Dłoń Morpheusa jeszcze chwilę wisiała w powietrzu, nad pustą przestrzenią, gdzie powinny być drzwi. Mógł się tego spodziewać, w końcu sam był wieszczem, czasami też tak robił, bo bawiło go otwieranie drzwi, zanim ktoś w nie uderzy knykciami. Teraz on padł ofiarą i musiał przyznać, że nadal poprawiało to humor, od strony ofiary.
Posłał mu swój uśmiech gwiazdy północnej, bo nawet jeżeli nie widział go w sposób realny, to dzięki Trzeciemu Oku już pewnie mógł. Jaśniejący, wiedzący, trochę jak spojrzenie tych, którzy wypływając w morze, zdawali sobie sprawę, że mogą już nie powrócić. Jak spojrzenie kapitana, który pozostanie na pokładzie swojej łajby, aż jej dno uderzy o piasek i skały pod lustrem wody i odda hołd wiecznej ciemności morskiego grobowca.
— Przyniosłem raczej remedium, na złagodzenie obyczajów, nie wypada przychodzić z pustymi rękoma. Wiem, jak to jest — wyciągnął w stronę jasnowidza butelkę popularnego Lamb's Navy Rum, którą zakupił specjalnie na tę okazję. Nie był to alkohol z najwyższej półki ani nic, co zwykł pijać Morpheus, ale należało do najpopularniejszych wyborów na Wyspach Brytyjskich i nie stanowiło mieszanki wszystkich metali ciężkich z wysokoprocentowym alkoholem. — Mnie dopadło palenie, w gorszych momentach prawie dwie paczki dziennie.
Nie planował upijać Charona, nie takie były jego intencje, chciał sprawić mu przyjemność, bo sam niedawno doświadczył wizji, która należała do niesamowicie nieprzyjemnych nie tylko w czasie trwania, ale i w tematyce, bowiem obejmowała mózgi w formalnie oraz morderstwo. Wszystko, co mówił, było prawdą, zresztą pachniał wypalonym tytoniem, nawet jeżeli próbował to maskować kadzidlanymi woniami wody po goleniu.
— Morpheus Longbottom. Mogę zająć chwilkę? — przedstawił się, wskazując głową wnętrze pomieszczenia, udając, że nie widzi butelek i bałaganu. Urodził się arystokratą, jednakże jego rodzina odstawała od reszty czystokrwistych dość mocno i ogólny snobizm nie dotknął go tam mocno, jak innych. Nie lubił mieć błota na butach, a szaty zawsze szył na miarę, jednakże miarą człowieka nie były okoliczności jego urodzenia ani to, w jakich warunkach sytuacja zmusiła go do egzystencji ani jak sobie radzi z niefortunnymi zdarzeniami swojego życia. Każdy miał swój mechanizm obronny, alkohol musiał być tym Charona.