Avelina zawsze doceniała jej ciepło, które wokół siebie roztaczała. Zawsze jednak starała się być też dla niej wsparciem. W końcu od tego była rodzina, a przede wszystkim przyjacielem. Zawsze określała siebie mianem jej przyjaciółki, chociaż miała wrażenie, że i tak poświęcała jej za mało czasu. Starała się ją odwiedzać w Klubokawiarni, starała się pomagać jak tylko mogła, ale zawsze czuła, że to nie było wystarczające.
– Z krzaczka też są dobre. Pamiętam jak babcia na mnie krzyczała, gdy jej w wakacje podjadałam truskawki – zaśmiała się szczerze i nie czekając w sumie dłużej zaczęła przygotowywać miejsce do pracy. Rozdzieliła nawet truskawki na dwie miski, aby sobie nie przeszkadzały rękami, gdy będą sięgać po nie. Zrobiła miejsce na odpadki, a od Nory wzięła nożyk, którym zaczęła powoli odkrajać szypułki. Znowu się zaśmiała z komentarza Nory – trudniej byłoby je ściągnąć ze ściany – zauważyła unosząc lekko jedną brew z rozbawieniem na twarzy. Spokój i sielanka. Tego jej brakowało.
– Dawaj wino – rzuciła na jej propozycje. Tak czy siak na pewno skończą pijąc, więc po co ograniczać to w czasie. – Ja się zabiorę za te truskawki, a ty przygotuj te szklanki – dodała jeszcze, aby Nora czasem nie stresowała się tym, że Ave rwała się do roboty. Potrzebowała się czymś zająć, nie od dziś było widome, że dziewczyna była pracoholikiem.