Oddychała szybko, nierówno, próbując się uspokoić. Beznadzieja tej sytuacji była taka, że nie chciała nigdy być na przodzie, chciała stać z tyłu, opatrywać rany, warzyć eliksiry. Chciała uniknąć bezpośredniej walki, ale najwyraźniej nie było to możliwe. Podziwiała Brenne, że potrafiła tak szybko działać, że potrafiła myśleć w takiej sytuacji bardziej logicznie niż ona sama. Skuliła się, gdy odłamki spadły na nie po tym jak mężczyzna(?) cisnął kolejny czar i rozwalił kolejne półki. Wzięła głęboki oddech i zamknęła na sekundę oczy. Wychyliła się zza biurka z drugiej strony i machnęła różdżkę, aby przenieść jeden z regałów na przeciwników. W translokacji też była dobra, często używała tego rodzaju czarów do przenoszenia różnych rzeczy w jej otoczeniu, a w szkole zawsze była otoczona ogromem ciężkich ksiąg, więc wyćwiczyła się w tych zaklęciach, aby nie korzystać ze swojej siły, której nie miała.
Schowała się szybko z powrotem przyciskając do siebie różdżkę i zerkając na Brenne. Właśnie zrzuciła na człowieka regał z książkami. Po prostu. Rzuciła w nich regałem. Martwiła się, że mogła komuś zrobić krzywdę, a jej mózg zapominał, że jeden z nich chwilę temu rzucał w jej przyjaciółkę zaklęciem niewybaczalnym. Zrobiło jej się niedobrze, ale powstrzymała się przed wymiotami.
Rzut