Rookwood posiadał ambiwalentny stosunek do Doliny Godryka. Utożsamiał to miejsce wyłącznie z sabatami, z dokonanym przez siebie i pozostałych popleczników Czarnego Pana oraz niepokojącym zjawiskiem, jakiego doświadczył wraz z młodszym synem podczas poszukiwania drogi prowadzącej na bazar Lovegoodów oraz napadu paniki Augustusa na widok świń. Jeszcze dochodziły do tego tajemnicze potwory, zaburzenia działania magii i teraz ta próba morderstwa dokonana przez jeszcze przebywającego na wolności napastnika. Dolina Godryka nie stanie się drugim Little Hangleton pomimo wystąpienia tych wszystkich następstw dokonanego podczas Beltane zamachu terrorystycznego.
Na szczęście dla Rodolphusa idący obok niego Chester w tym momencie nie czuł potrzeby otwierania ust i przerwania w ten sposób panującej między nimi ciszy. Gdyby Lestrange'owi towarzyszyła pieprzona Brenna Longbottom to najpewniej ona zagadałaby go na śmierć. Dobrze wiedział, że Longbottom potrafiła być mocna w gębie i bardzo wkurwiająca pod wieloma względami. Na upartego można było sprowadzić to wszystko do faktu samego jej istnienia i dopiero potem rozbić to na czynniki pierwsze. Pomimo czystej krwi płynącej w ich żyłach, członkowie tej konkretnej rodziny powinni podzielić los Derwina, zwłaszcza ci pracujący w Departamencie Przestrzegania Prawa.
Rookwooda nie interesowała większość ludzi - tych wracających z pracy do domów i idących do pracy na drugą zmianę starał się ignorować. Wielu z ich mogło być mugolami albo mugolakami. Chciał mieć z nimi jak najmniejszą styczność i zarazem dotrzeć jak najszybciej do tamtej uliczki z zaułkiem, w którym dokonano próby morderstwa. Do jego uszu dotarły jednak strzępki rozmów dotyczących tego incydentu. On będzie mieć sporo roboty, podobnie jak Amnezjatorzy. Będzie trzeba rozwiązać to sposobem, aby ściągnąć tych wszystkich świadków tego zdarzenia i osoby posiadające jakiekolwiek informacje w jedno miejsce. Chester również dostrzegł tę grupę dzieciaków próbujących dojrzeć plamy krwi. To nie było miejsce dla dzieci. Jako ojciec sobie mógł pogratulować tego, że cała jego trójka dzieci została przyzwoicie wychowana i nie byłoby ich w pobliżu miejsca zbrodni.
Zadowalające było, że w tym momencie nikt się nie pchał do środka tego zaułka. Nie oznaczało to, że ktokolwiek mógł to zrobić wcześniej. Obecność gapiów nie była mu na rękę, praca bez pomocy magii była daleka od wygodnej i stała blisko pracy mugoli. Musiał pozbyć się tych smarkaczy... bez użycia magii.
— Miejmy to już z głowy. — Mruknął w odpowiedzi na słowa swojego towarzysza. — To nie miejsce dla was, wracajcie do domów. — Rzucił w stronę dzieciaków, niejako odwołując się do swojego autorytetu. Przeszedł zrobionym przez nich przejście i zaczął samemu rozglądać się po tym zaułku.
Rzucam na percepcję
Sukces!
Akcja nieudana