Morpheus nauczył się, co to znaczy ból miłości i dlatego odrzucił ją na swój własny sposób. Jego uczucia pchały go do ekstremów, więc nimi się żywił, intensywnymi uczuciami, które rezonowały w kościach, zakochiwał się na jedną noc, na zabój, aż pot nie ostygł na ciele. Wraz z brzaskiem, odrzucał to, co mogło powstać, co mogło zakwitnąć, ścinał pąki róży, niż więcej niż promień czerwieni przebłyskiwał przez zieloną otulinę. Wytresował sam siebie, jak charta, szybkonogiego wyżła, aby to łowy przynosiły mu największą satysfakcję. Nie potrzebował nawet pocałunku, wystarczyła emocjonalna szarpanina, rozgrywająca się w jego głowie i podbrzuszu. Cielesny finał należał jedynie do przyjemnych bonusów, jak szampan podczas wernisażu.
On jednak pił gin.
— Współcześni za mało wchodzą w interakcję z poezją i sztuką, zwłaszcza naukowcy, zupełnie jakby jedno nie należało do drugiego. Przecież jednak to właśnie akt kreacji jest najbliższy stania się bogiem, czy to gdy oczy otwierają się na nowe odkrycie, czy na obnażoną duszę artysty, czyż nie, panno Lestrange? — zapytał, przekierowując spojrzenie znów na obraz, jakby pławił się w tym cierpieniu, które mu zadawało, masochistyczna przyjemność wypełniania umysłu niekomfortowymi odczuciami. Uniósł w jej stronę kieliszek, aby go stuknęła swoim. Brzęczenie zetkniętych kryształów zawibrowało i umarło, jak kometa. — Za agonalny akt kreacji.
Nie pytał, czemu on zawdzięcza tę przyjemność, że sama artystka pokusiła się o towarzyszenie mu, podczas gdy inni czekali, aby oddać jej słowa krytyki lub pochwały, raczej to drugie, przez wzgląd na politykę. Stał samotnie. To przecież wystarczyło w zupełności w aranżacjach takich, jak ta, gdy sytuacja jest dyktowana wymogami socjety. Mile jednak połechtała jego ego, więc postanowił odwzajemnić tę przyjemność. Wyglądała jak miła dziewczyna, która zaczytała się w greckich sztukach i odnalazła swoją zastępczą osobowość w Helenie, która przyniosła Troi wojnę zamiast posagu. Była zarówno ucieleśnieniem absolutnego piękna kobiecego, jak i przypomnieniem o straszliwej sile, jaką piękno może wywierać. Ze względu na swoje podwójne małżeństwo z greckim królem Menelaosem i trojańskim księciem Parysem, Helena była uznawana za odpowiedzialną za trwające wrogości między Wschodem a Zachodem. Przez tysiąclecia była postrzegana jako wyjątkowa siewczyni zagłady. Ale kim tak naprawdę była?