Liczne, obce towarzystwo. Pokazywało jednak jak duże zainteresowanie było zabawami terenowymi. Co nawet samego Tristana zaskoczyło. I pomyśleć, że pewnie nie byli to wszyscy. A może to byli, tylko przemieszczali się po całej sali, nie zajmując swoich miejsc przy stole? Tak można było wywnioskować.
Na słowa Olivii, Tristan uśmiechnął się w odpowiedzi. Miał bardzo dobry wzrok i spostrzegawczość. Inaczej nie mógłby być aurorem. Ale kto wie. Podeszli w końcu do stolika, gdzie to Olivia przywitała się słownie, ale on jedynie skinął głową. Uścisnął dłonie każdej z powitanych osób, którzy się przedstawiali. Jeżeli o nich chodziło, Olivia musiałaby sama ich przedstawić. Co z tego, że mogło to leżeć w jego obowiązku, skoro był niemową. Wierzył, że przyjaciółka da sobie radę. Był przy niej. W przeciwieństwie do Pana Anthony’ego, Tristan nie całował kobiet po dłoniach. Choć może kultura tego wymagała, wolał być dyskretny, zdystansowany? Jakoś tak.
Wiedzieli już, z kim przyszło im siedzieć. Młodzi ludzie i jedno starsze małżeństwo. Łatwo było zauważyć, kto uwielbia dużo mówić. Więcej niż jego przyjaciółka. Nie to jednak było dla Tristana zaskoczeniem, ale i wspomnienie o kolejnej nagrodzie. Tutaj Tristan pokręcił głową, że nie miał o tym pojęcia i spojrzał na Olivię. Ona też nie wiedziała. Miał tylko nadzieję, że nie będzie konieczne wykonywanie kolejnych zadań i to przy wszystkich. Nie musieli wiedzieć o ich problemach.
Zanim usiedli, Tristan niczym dżentelmen odsunął krzesło Olivii i przysunął, aby mogła usiąść. On zaś zajął swoje miejsce obok niej. Słuchał wymianę zdań. Podobnie jak przyjaciółka, wędrował wzrokiem od osoby do osoby. W pewnym momencie poczuł dotyk i uścisk dłoni. Spojrzał na Olivię. Wspomniała o tym, że może by coś na talerze nałożyć, ale nie dokończyła. Pojawiła się najwyraźniej partnerka pana Anthony’ego. Podekscytowany facet, że ma przyjemność towarzyszyć młodszemu pokoleniu. Tristan skinieniem głowy powitał panią Grace i spojrzał na Olivię. Zauważył u niej zmianę. Była cicha. Gdyby nie ta wada mowy, umiałby włączyć się do towarzystwa. Kontynuować rozmowy. Ale nie mógł. Mógł tylko słuchać. To wewnętrznie bolało. Ulżyłby tym swojej towarzyszce.
Przełożył swoją dłoń, na dłoń Olivii, chcąc dać jej znać że będzie dobrze. Zaraz wstanie i przyniesie jej coś do jedzenia. Lecz słysząc w pewnym momencie o książkach, ponownie na nich zawiesił wzrok. Grace, Anthony. Rzucił spojrzeniem na ich winietki. Cattermole. Już ich kojarzył. Zamówienia z Esów i Floresów dla państwa Cattermole. Kojarzył ich z widzenia. Rzadko bywali ale często ktoś z rodziny odbierał dla nich zamówienia. Albo kupował. Miało to sens. Olivia jako mały mol książkowy, też mogłaby znaleźć z nimi jakiś język.
Ward wyłapał spojrzenie Quirke, która wskazywała gestem głowy na kieliszek, wino i spojrzała ponownie błagalnie. Kiwnął jej na zgodę. Zrozumiał. Nauczył się czytać mowę ciała i gesty. Kulturalnie wstał, sięgnął po butelkę białego wina, otworzył i nalał jej, a następnie sobie. Po czym zamknął i odstawił. Chyba, że ktoś z towarzyszy przy stole sobie zażyczył, to uzupełnił, posyłając życzliwy uśmiech. Zajął ostatecznie swoje miejsce, wyjmując notes z kieszeni. Pod stołem, otworzył na pustej stronie i zaczął w nim pisać lewą ręką.
”Anthony i Grace, Cattermole. Bywali u mnie w księgarni. Kojarzę ich z widzenia. Nie wiem czy będą mnie pamiętać. Nie obsługiwałem ich. Przygotowywałem zamówienia dla nich.”
Dyskretnie pokazał Olivii. Aby była trochę w temacie. Jeżeli przeczytała, odwrócił kartkę i napisał, nową treść.
”Przyniosę nam coś do jedzenia. Co chcesz? Żeby nie było, że siedzimy i tylko pijemy.”
Zapytał i czekał na jej odpowiedź. Słowną, albo pisemną. Jak wolała. Mogli nawet razem wstać i podejść do stołu szwedzkiego. Czy zdążą? Nie wiedział kiedy całe to rozpoczęcie się zacznie. Ale bezpieczniej byłoby, jakby ona została przy stole i pilnowała ich miejsc i napojów. Obce otoczenie, nie wiesz kto jest wrogiem a kto przyjacielem.