Wood wiedziała, że wystarczy tylko słowo, a byli koledzy z drużyny będą w stanie zorganizować dla niej ten sabotaż. Było to miłe, jednak wolała nie zadzierać ze swoim szefostwem, zdecydowanie prościej będzie się z kimś zamienić dyżurem, o ile w ogóle będzie musiała wtedy pracować. Dołoży do tego trochę słodkości i zamienią się z nią z pocałowaniem ręki, a jak trzeba będzie to weźmie dyżur podczas Lithy, powinno przejść bez zbędnych komplikacji, bo mało kto lubił pracować w święta. Sama wolałaby, żeby się odbyło bez takich fikołków, bo lubiła spędzać ten specyficzny czas w towarzystwie najbliższych. Właściwie teraz konkretnie chodziło jej o Camerona, bo bardzo się do siebie ostatnio zbliżyli.
- To prawda, chociaż po czasie ciężko stwierdzić, czy to chłopiec był nieodpowiedni, czy czas, kiedy się spotkaliśmy. - Jej myśli powędrowały ku czasom, gdy uczyła się w Hogwarcie. Połączyła ją wtedy dość bliska relacja z Billym, który był, cóż, specyficzny, chociaż ona miała równie ognisty temperament. Co za dużo ognia to niezdrowo, tego była pewna, zresztą chciał ją wtedy usidlić, oświadczył jej się, co skutecznie ją od niego odsunęło. Zabawne, bo teraz było zupełnie inaczej, marzyła o tym, żeby ta sytuacja wydarzyła się ponownie, tyle, że Lupin wcale się nie spieszył, może to i dobrze, on zawsze działał na nią niczym woda, która gasiła jej często niepotrzebny płomień. Było to wskazane przy jej nieokrzesanym charakterze.
Uśmiechnęła się do siebie, gdy zobaczyła wzrok Kyry skierowany w stronę stojącego dalej chłopaka. Dobrze było wiedzieć, że i ona jest teraz szczęśliwa, ciekawe, jak długo to potrwa. Nie, żeby im źle życzyła, ale wiadomo, jak to bywa.
- Niby tak, ale szkoda chłopaka. - Odparła zupełnie szczerze, każdy miał prawo do błędów, tylko niektóre mogły zbyt wiele kosztować. Wolałaby, żeby nie żałował kiedyś tej decyzji, odsunięcia się od prawdziwych przyjaciół. Nie daj Merlinie, jeszcze zrobi dla tej laski coś głupiego.
- Lepiej jej przetrzepać skórę, niż jemu, takie moje zdanie. - Chłopcy nie byli winni temu, że korzystała ze swoich wdzięków i owijała sobie ich wokół palca, chociaż może tylko odrobinę, bo mogli się niby oprzeć, chociaż wiedziała, że jeśli dziewczyna czegoś bardzo zapragnie, to cóż - może być jej się trudno oprzeć, szczególnie, gdy była taka urodziwa jak ta tleniona blondyna.
- Masz rację, dzięki za rozmowę, i jeszcze jedno BUMowcy wcale nie są takimi nudziarzami. - Wolała to sprostować, musiała bronić honoru swoich współpracowników. Oddaliła się od Kyry i wyszukała kolejną znajomą twarz w tłumie. Minęła Yvonne, coś głupiego wpadło jej do głowy, zresztą, jak zawsze. Udała się w stronę Ashera i jego nowej panny, potknęła się niby zupełnie przypadkiem i wylała na nią resztkę drinka. - UUUps. - Zatrzymała się przy nich. - Przepraszam, nie chciałam. - Od czegoś trzeba było zacząć rozmowę.