Może i rodzina Laurenca była zamożna. Każde z potomków tej rodziny wyrobiło sobie odpowiednią karierę. Na niektórych z nich, nałożono nacisk pracy w szpitalu, a inni poszli tam dobrowolnie, ponieważ odziedziczyli odpowiednie umiejętności i rozwijali się w kierunku magimedycyny. Co to za życie, będąc na czyimś utrzymaniu? Laurence nie miał tak dobrze, jakby to inni widzieli z boku. Ojciec czy babka mogliby mu zamrozić wpływ pieniędzy rodzinnych na jego konto, skoro podjął nieco inną decyzję w swojej karierze niż tego oczekiwali. Miał zostać ordynatorem, ale wolał iść do Ministerstwa. Z drugiej strony praktykowanie zawodu, pozwala pokazać, że coś się umie, jest się kimś i potrafi zarobić na siebie, oraz utrzymanie własnej rodziny. Jak już wspomniane też było, miał dziecko w drodze, oczekujące rozwiązania.
Lestrange by stwierdził, że nie ma czego mu zazdrościć. Ładnie wyglądało to wszystko z zewnątrz, ułożone życie i własny dom, to jednak wewnętrznie bywały problemy, o których się nikomu nie mówiło.
- Na razie czuje się dobrze. Jest pod opieką mojej koleżanki. Jeśli chodzi o imiona. Myśleliśmy nad tym. Chłopca chciałbym nazwać Louis. Zaś, jeżeli będzie dziewczynka, otrzymałaby imię Lukrecja.Odpowiedział z lekkim uśmiechem na pierwszą część pytań. W głębi duszy chciał, aby to był chłopiec. Miałby spełniony obowiązek dziedzica. Jeżeli się nie uda, będą próbować dalej.
- Może czas napisać z pytaniem o spotkanie? Z tego co wiem, dobrze sobie radzi.
Zaproponował. Co ją powstrzymywało? Praca? Kursy? Możliwe. Ale parę godzin powinno udać się znaleźć na damskie ploteczki.
Zdążył udzielić odpowiedzi, to jednak do zaplanowanego wykładu widocznie nie dojdzie. Laurence zmarszczył brwi widząc małe zamieszanie przy rzutniku. Jeden z profesorów nawet podszedł do niego z przeprosinami. Lestrange przyjął do wiadomości, zapewniając, że nic się nie stało.
- Nie mam nic przeciwko. Możemy na początek udać się na kawę.Zgodził się z jej propozycją. Wstał z miejsca, aby tym samym przepuścić koleżankę i skierowali się w stronę wyjścia z sali. Nie byli jedynymi osobami, które postanowiły także skorzystać z przerwy. Jako że pamiętał jeszcze co gdzie się znajduje, przewieszając torbę przez ramię, skierował do miejsca, gdzie przygotowywali kawę.