12.01.2024, 10:50 ✶
- Nic ze mną - burknął, jakby odtrącając każdą chęć pomocy ze strony kolegi. Jakby chciał zbić każde jego pytanie, bo każde słowo mogło być atakiem. Lata w cyrku Bellów faktycznie sprawiły, że się zmienił. Mógł stać się bardziej agresywny, dostrzegł także, że przemoc często jest bardzo dobrym rozwiązaniem - najprostszym. Tak zachowywał się Edge, tak zachowywali się inni. Na dodatek jego moralność została wystawiona na ogromną próbę. Bellowie kradli, oszukiwali i knuli, chociaż robili to wyłącznie po to, żeby przetrwać. Jeszcze gdy był w szkole powiedziałby, że kradzież jest zła bez względu na motywy, które kierowały złodziejem. Teraz miał zupełnie inne podejście. Bardziej płynne i rozmyte. To w końcu była jego rodzina - w końcu miał rodzinę, która o niego dbała, karmiła, uczyła. Z którą czuł się dobrze i którą wybrał. Znał panujące w cyrku zasady i z pełną świadomością wszedł do niego, burząc na chwilę ustalony porządek. Ale był gotów poświęcić się całkowicie, bo... Zrobił to przecież z miłości.
Gdy Xenophilius położył uspokajająco dłoń na jego dłoni, wszystkie wspomnienia wróciły. Nic mu nigdy nie zrobił, przeciwnie - razem stawiali czoło przeciwnościom losu, razem odpierali ataki osób, które postanowiły obrać ich sobie za cel. Bo byli inni, dziwni i nie pasowali do ich wyobrażenia o magicznym świecie. Młody Bell westchnął ciężko, luzując uścisk.
- Przepraszam - mruknął, gdy w końcu dotarło do niego, że przecież Lovegood aż tak by się nie zmienił. Jaki miałby cel w tym, by go pogrążyć? Nie był złośliwy, nie był też złym człowiekiem. Czemu w ogóle mu, Felixowi, przyszło do głowy, żeby go zaatakować? Odpuścił - puścił jego ubranie i nawet spróbował je wygładzić, bo okropnie je pogniótł. - Tak, to dobry pomysł. Znasz jakieś miejsce? Ja... Nie byłem tu odkąd opuściłem Hogwart. Nie wiem już, gdzie co jest i co się zamknęło a co otworzyło.
Kucnął i sięgnął po książki. To z jego winy kolega je upuścił - i chociaż nie mógł w pełni naprawić tego, że to jego wina, że Xenia wystraszył swoim zachowaniem, to mógł chociaż zebrać książki z ziemi.
- Nie chciałem cię wystraszyć. Nikt nie wie, że żyję - mruknął cicho, rozglądając się czy nikogo obok nich nie ma. Zdecydowanie rozmowa o tym, co się stało gdy zniknął, nie powinna być przeprowadzona na ulicy, gdzie każdy mógł usłyszeć każde jego słowo. A tych miał do wypowiedzenia bardzo dużo. Felix podał mu niepewnie książki. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który Xenophilius dobrze znał. To był jego uśmiech, ten charakterystyczny, nieco zakłopotany, ale sympatyczny. Felix też się aż tak nie zmienił. Chyba nie byłby w stanie zrobić mu krzywdy... Prawda? Po prostu się czegoś bał.
Gdy Xenophilius położył uspokajająco dłoń na jego dłoni, wszystkie wspomnienia wróciły. Nic mu nigdy nie zrobił, przeciwnie - razem stawiali czoło przeciwnościom losu, razem odpierali ataki osób, które postanowiły obrać ich sobie za cel. Bo byli inni, dziwni i nie pasowali do ich wyobrażenia o magicznym świecie. Młody Bell westchnął ciężko, luzując uścisk.
- Przepraszam - mruknął, gdy w końcu dotarło do niego, że przecież Lovegood aż tak by się nie zmienił. Jaki miałby cel w tym, by go pogrążyć? Nie był złośliwy, nie był też złym człowiekiem. Czemu w ogóle mu, Felixowi, przyszło do głowy, żeby go zaatakować? Odpuścił - puścił jego ubranie i nawet spróbował je wygładzić, bo okropnie je pogniótł. - Tak, to dobry pomysł. Znasz jakieś miejsce? Ja... Nie byłem tu odkąd opuściłem Hogwart. Nie wiem już, gdzie co jest i co się zamknęło a co otworzyło.
Kucnął i sięgnął po książki. To z jego winy kolega je upuścił - i chociaż nie mógł w pełni naprawić tego, że to jego wina, że Xenia wystraszył swoim zachowaniem, to mógł chociaż zebrać książki z ziemi.
- Nie chciałem cię wystraszyć. Nikt nie wie, że żyję - mruknął cicho, rozglądając się czy nikogo obok nich nie ma. Zdecydowanie rozmowa o tym, co się stało gdy zniknął, nie powinna być przeprowadzona na ulicy, gdzie każdy mógł usłyszeć każde jego słowo. A tych miał do wypowiedzenia bardzo dużo. Felix podał mu niepewnie książki. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który Xenophilius dobrze znał. To był jego uśmiech, ten charakterystyczny, nieco zakłopotany, ale sympatyczny. Felix też się aż tak nie zmienił. Chyba nie byłby w stanie zrobić mu krzywdy... Prawda? Po prostu się czegoś bał.