13.01.2024, 12:41 ✶
Jednakże Xenophilius nie miał powodów do atakowania, nawet słownego. Stał nieruchomo z rękoma uniesionymi, gdyż to on w tej chwili był ofiarą. Unikał jakichkolwiek walk i przemocy. Nawet jak przyszło mu żyć w tych trudnych czasach. Kolega jednak twierdził, że z nim nie dzieje się nic złego. No jasne. Tylko miał inny sposób witania się po latach zniknięcia i milczenia.
Dotknąwszy dłoni Felixa, Xenio nawet ostrożnie poklepał, jakby przez ten gest chciał mu powiedzieć ”już dobrze, dobrze”. Nie było powodów do paniki i obaw. Ale zarejestrował fakt rozglądania się. Dlatego zaproponował udanie się w inne miejsce, jeżeli mieli porozmawiać i jeżeli Xenio chciał dowiedzieć się, dlaczego Felix zachowuje się dziwniej od niego.
- W porządku.Przyjął przeprosiny. Bell musiał chyba zbyt dużo przejść w ostatnich latach, skoro reagował gwałtownie. Ciekawe czy innych kolegów i koleżanki też tak wita.
Puścił go i jeszcze poprawił mu koszulę. Miło z jego strony.
- Coś znajdziemy. Skoro nie chcesz rzucać się w oczy. Tylko w takim wypadku, co tutaj robisz?
Zapytał przy okazji, obserwując jak Bell zbiera jego książki z chodnika. Odebrał je, słysząc po chwili wyjaśnienie swojego zachowania.
- Ja już wiem.
Potwierdził i posłał mu lekki uśmiech. Cieszył się z tego spotkania. Kolega ze szkoły żyje i nie jest duchem. Dopiero dotarło do niego, że mogą już ruszać, więc sam się rozejrzał i zdecydował wtedy nie wychodzić na główną ulicę, ale cofnąć się, aby znaleźć jakieś miejsce, gdzie mogliby w spokoju porozmawiać.
- Preferujesz cichy kąt w jakimś barze, kawiarni, czy wolisz bardziej schowane miejsce?
Zapytał, aby wiedzieć, gdzie mógłby Felixa zabrać. Bar czy kawiarnia wchodziły w grę, mając na tyłach, albo z boku pomieszczeń jakieś samotne stoliki, z dala od okien. Mogli także udać się w jakiś otwarty teren w postaci parku i samotnie posiedzieć pod drzewem. Ewentualnie zatrzymać w jakiejś samotnej uliczce, między budynkami, do której jedynie zaglądają koty w poszukiwaniu jedzenia. Ewentualnie wejść w jakieś zaplecze innego budynku. Do siebie czy do wydawnictwa nie mógł kolegi zabrać.