11.01.2024, 22:13 ✶
Chwyciłem już pewniejszy siebie za szpadę. Nie miałem raczej problemu z odpowiednim jej trzymaniem, a przynajmniej ciocia Brenna nic nie mówiła, więc uznałem to za dobry znak, poza tym też nie chciałem zabierać czasu, tylko przejść do meritum - treningu. Wiedziałem, że poza porannym powietrzem, ruch też otrzeźwi mój umysł i już nie będę wyglądał tak jak właśnie wyglądałem.
Poprawiłem grzywkę jeszcze i wyprostowałem się , odruchowo chowając lewą dłoń za sobą. Na nogi nawet już nie patrzyłem. Z reguły miałem problemy z koordynacją i zanim to opanowałem, to trochę potrwało, ale w końcu ogarnąłem, co gdzie i jak powinno się znajdować. Potem to już leciało jak z płatka, o ile za przeciwnika nie miało się starszego przeciwnika, który za wszelką cenę chciał wygrać. Na szczęście, w moich pojedynkach każdy mi dawał fory... Na szczęście albo i nie, bo te pojedynki cioci Brenny z wujkiem Erikiem bardziej zapierały dech w piersi, tylko że ciocia Brenna miała ostatnimi czasy mało czasu na takie sprawy. Niestety.
Zerknąłem ukradkiem w kierunku Alice by sprawdzić jak sobie radzi. Byłem pewien, że szybko złapie zasady i tempo. Już jej szło... całkiem w porządku, jeśli wziąć poprawkę na to, że trzymała po raz pierwszy szpadę w swoim ręku.
- Z czasem będzie łatwiej - zapewniłem ją ciepło, żeby się nie przerażała. Z czasem ze wszystkim szło lepiej, łatwiej, sprawniej, więc porzuciłem swoją pozycję by wrócić do niej, stanąć nieco bliżej by mogła brać ze mnie przykład. - Najpierw zwróć uwagę na nogi... O, patrz. Stań tak, w takim rozkroku, tylko na swoje możliwości... Żebyś czuła się stabilnie. Tak, jakbyś przyrosła do ziemi, ale tak nie do końca, bo jednak za chwilę będziesz się ruszać... Haha. Bądź jak roślina, która lubi spacerować - zaśmiałem się, bo zgubiłem się w tym porównaniu. Głupie, ale zabawne. Nawet ramiona wraz z piersią poruszyły mi się z tego rozbawienia, ale poprawiłem grzywkę i trąciłem jedną z nóg Alice brzegiem szpady.
- Stabilnie, a potem zrób tak jak ciocia Brenna... Na razie nie patrz na szpadę, same nogi - stwierdziłem, nie unosząc też swojej szpady do gotowości, tylko zrobiłem tak na sucho te kroki do przodu. Może dzięki szermierce nie potykałem się tak często o swoje nogi? Może to też pomoże Alice...? Byłoby zdecydowanie... bezpieczniej. I stabilniej. - Roślina biega - odparłem zaraz rozbawiony, kiedy zrobiłem ten wypad do przodu.
Poprawiłem grzywkę jeszcze i wyprostowałem się , odruchowo chowając lewą dłoń za sobą. Na nogi nawet już nie patrzyłem. Z reguły miałem problemy z koordynacją i zanim to opanowałem, to trochę potrwało, ale w końcu ogarnąłem, co gdzie i jak powinno się znajdować. Potem to już leciało jak z płatka, o ile za przeciwnika nie miało się starszego przeciwnika, który za wszelką cenę chciał wygrać. Na szczęście, w moich pojedynkach każdy mi dawał fory... Na szczęście albo i nie, bo te pojedynki cioci Brenny z wujkiem Erikiem bardziej zapierały dech w piersi, tylko że ciocia Brenna miała ostatnimi czasy mało czasu na takie sprawy. Niestety.
Zerknąłem ukradkiem w kierunku Alice by sprawdzić jak sobie radzi. Byłem pewien, że szybko złapie zasady i tempo. Już jej szło... całkiem w porządku, jeśli wziąć poprawkę na to, że trzymała po raz pierwszy szpadę w swoim ręku.
- Z czasem będzie łatwiej - zapewniłem ją ciepło, żeby się nie przerażała. Z czasem ze wszystkim szło lepiej, łatwiej, sprawniej, więc porzuciłem swoją pozycję by wrócić do niej, stanąć nieco bliżej by mogła brać ze mnie przykład. - Najpierw zwróć uwagę na nogi... O, patrz. Stań tak, w takim rozkroku, tylko na swoje możliwości... Żebyś czuła się stabilnie. Tak, jakbyś przyrosła do ziemi, ale tak nie do końca, bo jednak za chwilę będziesz się ruszać... Haha. Bądź jak roślina, która lubi spacerować - zaśmiałem się, bo zgubiłem się w tym porównaniu. Głupie, ale zabawne. Nawet ramiona wraz z piersią poruszyły mi się z tego rozbawienia, ale poprawiłem grzywkę i trąciłem jedną z nóg Alice brzegiem szpady.
- Stabilnie, a potem zrób tak jak ciocia Brenna... Na razie nie patrz na szpadę, same nogi - stwierdziłem, nie unosząc też swojej szpady do gotowości, tylko zrobiłem tak na sucho te kroki do przodu. Może dzięki szermierce nie potykałem się tak często o swoje nogi? Może to też pomoże Alice...? Byłoby zdecydowanie... bezpieczniej. I stabilniej. - Roślina biega - odparłem zaraz rozbawiony, kiedy zrobiłem ten wypad do przodu.