14.01.2024, 12:29 ✶
- Najwyraźniej jestem głupi, okej? - mruknął, odruchowo sięgając dłonią do włosów. Podrapał się po głowie, mierzwiąc czuprynę jeszcze bardziej, a potem westchnął. No właśnie, co on tu robił? Wiedział, że przychodzenie tutaj było niezwykle ryzykowne, ale z jakiegoś powodu postanowił wleźć prosto w paszczę lwa. Może liczył, że go nikt nie rozpozna? A może po prostu nie myślał? Już w Hogwarcie często mu to się zdarzało, najwidoczniej pod tym względem się niewiele zmienił. - Taa, ty wiesz.
Felix nie wyglądał na zachwyconego z tego powodu, ale w gruncie rzeczy lepiej że trafiło na Xenia, niż kogokolwiek innego, prawda? Przykładowo na jednego z tych chłopaków, którzy go dręczyli w szkole. Wtedy zwykła rozmowa by nie pomogła, ale z drugiej strony czy w ogóle by go rozpoznali po tylu latach? Istniała duża szansa, że nie, że po prostu przeszliby obok i nawet nie zwróciliby na niego uwagi. Bell westchnął.
- Obojętnie, tam gdzie nie będzie za dużo osób, wolałbym ograniczyć liczbę ludzi, którzy wiedzą, że nie zginąłem - mruknął, pocierając tym razem dla odmiany kark. - Lepiej schowane. Jeżeli chcesz wiedzieć wszystko, to będzie długa historia.
Zdecydowanie wolałby stąd wyjść i zapomnieć o wszystkim, ale musiał kupić jeszcze kilka rzeczy. Ale... Nie, to było zbyt ryzykowne - skoro już teraz, tak rano, spotkał kogoś znajomego, to pchanie się dalej w Pokątną byłoby skrajną głupotą. Wyśle potem Jima albo kogoś innego, najlepiej z listą zakupów. Kogoś kto umie liczyć i być może się targować. Felix rozluźnił się nieco i klepnął kolegę w ramię.
- To prowadź, ale ostrzegam że będzie to ckliwa i pełna łez historia - trochę wrócił mu humor, zdecydowanie w tej chwili przypominał dawnego siebie. - Więc mam nadzieję, że masz chusteczki.
Felix nie wyglądał na zachwyconego z tego powodu, ale w gruncie rzeczy lepiej że trafiło na Xenia, niż kogokolwiek innego, prawda? Przykładowo na jednego z tych chłopaków, którzy go dręczyli w szkole. Wtedy zwykła rozmowa by nie pomogła, ale z drugiej strony czy w ogóle by go rozpoznali po tylu latach? Istniała duża szansa, że nie, że po prostu przeszliby obok i nawet nie zwróciliby na niego uwagi. Bell westchnął.
- Obojętnie, tam gdzie nie będzie za dużo osób, wolałbym ograniczyć liczbę ludzi, którzy wiedzą, że nie zginąłem - mruknął, pocierając tym razem dla odmiany kark. - Lepiej schowane. Jeżeli chcesz wiedzieć wszystko, to będzie długa historia.
Zdecydowanie wolałby stąd wyjść i zapomnieć o wszystkim, ale musiał kupić jeszcze kilka rzeczy. Ale... Nie, to było zbyt ryzykowne - skoro już teraz, tak rano, spotkał kogoś znajomego, to pchanie się dalej w Pokątną byłoby skrajną głupotą. Wyśle potem Jima albo kogoś innego, najlepiej z listą zakupów. Kogoś kto umie liczyć i być może się targować. Felix rozluźnił się nieco i klepnął kolegę w ramię.
- To prowadź, ale ostrzegam że będzie to ckliwa i pełna łez historia - trochę wrócił mu humor, zdecydowanie w tej chwili przypominał dawnego siebie. - Więc mam nadzieję, że masz chusteczki.