Morpheus przystanął na chwilę, jak wryty, po czym zaczął się śmiać, ale szybko się opanował, żeby nie zwracać na siebie aż takiej uwagi. Odchrząknął. Chociaż jeszcze chwilę wcześniej myślał o takich pytaniach, raczej nie spodziewał się rozważań na temat wielkości i rozmiaru, a technikaliów użytkowania.
— Bielizna. Musi być w odpowiednim kroju, wtedy nic nie ciąży — otarł łezkę śmiechu o bark nieco niezgrabnie, aby pozbyć się łaskoczącego wrażenia ze skóry. — Widzi pan, kwestia przyzwyczajenia i wprawy w... Ułożeniu, jeżeli mogę się tak wyrazić. Już prawie jesteśmy.
Głową wskazał klubokawiarnię, aby wyrzucić z głowy myśli o tym, co by zrobił, gdyby jemu przydarzył się taki problem, jak Norze. Niestety, zamiast poważnych przemyśleń, słowa kobiety skupiły jego myśli na innej parze genitaliów i już tam zostały. Zdecydowanie próbowałby kogoś poderwać i wypróbować jak wszystko działa. Jedyna okazja bez konsekwencji, uznał, rozbawiony tym, w jaką stronę pobiegły jego myśli. Nie chciałby jednak być kobietą na stałe, tak jak ona nie wyobrażała sobie pozostania w męskim ciele już do końca. Chociaż jego płuca wolały o pomstę do nieba swoim stanem od palenia, a cukrzyca zmuszała go do diety i unikania smakowych uciech z życia, to jednakże lubił to, jak wygląda.
— Może ten duch celowo uczynił zmianę z lepszym wyposażeniem, dlatego takie wrażenia podczas chodzenia? — teoretyzował w rozbawieniu, zdecydowanie robiąc sobie żarty, chcąc rozśmieszyć trochę pannę Figg w całym tym ambarasie, jaki ją spotkał. Na całe szczęście proces miał się odwrócić po dobie, w tamtym momencie już niecałej, więc powodów do płaczu jego zdaniem nie było. — Gdyby kusiło wypróbować.
Nie powinien tego mówić na głos, nie miał zamiaru, wymsknęło mu się i ogarnęło go takie zażenowanie, aż jego uszy zrobiły się czerwone. Gdyby nadal wyglądała jak kobieta, nigdy to by nie padło. Wymamrotał ciche przepraszam i otworzył drzwi do klubokawiarni, aby mogli wejść i zapomnieć o tym wymskięciu.