Przeszukując kieszenie Rodolphusa, faktycznie Richard natrafił na jakiś list, który młody miał w jednej z kieszeni. Zabrał go, możliwe traktując jako coś ważnego. W końcu ciągle była też mowa o listach. A ten miał zaadresowanie do Lestrange’a.
Stojąc z boku, różdżkę Rodolphusa schował do swojej kieszeni i trzymając swoją w dłoni, rozwinął list aby przeczytać zawartość treści. Pozwalając tej dwójce sobie porozmawiać. Pogrozić, postraszyć. Po zapoznaniu z zawartą tam informacją, schował złożony papier do koperty. Jeżeli Robert będzie chciał zapoznać się z jego treścią, poda mu. Jeżeli na razie nie, zatrzyma do końca tej rozmowy.
Przesłuchania miały to do siebie, że wymagały czasu i cierpliwości, aby cokolwiek wyciągnąć od drugiej osoby. Przy czym, Richard stojąc tutaj mógł obserwować, jak przebiega to ze strony brata.
Słysząc jednak o narzeczonej Rodolphusa, młodszemu Mulciberowi przypomniała się Henrietta. ”Kobiety…” - stwierdził w myślach. Jeden i drugi byli chyba sobie warci tego, że kobiety potrafiły odkryć coś, co powinno być dla nich zakazane. Tylko nieznacznie pokręcił głową, na nieostrożność Lestrange’a.
Ci dwaj, dobrali się.
Ogólnie wszystko jak było widać, kręciło się też wokół tego całego Beltame. Zniknięcie Roberta było widocznie mocno zauważalne, albo rozeszło się po całej ich organizacji. Co nie wróżyło niczego dobrego. Zdecydowanie, powinien zostać na stałe u boku brata, w Londynie.
Obserwował i słuchał dalej. Wciąż mając swoją różdżkę w pogotowiu, na wszelki wypadek.