16.01.2024, 11:04 ✶
- Nie jestem pewny, co masz przez to na myśli, więc na wszelki wypadek podziękuję - odparł Cathal. Tak, był ciekawskim człowiekiem i ciekawość stanowiła jeden z motorów napędowych jego życia, a także zaprowadziła go w różne miejsca. Ale nie bez powodu Tiara Przydziału posłała go kiedyś do Slytherinu: i wcale nie chodziło wyłącznie o to, że został obłożony klątwą Salazara. Brawurowa odwaga dla samej odwagi nie była w stanie Shafiqa, a chyba miał pewne podejrzenia, co do tego, że sposób Ginny na zabranie go na górę bardzo by mu się nie spodobał. (Chociaż nie wpadł na to, że myślała o jego pomniejszeniu.)
Wycofał się na zewnątrz, by mieć dobry widok na fragment zrujnowanej wieży, do którego wybierała się kobieta. Na wszelki wypadek sięgnął nawet po różdżkę, chociaż wątpił, aby w pomieszczeniu po tylu latach działały jakieś klątwy - nawet jeżeli obecnie nie dało się tam dostać inaczej niż lecąc albo ryzykując teleportację na niepewnym gruncie, to gdy szabrowano popadający w ruinę zamek, zapewne ktoś tam bywał.
McGongall wylądowała bezpiecznie. Z bliska przekonała się, że żaba zachowała się w idealnym wręcz stanie, i że prezentuje się zadziwiająco realistycznie: ktoś włożył bardzo dużo pracy w wykonanie tej przedziwnej rzeźby, choć przecież sama w sobie nie była specjalnie piękna. Samo pomieszczenie, w którym ją umieszczono, było niewielkie, niemal puste i... Ginny nigdzie nie widziała wejścia, które by do niej wiodło. Może pozostawało ukryte? Znane tylko członkom rodziny, a sala stała się widoczna, gdy ściana zaczęła się walić?
Najdziwniejsza rzecz stała się jednak, kiedy kobieta zbliżyła się do żaby.
Z jej pyska nagle wyłonił się kamienny język, a ledwo sięgnął do Ginny, ta poczuła się trochę jak podczas teleportacji świstoklikiem. W jednej chwili była w pomieszczeniu w wieży, a w drugim momencie upadła na podłogę w jakimś ciemnym, niewielkim pomieszczeniu, pozbawionym okien. Tutaj również znajdowała się żaba, identyczna jak ta na górze: i chyba to z jej pyska wypadła...?
Wycofał się na zewnątrz, by mieć dobry widok na fragment zrujnowanej wieży, do którego wybierała się kobieta. Na wszelki wypadek sięgnął nawet po różdżkę, chociaż wątpił, aby w pomieszczeniu po tylu latach działały jakieś klątwy - nawet jeżeli obecnie nie dało się tam dostać inaczej niż lecąc albo ryzykując teleportację na niepewnym gruncie, to gdy szabrowano popadający w ruinę zamek, zapewne ktoś tam bywał.
McGongall wylądowała bezpiecznie. Z bliska przekonała się, że żaba zachowała się w idealnym wręcz stanie, i że prezentuje się zadziwiająco realistycznie: ktoś włożył bardzo dużo pracy w wykonanie tej przedziwnej rzeźby, choć przecież sama w sobie nie była specjalnie piękna. Samo pomieszczenie, w którym ją umieszczono, było niewielkie, niemal puste i... Ginny nigdzie nie widziała wejścia, które by do niej wiodło. Może pozostawało ukryte? Znane tylko członkom rodziny, a sala stała się widoczna, gdy ściana zaczęła się walić?
Najdziwniejsza rzecz stała się jednak, kiedy kobieta zbliżyła się do żaby.
Z jej pyska nagle wyłonił się kamienny język, a ledwo sięgnął do Ginny, ta poczuła się trochę jak podczas teleportacji świstoklikiem. W jednej chwili była w pomieszczeniu w wieży, a w drugim momencie upadła na podłogę w jakimś ciemnym, niewielkim pomieszczeniu, pozbawionym okien. Tutaj również znajdowała się żaba, identyczna jak ta na górze: i chyba to z jej pyska wypadła...?