Na to już nie odpowiedział, bo musiałby przyznać na głos, że Nora stała się bardzo przystojnym młodzieńcem, zwłaszcza jej oczy dostały specyficznego uroku w nieco ostrzejszej oprawie, a zadarty nos zadziorności kogoś, kto rzuca się z gołymi pięściami na pierwszą oznakę niesprawiedliwości. Z łatwością wyobraził sobie ją w spodniach z szelkami, koszuli z podwiniętymi rękawami, szukającą guza przy barach, pomimo że absolutnie nie pasowało to do roześmianej panny Nory i jej charakteru. Zabawne skojarzenia, których nie potrafił nigdzie przypisać.
— Ludzie mają różne pomysły na siebie, a magia to często umożliwia. Rozumiem. — Skinął głową pani Eccleston, z którą dawno temu pracował, jeszcze w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów, nad archiwizacją pewnej bardzo zawiłej i obszernej sprawy, nie zwalniając kroku. Kobieta oddała pozdrowienie, nawet nie zerkając na Norę i wracając do przeglądania klatek z sowami w celu zakupienia jednej. Obecność drugiej osoby rozpraszała uwagę od czarodziejki, która padła ofiarą nieprzyjemnej klątwy, więc Figg mogła nieco odetchnąć, bo Morpheus okazał się być zarówno zbawieniem, jak i przekleństwem. Zbawieniem, bo dwie osoby zawsze mniej przykuwają uwagę, niż pojedyncza, zwłaszcza z taką ilością pakunków, ale przekleństwem, bo zadawał dziwne pytania, oczywiście, przyglądał jej się bez mrugania oraz musiała liczyć na jego słowność w byciu Niewymownym, aby nie zdradził nikomu tej historii, a przecież nie znali się aż tak dobrze.
— Jestem przekonany, że z... Pana... Stopami wszystko jest w porządku. Chodzi o krok. Chodzi pan zbytnio jak kobieta. To zwraca uwagę.
W czasach swojej młodości, kiedy jeszcze nie był pewien kim jest i szukał własnej tożsamości, Morpheus dużo eksperymentował. Ten element Gryfońskiej odwagi, który niemal przyporządkował go do domu Godryka, a nie do Ravenclawu, w którym ostatecznie skończył, pozwolił mu na szalone eskapady z nutką szaleństwa i sprawiły, że umiał chodzić na obcasach. Lepiej nie było go jednak pytać o ten czas, bo czerwony na uszach opowie jakieś wierutne kłamstwo pokroju tych, którymi zbywał pytania o Komnatę Tajemnic.
— Zgaduję, że już pan wie, co sprawiło tę zmianę i jak ją wyleczyć, stąd tak ekscesywne zakupy bez pomocy? — częściowo źle założył Morpheus, gdy skręcali jeszcze bardziej zatłoczoną Pokątną, na której znajdowała się Klubokawiarnia.