15.01.2024, 12:02 ✶
Felix roześmiał się cicho, gdy Elaine wspomniała o czytaniu książek.
- Nie chcę, żebyś uczyła się czytać tylko po to, żeby móc ze mną rozmawiać o książkach. Chciałbym, byś mogła sama odkrywać to, co cię interesuje i czytać to, co lubisz. Zresztą niespecjalnie mam czas, żeby czytać cokolwiek poza kolejnymi księgami o eliksirach i ogólnie o tym, czym się zajmuję w cyrku - powiedział, zabierając niechętnie rękę z jej włosów, gdy powiedziała że powinni się zbierać. Chciałby zatrzymać czas, by mogli tu zostać na zawsze. Sami, bez towarzystwa innych, bez zmartwień i trosk. - Jesteście moją rodziną, którą wybrałem. Lepszego życia nie mogłem sobie wymarzyć.
Dodał jeszcze, odwzajemniając jej uścisk. Pragnął by i ten trwał wiecznie, ale nie przytrzymywał dziewczyny, gdy ta się chciała odsunąć i zaczęła zbierać rzeczy. Pomógł jej, a jakże, a gdy potargała jego włosy, uśmiechnął się szeroko, jak dziecko, którym w gruncie rzeczy wciąż w środku był. Mógł wydorośleć i odrobinę zmężnieć, ale... Bellowie byli specyficzną rodziną, która nie do końca sprzyjała rozwojowi emocjonalnemu. Żyli niczym w komitywie, mieli własne zasady, własną piaskownicę i łopatki oraz grabki. Kradli, oszukiwali ale i troszczyli się o siebie - zupełnie jakby nie do końca dorośli, a przynajmniej dotyczyło to części z nich.
Z radością chwycił przyjaciółkę za rękę i ruszył z nią z powrotem do cyrku, chociaż zauważył że szła odrobinę wolniej, niż zwykle. Może była zmęczona? Popływali, porozmawiali, zjedli... Prawdę mówiąc też odniósł wrażenie, że jego powieki robią się coraz cięższe.
- Dotrzemy do przyczepy i pójdziemy na drzemkę, poczytam ci coś do snu, co ty na to? - zapytał, posyłając jej promienny uśmiech. Podejrzewał, że zaśnie w połowie, ale był w stanie na chwilę odegnać sen, by to ona zasnęła jako pierwsza. Tak też zrobił, gdy w końcu dotarli do domu - domu, który z całą świadomością mógł uznać za swoje miejsce na ziemi. Do miejsca, w którym naprawdę czuł się szczęśliwy i którego nie zamierzał opuścić nigdy, chyba że z Elaine u boku.
- Nie chcę, żebyś uczyła się czytać tylko po to, żeby móc ze mną rozmawiać o książkach. Chciałbym, byś mogła sama odkrywać to, co cię interesuje i czytać to, co lubisz. Zresztą niespecjalnie mam czas, żeby czytać cokolwiek poza kolejnymi księgami o eliksirach i ogólnie o tym, czym się zajmuję w cyrku - powiedział, zabierając niechętnie rękę z jej włosów, gdy powiedziała że powinni się zbierać. Chciałby zatrzymać czas, by mogli tu zostać na zawsze. Sami, bez towarzystwa innych, bez zmartwień i trosk. - Jesteście moją rodziną, którą wybrałem. Lepszego życia nie mogłem sobie wymarzyć.
Dodał jeszcze, odwzajemniając jej uścisk. Pragnął by i ten trwał wiecznie, ale nie przytrzymywał dziewczyny, gdy ta się chciała odsunąć i zaczęła zbierać rzeczy. Pomógł jej, a jakże, a gdy potargała jego włosy, uśmiechnął się szeroko, jak dziecko, którym w gruncie rzeczy wciąż w środku był. Mógł wydorośleć i odrobinę zmężnieć, ale... Bellowie byli specyficzną rodziną, która nie do końca sprzyjała rozwojowi emocjonalnemu. Żyli niczym w komitywie, mieli własne zasady, własną piaskownicę i łopatki oraz grabki. Kradli, oszukiwali ale i troszczyli się o siebie - zupełnie jakby nie do końca dorośli, a przynajmniej dotyczyło to części z nich.
Z radością chwycił przyjaciółkę za rękę i ruszył z nią z powrotem do cyrku, chociaż zauważył że szła odrobinę wolniej, niż zwykle. Może była zmęczona? Popływali, porozmawiali, zjedli... Prawdę mówiąc też odniósł wrażenie, że jego powieki robią się coraz cięższe.
- Dotrzemy do przyczepy i pójdziemy na drzemkę, poczytam ci coś do snu, co ty na to? - zapytał, posyłając jej promienny uśmiech. Podejrzewał, że zaśnie w połowie, ale był w stanie na chwilę odegnać sen, by to ona zasnęła jako pierwsza. Tak też zrobił, gdy w końcu dotarli do domu - domu, który z całą świadomością mógł uznać za swoje miejsce na ziemi. Do miejsca, w którym naprawdę czuł się szczęśliwy i którego nie zamierzał opuścić nigdy, chyba że z Elaine u boku.
Koniec sesji