Jak na czarodzieja czystej krwi, którzy otaczają się magią, zaklęcia dzieliły czasami całe dni, a następnie pojawiało się natężenie i znów długotrwała cisza. Nigdy nic niebezpiecznego, nic co można nazwać mrocznym. Pieśń, któą tkała dla Septimy różdżka, mówiła o podróży, o soli morskiej, o skrzeku delfinów i pachniała oregano oraz winem. Jednak im bliżej teraźniejszości, tym bardziej pachniała skromną żałobą. Transmutacja koloru ubrań, światło posłane w niebo. Opowieść różdżki zawsze należała do najbardziej samotnych, tylko osoba czarująca i jej zaufane narzędzie.
— Powóz — odpowiedział. — Zawód. Kominek oznacza ogólnie dom, a namiot podróż. Wszystkie trzy są dość blisko siebie, tworząc koneksję, zwłaszcza namiot i dom. Doświadczysz zawodu w przestrzeni domowej, niekoniecznie chodzi dosłownie o budynek czy ojca, ale dom w kontekście najbliższych relacji, ugruntowanych, które stanowią fundament. Powóz odjeżdża, pozostawiając domostwo. Czeka cię podróż, ale nie dosłownym znaczeniu, ze względu na kominek, utożsamiany bezpośrednio z ogniem. Ogień pali i transformuje, czeka cię więc tranzycja w życiu, która nie będzie prosta. Pamiętaj, że wszystkiemu przyświeca nadal Gwiazda, która sugeruje odsłonięcie tego zawodu oraz oświetlenie drogi dla powozu, szczęśliwej drogi.
Z zaskakującą delikatnością odłożył naczynie na ladę i z kieszeni szaty wyciągnął białą, krochmaloną chusteczkę z monogramem, w którą wytarł dłoń od herbaty. Czarne kropeczki kardamonowej przyprawy i beżowe ślady z taniny zaznaczyły tkaninę. Spojrzał na plamkę, która dziwnie przypominała muchę. Muchy są często kojarzone z procesem rozkładu i zgnilizny. W niektórych tradycjach mogą symbolizować obecność zepsucia czy korupcji, zarówno w sensie fizycznym, jak i duchowym. Ta symbolika odnosiła się do faktu przyciągania much do rozkładającej się materii. To przemilczał, bo mogło podkreślać transformatywny rodzaj podróży, jak larwa przemienia się w owada lub niepokoje w domostwie i śmierć.
A skłamałeś kiedyś, żeby oszczędzić komuś troski? Tak. Tak. Może.
— Przetrwa to? — zapytał ściszonym głosem, z troską, nachylając się nad różdżką po drugiej stronie lady, tak, że prawie zetknął swoje czoło z czołem kobiety naprzeciwko, chociaż jego różdżka nie wykazywała żadnych problemów z czarowaniem, ot, rysa, która naznaczyła drewno, ale nie naruszyła wnętrza i integralności całości. W ciemnych oczach, przypominających sarnę w tym momencie, odmalowywała się pewnego rodzaju żałość. Nie chciał zmieniać różdżki. Pasowali do siebie.