• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence

[28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#5
13.01.2024, 22:31  ✶  
Obie opcje były bardzo prawdopodobne. Bulstrode potrafiła przerazić każdego, a Cameron nie należał do jej największych fanów, ale nie chciał też jej podpaść. Dosyć łatwo było więc podsunąć mu fałszywe informacje dotyczące tego, jak mógłby wpaść w jej łaski. "Pani Bulstode to pedantka, więc korytarze muszą być nieskazitelnie czyste! Zwykłe domowe zaklęcia nie dadzą tu rady!" - takie słowa wystarczyłyby, aby Lupin spędził dziewięćdziesiąt procent swojego dyżuru, szorując podłogę w tym samym miejscu po raz dziesiąty. W tym wypadku pewnie było całkiem blisko tego stanu rzeczy. Nawet jeśli przy okazji mamrotał pod nosem przekleństwa, nie rozumiejąc, czemu akurat jemu przypadła taka robota.

— Uff — odetchnął z ulgą, gdy okazalo się, że jednak nie będzie musiał szukać dodatkowych narzędzi. No i kamień spadł mu z serca, że być może niczyja krew nie użyżni tej nocy przyszpitalnego ogródka. — T-t-tak się cieszę! N-n-naprawdę!

Niektórzy mogliby wysnuć tezę, że większość lekarzy zaliczała się do grona powolnych introwertyków. Chociaż na sali operacynej to zdecydowane działanie ceniło się ponad mędrkowanie, tak nie można było zaprzeczyć, że sposób i rozeznanie były równie kluczowe w pracy uzdrowicieli. Cameron lubił myśleć, że za parę lat tak właśnie będzie wyglądała jego praca. Stanie się na tyle obyty z procedurami, standardowymi zabiegami, dawkowaniem mikstur i eliksirów i dokumentacją medyczną, że stres związany z codziennymi obowiązkami służbowymi odejdzie w zapominanie, ustępując miejsca rutynie. Będize mógł powoli przechadzać się po szpitalu, wiedząc, że ''tylko spokój może ich uratować''. Zwolni i będzie, jak ten przysłowiowy żółw, który wygrywa z rozpędzonym królikiem.

Widząc Florence przemierzającą korytarze szpitala, wątpił, aby kiedykolwiek mógł wygrać z królikiem jej pokroju. Gnała od sali do sali, skupiona na swoim celu. Czas, który Cameron wykorzystałby na opracowanie różnych rozwiązań, przemyślenie możliwych scenariuszy ona poświęcała na to, aby dotrzeć jak najszybciej na miejsce. Konsekwencjami będziemy martwić się później, pomyślał zdezorientowany Lupin, nie zatrzymując się jednak. Zostawienie kobiety w tym stanie mogło skończyć się gorzej niż współuczestniczenie w... Czymkolwiek było to coś, co Bulstrode planowała zrobić ze swoją ofiarą.

— Cz-czyli to nie byłby P-pani pierwszy raz? — wymsknęło mu się niespodziewanie. Gdy tylko wypowiedział te słowa, przytknął sobie dłoń do ust.

Momentalnie pożałował tego, że po prostu nie pokiwał głową i nie uciekł wzrokiem w bok. Nie było to zbyt uprzejme, aczkolwiek biorąc pod uwagę, że jeszcze chwilę temu sądził, że pomaga w morderstwie... Ta uwaga nie była całkiem nie na miejscu. Z innej jednak strony, czy faktycznie chciał wiedzieć, czy Florence już kiedyś przytafił się przypadek, że musiała się kogoś po kryjomu pozbyć.

— Prze-p-p-praszam — wymamrotał, czerwieniąc się na twarzy. — Proszę... Proszę n-nie o-odpowiadac.

Wyprostowany jak struna w gitarze, powodził wzrokiem od Bulstrode po drzwi. Czy musiała stawiać go w takiej niezręcznej sytuacji? Nie mogła po prostu uznać tego za typowe narzekania młodziaka? Niee, oczywiście, że nie! Bo po co. Lepiej było wyciągnąć Camerona na środek metaforycznej sali i powiedzieć mu, że skoro jest taki mądry, to nieech próbuje. Decyzja została wręcz za niego podjęta.

— J-jak ktoś mówi, żeby się nie krępować, to p-p-potem się okazuje, że jest t-to sytuacja, w której cz-człowiek wręcz p-powinien się k-k-krępować — mruknął, podchodząc powoli do drzwi. Wbił nieufny wzrok w klamkę. — Jeśli się nie okażą aż tak dobre, t-t-o mam nadzieję, że m-m-moje u-ubezpieczenie jest lepsze.

Mina chłopaka stała się jeszcze bardziej skwaszona, gdy po drugiej stronie drzwi rozległo się niepokojące dudnienie, jakby coś głucho uderzyło parę razy o podłogę. Może pająk strącił stare kartony z wyższych półek? Cóż, już za moment miał się przekonać... Cameron nacisnął klamkę, a zamek puścił, sprawiając, że młody czarodziej stanął oko w oko ze swoim najgorszym strachem. Zamrugał zdziwiony, gdy w środku nie ujrzał pajęczaka-giganta, a zamiast tego Florence Bulstrode, która... nie do końca wyglądała jak Florence Bulstrode.

Kobieta była ubrana w ten sam uniform Szpitala św. Munga co zwykle, miała identyfikator przypięty do kieszeni płaszczyka medycznego, ale wydawała się też poważniejsza od swojego oryginału. Jej rysy twarzy były ostrzejsze, oczy ciemniejsze, kąciki ust opadały ku ziemi, dając tym samym wrażenie, że Florence jest zdegustowana i z trudem powstrzymuję gromadzące się w niej niezadowolenie. Włosy miała upięte w estetyczny kok. Najgorsze jednak było to, że w jednej dłoni miała banana z naderwaną skórką, w drugiej igłę i minizestaw do szycia.

Najgorszy koszmar Camerona z czasów szkoleń przed-stażowych. Na początku w ogóle nie radził sobie z ręcznym szyciem ran. Szkoła przyzwyczaiła go do tego, że takie typu zabiegi można było oddelegować magicznej różdżce; wystarczyło machnąć parę razy, a szwy same robiły swoją robotę. Pierwsze szkolenia były jednak bardziej wymagające: oczekiwano, że stażyści będą umieć sobie poradzić nawet bez magii. Może na wypadek jakichś zaburzeń magicznych lub, gdy nie będą w stanie opanować magicznej energii?

Kopia Bulstrode nie musiała nawet się odzywać. Wystarczyło to spojrzenie, ta gestykulacja, te ruchy ciała świadczące o tym, że w najmniejszym stopniu nie jest zadowolona ze swojego studenta. Cameron cofnął się o krok, a potem o kolejny, sparaliżowany strachem... Szycie ran i Florence Bulstrode zmieszane w jedno: gorzej już się chyba nie dało trafić. Najgorsze było to, że kompletnie się zaciął i nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Ba, nawet nie wiedział, co miałby powiedzieć. Co to do cholery jasnej miało w ogóle być?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (2746), Florence Bulstrode (1901)




Wiadomości w tym wątku
[28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence - przez Cameron Lupin - 04.01.2024, 00:20
RE: [28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence - przez Florence Bulstrode - 04.01.2024, 12:01
RE: [28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence - przez Cameron Lupin - 07.01.2024, 23:24
RE: [28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence - przez Florence Bulstrode - 08.01.2024, 17:25
RE: [28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence - przez Cameron Lupin - 13.01.2024, 22:31
RE: [28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence - przez Florence Bulstrode - 14.01.2024, 11:18
RE: [28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence - przez Cameron Lupin - 20.01.2024, 03:20
RE: [28/06/1972] Każdy ma jakiegoś bogina w szafie || Cameron & Florence - przez Florence Bulstrode - 20.01.2024, 14:29

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa