Tristan nie miał pojęcia, czy dałby radę ją nauczyć gotowania. Często przy tym potrzebna była reakcja słowna. A on nie mógł mówić. Być może też z tego powodu wolał, aby Olivia poszła na kurs, gdzie prowadzący zawsze dopowie coś w słowach, nie tylko każąc czytać przepisy i wyjaśni im wszytko znacznie lepiej i szybciej.
Co prawda, pisanie w zeszycie i instruowanie Olivii mogłoby nie stanowić problemu a dobrą zabawę we dwoje w kuchni. Dopiero teraz tak pomyślał, kiedy przyjaciółka zaczęła mu odpowiadać na jego napisane wyjaśnienie w zeszycie.
”Jest rozsądne. Ja piec nie umiem. Nie czuję nawet chęci próbować. Wolę pozostać przy tym ile umiem. A może nawet czegoś nowego od Ciebie bym się nauczył.”Dopisał jeszcze w odpowiedzi na jej słowa, jakby chciał bardziej zachęcić ją do pójścia na kurs. Wymiana umiejętności. Wspólne spędzanie czasu w kuchni. Czy ona też o tym myślała, tak jak on? Czy to mogło być możliwe do zrealizowania, skoro tak dobrze się dogadują? Tak dobrze spędza się im czas ze sobą. Oboje troszczą się o siebie. Wzajemnie pomagają, rozumieją. Umiał ją nawet rozbawić. Choć sam miał problem wrócić do dawnego siebie, który często był uśmiechnięty, pomocny, życzliwy, chętny na rozmowy i spędzania czasu w towarzystwie znajomych. Większość z tego zniknęła z niego, po tym jak stracił głos. Jak stracił dom i rodziców. Odciął się i na nowo musiał się odnaleźć.
Skrywał zapewne jeszcze jakieś sekrety, ale nie chciał jej się przyznawać. Przyjdzie czas to może je odkryje. Przynajmniej ona sama się przy tym dobrze bawiła. I to najważniejsze. Że się uśmiechała. Lubił na to patrzeć. Na jej rozpromienioną twarz. Ale też musiał dać jej coś od siebie. Także ten upragniony przez nią swój uśmiech.
Nie miał nic przeciwko temu, że Olivia potrzebowała iść zapalić, choć chętnie by jej tego zabronił. Czas na przyjacielskie leczenie z nałogu jeszcze ją dopadnie. Przypilnuje to w najbliższym czasie. Tutaj skinął głową w zrozumieniu, kiedy talerze włożył do zlewu i spojrzał na pannę Quirke, która oznajmiła o pewnych zasadach. Jeden robi obiad, drugi sprząta? Westchnął w odpowiedzi i pokręcił głową jakby chciał jej powiedzieć, że ma na ten temat inne zdanie. Tak czy inaczej, zaczął zmywać i czyścić wszystkie naczynia i całą kuchnię. Aby był błysk. Później jej wyjaśni swoje uwagi do tej zasady ze zmywaniem. Bowiem chciał zrekompensować się za to, że zapłaciła z góry za ten wyjazd również za niego.
Po ogarnięciu kuchni, Tristan spojrzał w okno a potem na zegarek. Olivia wtedy zdążyła wrócić do środka, oznajmiając, że pada. Ale tak, powinni się zacząć ogarniać, jeżeli tak zakomunikowała przyjaciółka. W końcu zapewnił ją, że pójdzie na to przyjęcie, aby się chociaż pokazali.
Na jej informacje pogodowe, skinął głową na tak, że rozumie. Podobnie jak na komunikat, że idzie się do łazienki ogarnąć i pod prysznic. Też kiwnął głową, na "tak, okej". Ale zaraz go coś olśniło i spojrzał w kierunku tego co wyjmowała ze swojej torby. Nie tylko suknię ale i kosmetyki. Czy nie lepiej byłoby, jakby on wszedł pierwszy, wziął prysznic i wyszedł, aby ona potem mogła skorzystać do woli z łazienki? O ile dobrze kojarzył, płeć żeńska potrafiła chyba okupować to pomieszczenie godzinami. Przynajmniej pamiętał to z opowieści kolegów z dawnej pracy. Było jednak za późno zaproponować zmianę kolejności i Olivia poszła się zamknąć w komnacie łazienkowej. Westchnął i widocznie musiał poradzić sobie sam, w tradycyjny mugolski sposób. Skierował wzrok na zlew w kuchni. Trudno…
Na czas przebywania Olivii w łazience, która rzeczywiście trwała bardzo długo, Tristan umył się w zlewie kuchennym, używając swoich męskich kosmetyków. Przemył ciało, włosy i wysuszył się za pomocą zaklęcia. Ręcznika też używał, aby zakryć swoją dolną część intymną, na wypadek wyjścia Olivii wcześniej z łazienki, co jednak nie nastąpiło. Gdyby tak było, miałaby chyba pierwszą w życiu okazję zobaczyć więcej blizn na jego ciele niż tą jedną na przedramieniu lewej ręki.
Ubrał się od razu w białą koszulę i ciemny garnitur. Uczesał włosy, zawiązał krawat, poprawił mankiety. Jeżeli nie było tutaj żadnego lustra, użył zaklęcia transmutacji na jednym skrzydle szafki zamieniając na lustro, aby móc przyjrzeć się, czy dobrze wszystko na nim leży. Użył swoich męskich perfum, ubrał skarpety i wizytowe czarne obuwie. Był prawie gotowy. Przełożył jeszcze dokumenty, portfel do jednej tylnej kieszeni spodni. Schował notes i długopis do drugiej tylnej kieszeni spodni, aby mieć pod ręką. I czekał.
Stał przy oknie, z rękoma w kieszeni spodni obserwując jak lało za oknem. Jak deszcz i burza się rozkręciły. Spoglądał co jakiś czas na zegarek na nadgarstku. Jakby liczył czas i kierował spojrzenie w stronę drzwi od łazienki. I w jednym z takich momentów, zapewne w ostatnim, zobaczył wychodzącą Olivię.
Zaniemówił z wrażenia. Z podziwu.
Tak ubranej jej jeszcze nie widział.
Piękna granatowa suknia idealnie na niej leżała. Rozpuszczone włosy, delikatny czy tam nawet podkreślający makijaż. Jakkolwiek to kobiety fachowo nazywały. Jego spojrzenie zachwytu zlustrowało jej postać od góry do dołu i z powrotem. Jego usta wyraziły jedno słowo ”wow”, ale niestety nie wydobył się z nich żaden jego głos. Patrząc na nią i słuchając, wyjął notes z kieszeni jakby po omacku i zaraz otworzył na pustej stronie, aby napisać słowa: ”Wyglądasz… Przepięknie. Włosy zostaw rozpuszczone.”
Pokazał jej i posłał szczery uśmiech. Zachwycił ją jej wygląd. Chyba jeszcze bardziej się w niej zakochał. Ale czy można tak?Na jej prośbę, skinął głową i schował notes z długopisem do kieszeni. Odebrał od niej wisiorek, stanął za nią, przełożył przez szyję, licząc że odgarnie swoje włosy na bok, aby ułatwić mu czynność. Zapiął wisiorek. Dotknął jej ramienia aby się odwróciła i znów pokazała mu z bliska. Patrzył z uczuciem na nią z góry. Gdyż był wyższy. Wyglądała pięknie. Jakby odmieniona.