Skrył się za ladą, gdy wszystko przygasło. Nie dosłownie, bo ogień rozprzestrzeniał się coraz bardziej, hucząc. Ktoś próbował go ugasić, odpalił gaśnicę i wtedy rozbłysło kolejnie zielone światło. Biały duszący dym, ogień, ludzie kryjący się za stolikami. Morpheus widział przed sobą mężczyznę, który jeszcze chwilę temu ekscytował się tym, co na ekranie, a teraz leżał przed nim, szklane spojrzenie utkwione w jego twarzy, bez życia, ale z wyrzutem.
— Taś taś zdrajco, nie ochraniaj tych szmat, a może nic ci nie zrobię... — powiedział jeden z zamaskowanych, którego nie objął czar Longbottoma, jego głos zniekształcony przez strój nie do rozpoznania. Morpheus zadrżał, włoski stanęły mu na karku w przerażeniu. Ścisnął mocniej różdżkę w dłoni, przyłożył ją pionowo do czoła. Teraz, teraz potrzebował Marsa, boga okrutnego wojny. Nie, potrzebował Ateny, patronki wojny w słusznej sprawie.
— Bryward 13, trzech śmierciożerców, bar pełen mugoli — powiedział cicho do portreciku. Dama na nim, w klasycznej spiczastej czapce, z bardzo zaciętą miną, podkreśloną przez trzy blizny po szponach jakiegoś potwora na policzku, zniknęła z niego, aby poinformować drugi swój portret, który wisiał w biurze brygady uderzeniowej Ministerstwa Magii. Morpheus liczył, że znajdą się, aby mu pomóc najszybciej jak się da, zaklęcie wstrzymania nie potrwa zbyt długo.
— Tu jesteś.
Morpheus zamknął oczy. Ktoś rzucił w śmierciożerce kuflem, rozbite szkło leżało wszędzie. Ateno o stalowoszarych oczach i stałym spojrzeniu, bogini, która widzi całe pole bitwy, która zna każdego żołnierza, która szepcze do ucha każdego generała, która słyszy każdego, kto trwa w domu i czeka na wieści z nadzieją i lękiem oraz desperackimi modlitwami, wzywam cię. Ateno, bogini, która doskonale zna wojnę i wszystko, co powoduje, usłysz moje modlitwy, usłysz słowa tego, którego wiara jest pelna. Wziął głęboki wdech. Dobrze, że tamten chłopak zdążył uciec.
Skupił się na magii i rzucił szybko zaklęcie ochronne na resztę mugoli, na co w odpowiedzi otrzymał tylko okrutny rechot. Zaklęcia trafiały w barierę, jeden za drugim, a Morpheus nie miał dość siły, aby utrzymać ją samemu przeciwko trójce.