11.01.2024, 01:17 ✶
Nie była pewna, czy spojrzenie kapłanki było teraz karcące, czy po prostu miała lekkiego zeza. Mimowolnie uniosła jedną brew, ale po kilku sekundach porzuciła pomysł roztrząsania reakcji kobiety, bo jeszcze poczułaby podskórny zew zrobienia im wszystkim na despekt. Maeve z natury była przekorna, a kiedy ktoś nie pochwalał jakiegoś zachowania z jej strony, nie mogła się powstrzymać od powtórzenia go, zwykle w jeszcze bardziej spektakularny sposób. Niekoniecznie na złość, raczej gwoli demonstracji, że to nie był błąd, a świadome i celowe działanie.
Niemniej coś ją jednak musiało powstrzymywać przed przeskoczeniem przez ołtarz ofiarny jak przez kozła - mianowicie była to Lorraine, dla której to wszystko było niezmiernie istotne. Poza tym przyszła tu z nią z nadzieją, że może i sama dojrzy w tym jakąś świętość, przebłysk wyższego istnienia. Nie kierowała się więc samą samolubną chęcią zaimponowania Malfoyównie, ale także pragnieniem odnalezienia celu w życiu. Jakiegoś głębszego; większego niż ona sama.
Mrugnęła tylko jednym okiem w odpowiedzi na obietnicę wiły, nie chcąc drażnić więcej kapłanki. Nie musiała dopytywać, w którym dokładnie łóżku będzie oczekiwać; nogi same ją do niej poniosą, choćby i z zamkniętymi oczyma.
Gdy jasnowłosa przyciągnęła do nich kolejną drobną blondyneczkę, Maeve uśmiechnęła się mimowolnie w ten dziwny sposób, z ukrytym podtekstem. Przygryzła wargi, powstrzymując dalsze głupie miny, po czym rozejrzała się dookoła, żeby znaleźć inny punkt zaczepienia. Co by nie palnąć czegoś głupiego, przez co oberwie rykoszetem od zazdrości Lorraine.
- Owca? - Zagadnęła, po czym przypomniała sobie, że faktycznie widziała taką w objęciach jednej z kapłanek. Biedactwo. - Nie lepiej człowieka? - rzuciła, ściszając głos i pochylając się bardziej w kierunku Sary. Powiedziała to zupełnie szczerze; złożenie w ofiarze jakiegoś chłopa po pierwsze byłoby o wiele bardziej dramatyczne, bardziej widowiskowe, przyjaźniejsze dla środowiska, a i przy okazji dla Mewy naprawdę zabawne.
Porzuciła jednak plany dywagowania na temat istoty ofiary, bo po chwili patetycznego zwrotu do bogini została złożona. Maeve widziała w życiu gorsze rzeczy, wszakże wychowały ją ulice Nokturnu, ale trochę wzięło ją to z zaskoczenia. Krew zaczęła wypełniać wyżłobione runy niczym tusz, a potem wszystkie żywioły zaczęły sobie wtórować w znakach. Maeve wyglądała przez moment jak łania postrzelona w tyłek; ziemia drżała, z nieba waliły pioruny, a ogień żywił się samym sobą i rosnął w oczach. Przeszło jej przez łeb, żeby puścić w eter pytanie, czy będzie może zaraz jeszcze żabami biło, ale ugryzła się w język, gdy poczuła, że kręci jej się w głowie.
- Też się tak dziwnie czujesz? - szepnęła do Lorraine, zaczynając się zastanawiać, czy ona dzisiejszego dnia również zwróci śniadanie jak adresatka. Złapała ją mocnej za dłoń, bo czuła się tak lekko i nieprzywiązana do gruntu, jakby miała zaraz odlecieć. Nigdy dotąd nie czuła się w ten sposób i nie mogła ocenić, czy to dobrze, czy źle. Maeve chyba zaczynała przejmować zachowania Raine, gwoli zasady z kim się zadajesz, takim się stajesz, bo nawet w błogim stanie doszukiwała się czyhającego niebezpieczeństwa. Czyżby miała nabawić się paranoi? A może czuła nadchodzącą epifanię? Przecież z religijnymi uniesieniami też dotychczas nie miała do czynienia.
Niemniej coś ją jednak musiało powstrzymywać przed przeskoczeniem przez ołtarz ofiarny jak przez kozła - mianowicie była to Lorraine, dla której to wszystko było niezmiernie istotne. Poza tym przyszła tu z nią z nadzieją, że może i sama dojrzy w tym jakąś świętość, przebłysk wyższego istnienia. Nie kierowała się więc samą samolubną chęcią zaimponowania Malfoyównie, ale także pragnieniem odnalezienia celu w życiu. Jakiegoś głębszego; większego niż ona sama.
Mrugnęła tylko jednym okiem w odpowiedzi na obietnicę wiły, nie chcąc drażnić więcej kapłanki. Nie musiała dopytywać, w którym dokładnie łóżku będzie oczekiwać; nogi same ją do niej poniosą, choćby i z zamkniętymi oczyma.
Gdy jasnowłosa przyciągnęła do nich kolejną drobną blondyneczkę, Maeve uśmiechnęła się mimowolnie w ten dziwny sposób, z ukrytym podtekstem. Przygryzła wargi, powstrzymując dalsze głupie miny, po czym rozejrzała się dookoła, żeby znaleźć inny punkt zaczepienia. Co by nie palnąć czegoś głupiego, przez co oberwie rykoszetem od zazdrości Lorraine.
- Owca? - Zagadnęła, po czym przypomniała sobie, że faktycznie widziała taką w objęciach jednej z kapłanek. Biedactwo. - Nie lepiej człowieka? - rzuciła, ściszając głos i pochylając się bardziej w kierunku Sary. Powiedziała to zupełnie szczerze; złożenie w ofiarze jakiegoś chłopa po pierwsze byłoby o wiele bardziej dramatyczne, bardziej widowiskowe, przyjaźniejsze dla środowiska, a i przy okazji dla Mewy naprawdę zabawne.
Porzuciła jednak plany dywagowania na temat istoty ofiary, bo po chwili patetycznego zwrotu do bogini została złożona. Maeve widziała w życiu gorsze rzeczy, wszakże wychowały ją ulice Nokturnu, ale trochę wzięło ją to z zaskoczenia. Krew zaczęła wypełniać wyżłobione runy niczym tusz, a potem wszystkie żywioły zaczęły sobie wtórować w znakach. Maeve wyglądała przez moment jak łania postrzelona w tyłek; ziemia drżała, z nieba waliły pioruny, a ogień żywił się samym sobą i rosnął w oczach. Przeszło jej przez łeb, żeby puścić w eter pytanie, czy będzie może zaraz jeszcze żabami biło, ale ugryzła się w język, gdy poczuła, że kręci jej się w głowie.
- Też się tak dziwnie czujesz? - szepnęła do Lorraine, zaczynając się zastanawiać, czy ona dzisiejszego dnia również zwróci śniadanie jak adresatka. Złapała ją mocnej za dłoń, bo czuła się tak lekko i nieprzywiązana do gruntu, jakby miała zaraz odlecieć. Nigdy dotąd nie czuła się w ten sposób i nie mogła ocenić, czy to dobrze, czy źle. Maeve chyba zaczynała przejmować zachowania Raine, gwoli zasady z kim się zadajesz, takim się stajesz, bo nawet w błogim stanie doszukiwała się czyhającego niebezpieczeństwa. Czyżby miała nabawić się paranoi? A może czuła nadchodzącą epifanię? Przecież z religijnymi uniesieniami też dotychczas nie miała do czynienia.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —