To był widocznie pierwszy raz, kiedy zaprezentowali się sobie w strojach wyjściowych. Ona w pięknej sukni, on w garniturze. Tristan dostrzegł rumieniec na twarzy Olivii, ale jego uśmiech nie chodził z twarzy. Podziękowała za komplement. On z kolei poczuł się trochę zakłopotany, nie wiedząc jak zareagować, kiedy to kobieta chwali jego wygląd. Zwykle jest na odwrót. Ale skinieniem głowy, podziękował jej. Robiąc to także w języku migowym. Proste słowo, które powinna umieć odczytać. Z uśmiechem, wyłapując jej słowa dotyczące pilnowania jego osoby przed innymi kobietami. Zależało jej na nim? Czy to był wstęp do niezauważalnej jeszcze jej zazdrości?
Pomógł zapiąć jej wisiorek. Dotykając delikatnie jej ramienia, jakby chciał poinformować, że prośbę spełnił. Ale wtedy też, kiedy się odwróciła, stała bardzo blisko jego osoby. Mógł ją objąć. Przytulić. Mógł się pochylić i pocałować. Mógł. Ich spojrzenie na dłuższą chwilę zastygło wpatrując się w oczy drugiego. Jakby próbowali rozmawiać spojrzeniem. Myślami. Uczuciami. O czym myślała? Czy też pragnęła tego samego co on?
Dotknęła jego marynarki, udając, że coś strzepuje. A może i tam coś było. Może nie. Między nimi zapanowała spokojna cisza. Przerywana deszczem za oknem. Czy to był ten moment, kiedy może to on powinien zacząć? Gdyby mógł mówić, powiedziałby. Ale niestety zmuszony był posługiwać się czynami, gestami. Mógł zaryzykować pocałunkiem. Zauważył, że Olivia uchyliła usta. Chciała coś powiedzieć? Pozwoliłby jej. Coś jednak musiało im tę chwilę przerwać.
Podobnie jak Olivia, Tristan także podskoczył jak obudzony gwałtownie ze snu. Od razu spojrzał w kierunku dźwięku. Poczuł ulgę, kiedy okazało się, że była to sowa.
Skinął głową w zgodzie na słowa przyjaciółki i podszedł do okna, aby otworzyć i wpuścić zwierzę na parapet wewnętrzny pomieszczenia. A że wiało i lało, zamknął okno z powrotem. Nieprzyjemna pogoda zrobiła się na zewnątrz.
Kiedy Olivia zajęła się ubieraniem butów i zgarnięcia swojej torebki, Tristan odebrał paczkę z listem od sowy, zapoznając się z zawartością. Pierw jednak wysuszył zaklęciem zmoczony papier. Mając nadzieję, że tusz nie rozmył się. Dostali świstoklik i zaproszenie. Olivia to widząc już miała do niego pretensje? A powiedziała mu, o której jest to przyjęcie? Westchnął, na zasadzie takiej, że nie miał przecież pojęcia o ustaleniach godziny przyjęcia. A dla świętego spokoju, z powodu braku już czasu, kiwnął jej głową na zgodę "tak, tak, będę gasić światło albo pukać do drzwi".
Sowę wypuścił przez okno i kiedy wyleciała, zamknął skrzydło. Upewnił się, że wszystko ma. Różdżką zamknął drzwi frontowe, aby nikt nie planował wejść do tego domu, gdyż zostawiali tutaj swoje prywatne rzeczy. Po czym schował różdżkę wewnątrz marynarki. Miał tam specjalną dla niej kieszeni. Zaproszenia schował do wewnętrznej kieszeni marynarki, z drugiej strony. Jeżeli Olivia była gotowa, użyczył jej ramienia. A następnie, mogli dotknąć przedmiot, jaki był świstoklikiem, aby przeniósł ich tam, gdzie miało odbyć się przyjęcie. Oby zadbano o stosowne zadaszenie w taką pogodę.