu słów. Zachowywał się nieracjonalnie i dziwnie. Czy był ścigany? Tak chyba zachowywały się osoby, które ktoś gonił przez całe życie, prawda?