16.01.2024, 15:52 ✶
Felix nigdy nie należał do tych asów inteligencji, których w Hogwarcie było pełno. Uczniem był średnim, może nawet poniżej przeciętnej, z wyłączeniem części przedmiotów oczywiście. Ale nawet w nich nie był nazywany mistrzem. Jeśli zaś chodzi o życiową mądrość... To młody Bell miał dużo więcej szczęścia, niż rozumu. W kwestii wyboru miejsca całkowicie zdał się na kolegę, chociaż odrobinę zmarszczył nos, gdy zobaczył, że idą do kawiarni. Ale przecież w środku nie było nikogo, a i obsługi nie kojarzył, więc po krótkiej chwili zawahania wszedł za Lovegoodem do środka. Kiwnął głową na znak, że niech zamawia co chce, a sam podszedł do jednego z bardziej schowanych stolików. Nie tego tam w kącie, gdzie pewnie siedzieli mroczniejsi od nich, ale na tyle schowanego, by dawał odrobinę prywatności. Felix ciężko opadł na krzesło i rozejrzał się. Knajpa jak knajpa, odzwyczaił się co prawda od takich widoków, ale było tu całkiem... w porządku. Jakby niepewny tego, czy dobrze robił, poruszył się na krześle.
- Nawet nie wiem, od czego zacząć - stwierdził, gdy kolega do niego wrócił. Kiwnięciem głowy podziękował za kawę, ale na razie po nią nie sięgał. Łokieć miał oparty na blacie stolika, dłonią zwiniętą w pięść podpierał policzek. Wodził wzrokiem po otoczeniu, unikając wzroku Xenia. - Może najpierw mi powiesz, jak zareagowali na moje zniknięcie?
Ta rozmowa była dla niego pewnym wyzwaniem. Zastanawiał się co pomyli o nim Lovegood, gdy wypali z tekstem, że porzucił szkołę, plany i marzenia, by dołączyć do cyrku bo była tam dziewczyna, którą pokochał całym sercem. Czy uzna to za głupie? A może zrozumie? To zależało w sumie od tego, czy jego "śmierć" przeszła bez większego echa.
- Bo to, że nie moje ciało znaleźli, to wiesz na razie tylko ty - skłamał, ale miał do tego naturalny talent. Od dziecka kłamał, poruszał się na granicy kłamstwa i prawdy, balansował na tej cieniutkiej linie i łapał z gracją równowagę. Przychodziło mu to z łatwością - a teraz nie chciał tłumaczyć się koledze, że jego przyjaciele z roku, zaledwie kilku, także wiedzieli o tym, że żyje. - Jak ślepej kurze ziarno trafił mi się ten chłopak, nawet nie wiem co mu się stało, ale gdy uznali, że to ja... To co miałem zrobić? Chciałem zniknąć, więc wykorzystałem okazję.
Poczuł się w obowiązku, by odrobinę wytłumaczyć tę sytuację. Żeby Xenophilius przypadkiem nie pomyślał, że to Felix jest odpowiedzialny za zabicie tego chłopaka niedaleko okolic Hogwartu. Nie miał z tą śmiercią nic wspólnego, to był czysty przypadek.
- Nawet nie wiem, od czego zacząć - stwierdził, gdy kolega do niego wrócił. Kiwnięciem głowy podziękował za kawę, ale na razie po nią nie sięgał. Łokieć miał oparty na blacie stolika, dłonią zwiniętą w pięść podpierał policzek. Wodził wzrokiem po otoczeniu, unikając wzroku Xenia. - Może najpierw mi powiesz, jak zareagowali na moje zniknięcie?
Ta rozmowa była dla niego pewnym wyzwaniem. Zastanawiał się co pomyli o nim Lovegood, gdy wypali z tekstem, że porzucił szkołę, plany i marzenia, by dołączyć do cyrku bo była tam dziewczyna, którą pokochał całym sercem. Czy uzna to za głupie? A może zrozumie? To zależało w sumie od tego, czy jego "śmierć" przeszła bez większego echa.
- Bo to, że nie moje ciało znaleźli, to wiesz na razie tylko ty - skłamał, ale miał do tego naturalny talent. Od dziecka kłamał, poruszał się na granicy kłamstwa i prawdy, balansował na tej cieniutkiej linie i łapał z gracją równowagę. Przychodziło mu to z łatwością - a teraz nie chciał tłumaczyć się koledze, że jego przyjaciele z roku, zaledwie kilku, także wiedzieli o tym, że żyje. - Jak ślepej kurze ziarno trafił mi się ten chłopak, nawet nie wiem co mu się stało, ale gdy uznali, że to ja... To co miałem zrobić? Chciałem zniknąć, więc wykorzystałem okazję.
Poczuł się w obowiązku, by odrobinę wytłumaczyć tę sytuację. Żeby Xenophilius przypadkiem nie pomyślał, że to Felix jest odpowiedzialny za zabicie tego chłopaka niedaleko okolic Hogwartu. Nie miał z tą śmiercią nic wspólnego, to był czysty przypadek.