— Wyglądasz, jakbyś potrzebował towarzystwa i pomocy z zakupami — oznajmił, poklepując Norę po plecach, również po męsku. W obecnej sytuacji wyglądali bardziej, jak dziecko i rodzic, zwłaszcza biorąc pod uwagę wzrost kobiety, który nie zmienił się w tej tranzycji. Przejął część pakunków, co sprawiło, że oboje nie musieli nieść aż tak dużo. — Kiedy mówiłem o zmianie w twoich kartach, pani... panie Norbercie, nie spodziewałem się takich zmian. To celowe?
Zadał pytanie, gdy już ruszyli w stronę klubokawiarni. Na nieszczęście, dzień aż skłaniał do tego, aby wyjść z domu, na spacer, na lody czy to po nową, letnią kreację, gdy najdzie nieunikniony czas przyjęć w ogródkach i spotkań towarzyskich na świeżym powietrzu. Wszędzie na Alei Horyzontalnej oraz w pobocznych uliczkach przechadzali się czarodzieje, jedni mniej pośpieszni, inni jakby ich gonił Gobliny, domagające się spłaty należności za kredytowanie nowej miotły. Sam pewnie zatrzymałby się u krawcowej, podpytać jak jego zamówienie, gdyż nadal brakowało mu kilku czarnych elementów garderoby, gdyby nie sytuacja z przyjaciółką rodziny.
— Niech pani stawia stopy nieco bardziej na zewnątrz i wyprostuje się — szepnął. Nie chciał, aby miała problem z powodu zmiany. Chociaż pięć lat wcześniej zalegalizowano homoseksualizm (pod warunkiem że czyny homoseksualne będą się działy „prywatnie”), to nastroje polityczne nadal nie sprzyjały osobom o odmiennych preferencjach w kwestii miłości. Bardzo często osoby, które tylko podejrzewano, ze względu na manieryzmy, musiały się zmagać ze stręczycielstwem policji oraz uprzedzeniami. Oczyma wyobraźni już widział, jak drobny blondynek o dziewczęcej urodzie i ruchach, w którego przemieniła się lub została zamieniona panna Figg zostaje obdarzony bardzo przykrymi łatkami.
Morpheus nie miał z tym problemu, z dość prostokątną sylwetką i krokiem swojego ojca, prezentował się jak klasyczny czarodziej, któremu w głowie jedynie rozbierane kalendarze w czasopismach jedynie dla czarodziejów i nie było to udawane. Nigdy nie miał problemu z podejrzeniami w tym zakresie, nawet jeżeli więcej niż raz byłyby słuszne. On po prostu kochał, jeśli miał być szczery, zbyt wiele osób. Najgorszą częścią przemiany pani Figg było to, że jako mężczyzna nie kojarzyła mu się z czasami, gdy bawiła się z Brenną jako mały dzieciak w ogródku Wartowni. Mógłby ją podrywać w takiej formie bez większych oporów, podczas gdy oryginał stawiał przed nim pewne wyzwania w postaci zdrapanych kolan i cieknących smarków.