10.01.2024, 03:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.02.2024, 00:58 przez Leviathan Rowle.)
Gdyby zapytać go wprost, kim jest Leviathan Rowle, pewnie tylko by się skrzywił z niesmakiem. Nie chciał o tym rozmawiać, ale miał wrażenie, że wynikało to z jakiejś wątłej myśli, ze sam nie wiedział kim był. A to nie było specjalnie przyjemne uczucie.
- Zdecydowanie - przyznał jej rację. - Smoki to moja pasja, zdecydowanie, ale jeśli chodzi o magiczne stworzenia, żadnych nie dyskryminuję - zapewnił ją z delikatnym uśmiechem przyklejonym do warg, który wydawał się całkiem szczery. - Jakie masz na myśli, wspominając o tych przy samej ziemi?
Czy się domyślał? Nie, bo i czemu miałby. Nie włożył w to spotkania chociaż odrobiny wysiłku, jeśli chodziło o rozeznanie swojej przyszłej partnerki. No, może jednak trochę się zainteresował, ale jego wiedza była bardzo powierzchowna. Zanim ją dzisiaj zobaczył, wiedział przynajmniej jak wygląda, a i Septima postanowiła mu chłodno wytknąć pokrewieństwo z Sarah. Tyle mu wystarczyło. Że miał wziąć za żonę kuzynkę swojej najbliższej przyjaciółki.
- Oczywiście - ożywił się nawet nieco, jak jaszczurka, na którą nagle padło nieco więcej promieni słonecznych i mogła się wygrzać, wracając tym samym do życia. Wstał też nawet, ni to w odpowiedzi na jej słowa, ni to z faktycznej potrzeby poruszenia się przez otulającą go ciszę. Chociaż czy tak bardzo mu ona przeszkadzała? Chyba nie, ale zwyczajnie też zapraszała do rozejrzenia się nieco bardziej po miejscu gdzie mieszkała.
Jego spojrzenie przesunęło się po całym wnętrzu, uważnie zatrzymując na każdym nieco bardziej charakterystycznym elemencie. Na miejscu gdzie pracowała, na stosach kwiatów i dzwonkach, które nawet trącił od niechcenia palcem, kiedy do nich podszedł. W końcu jednak jego kroki zostały skierowane w stronę ściany, gdzie porozwieszała fotografie. Mimowolnie uśmiechnął się, widząc tę Septimę na tych zdjęciach, szczególnie przy tym gdzie razem z ojcem przebrani byli za mopa i wiadro.
Obejrzał się na nią, kiedy wreszcie podeszła do niego, wyraźnie wyrwany z własnych myśli. Bo nawet jeśli uśmiechał się na widok Timmny na tym głupim zdjęciu, to wcale nie był ani trochę szczęśliwy. Ciążyło mu to nawet bardziej niż powinno, dlatego szybko odwrócił się od ściany, zwracając uwagę na Sarkę i uśmiechając się krótko.
- Dzięki - przyjął od niej napitek, może trochę nerwowo, bo wyglądała jakby zaraz miała go rozlać po całej podłodze. W pierwszej chwili uniósł go ku górze, spoglądając na kręcący się w szkle płyn, po chwili kiwając głową z uznaniem. - Wygląda bardzo ładnie - podsumował, a potem spróbował, upijając parę łyków i dając sobie chwilę, żeby faktycznie go posmakować, a nie wchłonąć na raz. - I bardzo dobrze smakuje - uznał, obdarowując ją wesołym uśmiechem. - Znasz Laurenta? - zagadał trochę nieporęcznie, wskazując na zdjęcia, jednak na nie patrząc. - Nie spodziewałem się w sumie, że zobaczę go tutaj. Bardzo się przyjaźnicie? - a może raczej jak bardzo.
- Żartowanie prosto w twarz już nie jest problemem? - prychnął, może nawet chcąc ubrać to w żart, bo się przy tym uśmiechnął, ale zaraz złapał się na tym, że chyba mogło jej to nie przypaść do gustu. - Przepraszam. W każdym razie brzmi rozsądnie. Normalnie, że tak to powiem. - spojrzał w tego swojego rozgwieżdżonego drinka, poruszając nim i patrząc, jak się mieni.
- Mówiłaś o pigwówce, pinacoladzie i tym - uniósł szkło ku górze. - A co lubisz pić najbardziej?
- Zdecydowanie - przyznał jej rację. - Smoki to moja pasja, zdecydowanie, ale jeśli chodzi o magiczne stworzenia, żadnych nie dyskryminuję - zapewnił ją z delikatnym uśmiechem przyklejonym do warg, który wydawał się całkiem szczery. - Jakie masz na myśli, wspominając o tych przy samej ziemi?
Czy się domyślał? Nie, bo i czemu miałby. Nie włożył w to spotkania chociaż odrobiny wysiłku, jeśli chodziło o rozeznanie swojej przyszłej partnerki. No, może jednak trochę się zainteresował, ale jego wiedza była bardzo powierzchowna. Zanim ją dzisiaj zobaczył, wiedział przynajmniej jak wygląda, a i Septima postanowiła mu chłodno wytknąć pokrewieństwo z Sarah. Tyle mu wystarczyło. Że miał wziąć za żonę kuzynkę swojej najbliższej przyjaciółki.
- Oczywiście - ożywił się nawet nieco, jak jaszczurka, na którą nagle padło nieco więcej promieni słonecznych i mogła się wygrzać, wracając tym samym do życia. Wstał też nawet, ni to w odpowiedzi na jej słowa, ni to z faktycznej potrzeby poruszenia się przez otulającą go ciszę. Chociaż czy tak bardzo mu ona przeszkadzała? Chyba nie, ale zwyczajnie też zapraszała do rozejrzenia się nieco bardziej po miejscu gdzie mieszkała.
Jego spojrzenie przesunęło się po całym wnętrzu, uważnie zatrzymując na każdym nieco bardziej charakterystycznym elemencie. Na miejscu gdzie pracowała, na stosach kwiatów i dzwonkach, które nawet trącił od niechcenia palcem, kiedy do nich podszedł. W końcu jednak jego kroki zostały skierowane w stronę ściany, gdzie porozwieszała fotografie. Mimowolnie uśmiechnął się, widząc tę Septimę na tych zdjęciach, szczególnie przy tym gdzie razem z ojcem przebrani byli za mopa i wiadro.
Obejrzał się na nią, kiedy wreszcie podeszła do niego, wyraźnie wyrwany z własnych myśli. Bo nawet jeśli uśmiechał się na widok Timmny na tym głupim zdjęciu, to wcale nie był ani trochę szczęśliwy. Ciążyło mu to nawet bardziej niż powinno, dlatego szybko odwrócił się od ściany, zwracając uwagę na Sarkę i uśmiechając się krótko.
- Dzięki - przyjął od niej napitek, może trochę nerwowo, bo wyglądała jakby zaraz miała go rozlać po całej podłodze. W pierwszej chwili uniósł go ku górze, spoglądając na kręcący się w szkle płyn, po chwili kiwając głową z uznaniem. - Wygląda bardzo ładnie - podsumował, a potem spróbował, upijając parę łyków i dając sobie chwilę, żeby faktycznie go posmakować, a nie wchłonąć na raz. - I bardzo dobrze smakuje - uznał, obdarowując ją wesołym uśmiechem. - Znasz Laurenta? - zagadał trochę nieporęcznie, wskazując na zdjęcia, jednak na nie patrząc. - Nie spodziewałem się w sumie, że zobaczę go tutaj. Bardzo się przyjaźnicie? - a może raczej jak bardzo.
- Żartowanie prosto w twarz już nie jest problemem? - prychnął, może nawet chcąc ubrać to w żart, bo się przy tym uśmiechnął, ale zaraz złapał się na tym, że chyba mogło jej to nie przypaść do gustu. - Przepraszam. W każdym razie brzmi rozsądnie. Normalnie, że tak to powiem. - spojrzał w tego swojego rozgwieżdżonego drinka, poruszając nim i patrząc, jak się mieni.
- Mówiłaś o pigwówce, pinacoladzie i tym - uniósł szkło ku górze. - A co lubisz pić najbardziej?