09.01.2024, 12:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2024, 12:43 przez Rodolphus Lestrange.)
Rodolphus leniwie przeniósł wzrok na Morpheusa. Tymi słowami, swoimi pierwszymi, o butach, odrobinę mu zaimponował. Myślał w podobnych kategoriach jak on sam - nie mógł tego wiedzieć, lecz gdy Lestrange przywdziewał szatę śmierciożercy i nakładał maskę, dbał o to, by nawet kropla krwi nie spadła na czubek buta. Krew ciężko było domyć ze skóry. Podobnie robił, gdy znajdował się przypadkiem w ferworze krwawych wydarzeń, bo co by nie powiedzieć, to ten czerwiec był dla niego niezwykle wymagający pod względem kontroli własnych emocji przy jednoczesnym zachowaniu odpowiedniej prezencji.
Na wspomnienie o bombardzie tylko wzruszył lekko ramionami, a kącik ust uniósł się nieznacznie.
- Czy do zadań Niewymownego wróżbity należy także czytanie w myślach? - zapytał retorycznie, bo poczułby, gdyby Longbottom majstrował mu w pamięci i wspomnieniach. Morpheus zaproponował dobre rozwiązanie, z którym Rodolphus się zgadzał. Kiwnął więc głową i dał mężczyźnie znak, by ten podążył za nim. Musieli okrążyć dom, unikając okien by czarownica przypadkiem ich nie zauważyła. Zanim jednak ruszyli, Rolph na chwilę się zatrzymał. - Przeszukam dom. Zajmuję się podobnymi sprawami na co dzień. Poradzi sobie pan w razie konfrontacji, panie Longbottom?
Jeżeli przyzna, że nie, to najwyżej zamienią się rolami. Musieli jednak ruszać, żeby kobieta ich nie zauważyła. Lestrange przyłożył palec do ust, gdy znaleźli się blisko domu, chociaż podejrzewał że Morpheus nie potrzebował pouczeń. Sam wyciągnął różdżkę i rzucił zaklęcie, ujawniające skrywaną przez dom magię. Chciał się upewnić, że nie wpakują się na minę - na przykład magiczne zabezpieczenie, które poinformowałoby kobietę, że się zbliżają. Jedyną jednak rzeczą, która zalśniła blado, były drzwi. Wystarczyło więc ich nie dotykać, by pozostali ukryci.
Czekanie potrafiło być nużące i monotonne, lecz Lestrange pomimo młodego wieku zdawał się być cierpliwy. Stał spokojnie i nasłuchiwał. Czarownica nie rzuciła zaklęć wygłuszających na dom, musieli więc być wcześniej. Być może dużo wcześniej. Zapewne nie była głupia, więc rzuci stosowne zabezpieczenie w chwili, gdy dopadnie ofiarę. Rodolphusa interesowało, w jaki sposób wybiera swoje cele. Czy przed atakiem robi należyte rozeznanie? Czy wybiera osoby bez rodziny, takie których nie będzie nikt szukać? Przez jego głowę spokojnie płynęły kolejne myśli, pytania na które zapewne nigdy nie dostanie odpowiedzi. Zostały przerwane w chwili, gdy skrzypnęły drzwi. Zawiał wiatr i huknął nimi niespodziewanie o ścianę.
- Och, za każdym razem! - głos był młody, zirytowany. Damski, dość wysoki. Huknęło znowu, gdy kobieta postanowiła zatrzasnąć ze złością drzwi. Była zła? A może miała taki charakter? W innym razie by się pewnie lepiej zabezpieczyła. Mogła działać lekkomyślnie, a to sprawiało, że dwójka Niewymownych miała szanse.
Rodolphus spojrzał na Morpheusa i kiwnął mu głową na znak, żeby ten był w pogotowiu. Rzuciła zaklęcie zabezpieczające na drzwi, jej głos przerywał wycie wiatru. A potem, nagle i niespodziewanie, rozległ się suchy trzask, charakterystyczny dla teleportacji. Tego nie przewidzieli: że kobieta po prostu zniknie. I jak któryś z nich miałby ją teraz śledzić?[/b][/b]
Na wspomnienie o bombardzie tylko wzruszył lekko ramionami, a kącik ust uniósł się nieznacznie.
- Czy do zadań Niewymownego wróżbity należy także czytanie w myślach? - zapytał retorycznie, bo poczułby, gdyby Longbottom majstrował mu w pamięci i wspomnieniach. Morpheus zaproponował dobre rozwiązanie, z którym Rodolphus się zgadzał. Kiwnął więc głową i dał mężczyźnie znak, by ten podążył za nim. Musieli okrążyć dom, unikając okien by czarownica przypadkiem ich nie zauważyła. Zanim jednak ruszyli, Rolph na chwilę się zatrzymał. - Przeszukam dom. Zajmuję się podobnymi sprawami na co dzień. Poradzi sobie pan w razie konfrontacji, panie Longbottom?
Jeżeli przyzna, że nie, to najwyżej zamienią się rolami. Musieli jednak ruszać, żeby kobieta ich nie zauważyła. Lestrange przyłożył palec do ust, gdy znaleźli się blisko domu, chociaż podejrzewał że Morpheus nie potrzebował pouczeń. Sam wyciągnął różdżkę i rzucił zaklęcie, ujawniające skrywaną przez dom magię. Chciał się upewnić, że nie wpakują się na minę - na przykład magiczne zabezpieczenie, które poinformowałoby kobietę, że się zbliżają. Jedyną jednak rzeczą, która zalśniła blado, były drzwi. Wystarczyło więc ich nie dotykać, by pozostali ukryci.
Czekanie potrafiło być nużące i monotonne, lecz Lestrange pomimo młodego wieku zdawał się być cierpliwy. Stał spokojnie i nasłuchiwał. Czarownica nie rzuciła zaklęć wygłuszających na dom, musieli więc być wcześniej. Być może dużo wcześniej. Zapewne nie była głupia, więc rzuci stosowne zabezpieczenie w chwili, gdy dopadnie ofiarę. Rodolphusa interesowało, w jaki sposób wybiera swoje cele. Czy przed atakiem robi należyte rozeznanie? Czy wybiera osoby bez rodziny, takie których nie będzie nikt szukać? Przez jego głowę spokojnie płynęły kolejne myśli, pytania na które zapewne nigdy nie dostanie odpowiedzi. Zostały przerwane w chwili, gdy skrzypnęły drzwi. Zawiał wiatr i huknął nimi niespodziewanie o ścianę.
- Och, za każdym razem! - głos był młody, zirytowany. Damski, dość wysoki. Huknęło znowu, gdy kobieta postanowiła zatrzasnąć ze złością drzwi. Była zła? A może miała taki charakter? W innym razie by się pewnie lepiej zabezpieczyła. Mogła działać lekkomyślnie, a to sprawiało, że dwójka Niewymownych miała szanse.
Rodolphus spojrzał na Morpheusa i kiwnął mu głową na znak, żeby ten był w pogotowiu. Rzuciła zaklęcie zabezpieczające na drzwi, jej głos przerywał wycie wiatru. A potem, nagle i niespodziewanie, rozległ się suchy trzask, charakterystyczny dla teleportacji. Tego nie przewidzieli: że kobieta po prostu zniknie. I jak któryś z nich miałby ją teraz śledzić?[/b][/b]