Uśmiechnęła się pod nosem. No tak. Gdzieś z tyłu głowy miała te ich wszystkie spotkania, które nigdy nie były złe. Może ze dwa skończyły się przykrymi słowami, ale byli wtedy dziećmi. Powtarzali słowa rodziców, ich poglądy, uczyli się nowego postrzegania rzeczywistości, a zwłaszcza Augustus. Zetknięcie z Aveliną zapewne namieszało mu w głowie, a ona nawet nie była tego świadoma, że wyrywała go ze stałości jakie dawało mu towarzystwo osób z jego otoczenia. Nie raz wspominała jego słowa o szlamie, o tym jak niestosownie odezwał się do Lorraine, a jednak nie zerwała z nim przyjaźni, znajomości, nie zareagowała odpowiednio szybko, aby wyrzucić go z głowy.
– Nie, nie byłam – odparła krótko. Po opuszczeniu przez niego Hogwartu, Ave wpadła z delikatny marazm. Napisała do niego ogrom listów, których nigdy nie wysłała. Opisywała w nich swój dzień, opowiadała o tym z czym sobie nie radziła i jak bardzo go nienawidziła, że ją tak porzucił, że się do niej nie odezwał, a nazywał ją swoją przyjaciółką. Przyjaciół się nie porzuca, nie zostawia, nie rani, a on… albo ona zrobiła wszystko, aby Rookwood się do niej nie odezwał. I żyłoby się jej o wiele lepiej, gdyby nigdy do niej nie wrócił, gdyby spotkała jakiegoś naprawdę porządnego faceta.
– Może już wracajmy? – zapytała zatrzymując się. Spojrzała na niego i westchnęła ciężko – Śmierdzisz rybą, chcesz… wpaść do mnie i się odświeżyć? Żeby twoja rodzina nie zadawała jakichś niewygodnych pytań… – odparła.
Jeśli się zgodził przeniosła się do swojego mieszkania. Pozwoliła skorzystać mu ze swojej łazienki, a sama usiadła na krześle w kuchni wpatrując się pusto w przestrzeń. Czuła jak wszystko w środku niej wręcz płonie żalem i tą głupią tęsknotą. Jak mogła w ogóle pomyśleć, że to spotkanie będzie normalne? Chciało jej się płakać, ale póki Augustus był w jej domu nie mogła tego zrobić. Nerwowo ruszała nogą i zdecydowała się napisać szybko krótką wiadomość do Olivii. Jeśli nie spotka się z nią to zrobi dzisiaj coś głupiego, o ile zaraz to się nie stanie. Zagryzła boleśnie wargę i czekała, aż w końcu ten przeklęty człowiek opuści jej dom. Pożegnała się z nim krótko, na dystans, starając się nie dopuścić do tego, aby ją dotknął. Gdy tylko zniknął sama wpakowała się pod zimną wodę, aby ochłonąć i najzwyczajniej w świecie się rozpłakać.